sobota, 24 czerwca 2017

Studia #9 - II rok biologii

Witajcie! Ten post dedykowany jest wszystkim tym, którzy interesują się trochę moimi studiami i są ciekawi, jakie przedmioty miałem na II roku i czy jestem z nich zadowolony. Uwaga, tekst jest dość długi, ale wydaje mi się, że ciekawy, więc mam nadzieję, że zainteresowani dobrną do końca :D Ogólne refleksje, jakie mi się nasuwają to przede wszystkim, że było trudniej! Niestety, coraz mniej biologii środowiskowej, która mnie interesuje, a za to coraz więcej molekularnej, która jest dla mnie zdecydowanie mniej ciekawa. Spodziewałem się również, że w końcu pozbędę się tych wszystkich przedmiotów niezwiązanych z biologią, czyli matematyki, informatyki, wf, itp. Fakt, pozbyłem się ich, ale za to doszły nowe bezsensowne, więc z deszczu pod rynnę...

Przede wszystkim, II rok to zdecydowanie mniej biologii środowiskowej, czyli takiej klasycznej jak rośliny i zwierzęta, ale za to masa molekularnej. Ja zdaję sobie sprawę, że biologia molekularna to jest przyszłość, bo dzięki niej jesteśmy w stanie zdziałać naprawdę cuda, ale mnie to niezbyt interesuje. Zdecydowanie wolę chodzić po lesie niż siedzieć w laboratorium. No, ale kilka ciekawych przedmiotów również tu się znalazło, więc aż tak źle nie było :P 


SEMESTR ZIMOWY



Biofizyka
Wydawać by się mogło, że biofizyka to taka biologiczna fizyka. Guzik prawda. Wykład to była typowa fizyka, czyli bezsensowny bełkot dziwnego człowieka o tajemniczych rzeczach. Byłem może dwa razy na tym wykładzie, lecz kompletnie nic z niego nie wyniosłem, więc dałem sobie spokój. Ćwiczenia za to były kosmiczne, kompletnie niezwiązane z niczym. Jakieś dziwne przelewanie pustego w próżne - musiałem robić jakieś okropne sprawozdania, które były dla mnie niczym piekło dantejskie, ale jakoś przez to przebrnąłem i egzamin bezproblemowo zdałem, bo powtarza się ten sam od lat...

Biochemia
Przedmiot mega trudny, ale niesamowicie ważny w dalszej edukacji biologicznej. Nawet fajny. Bez biochemii nie ma co się dalej uczyć. Ogólnie wykład był dość ciekawy w pewnym sensie. Prowadziły go dwie kobietki, jednej dało się słuchać, a drugiej nie. Ale cóż, przynajmniej połowa była w porządku. Ogólnie, o czym była biochemia? Aminokwasy, białka, enzymy, cykl Krebsa, fotosynteza, glukoneogeneza i te wszystkie inne dziwne rzeczy związane z metabolizmem. Wszystko omawiane było oczywiście mega szczegółowo. Ćwiczenia również były bardzo przyjemne, za to egzamin już nie, jednak szczęśliwie udało się zdać!

Genetyka
Taki sobie przyjemny przedmiot o allelach, muszkach owocówkach, dziedziczeniu cech i kodzie genetycznym. Było naprawdę przyjemnie, miło i spokojnie. Treść wydawała się bardzo łatwa, wszystkim się podobał ten przedmiot. Do czasu, aż prowadzący dowalił egzamin - kosmos, większość roku nie zdała, a taki łatwy przedmiot... Na ćwiczeniach robiliśmy hodowlę zmutowanych muszek owocówek i robiliśmy mnóstwo zadań związanych z genetyką, więc było ciekawie :)

Ekologia 
Przedmiot o wszystkim. Dosłownie! Ekologia to temat tak szeroki, że prowadzący na wykładzie mówił absolutnie o wszystkich roślinach i zwierzętach, o różnych ekosystemach i zjawiskach. Ćwiczenia były w terenie i w sali komputerowej i w laboratorium i wszędzie, czyli naprawdę rozmach duży. Ja jednak stwierdziłem, że aby zdać ten przedmiot wystarczy pooglądać sobie te filmy przyrodnicze BBC i przyswoić trochę wiedzy z nich. No i miałem rację :) Ekologia to taki przedmiot, który przede wszystkim wymaga obycia i biologicznego ogarnięcia. Ciężko jest się tego nauczyć z książki chyba.

Fizjologia zwierząt i człowieka
Z tym przedmiotem wiązałem ogromne nadzieje. Będąc na pierwszym roku wydawało mi się to strasznie ciekawe, to jak działa mózg, jak zachodzą te wszystkie procesy oraz, że tak naprawdę jest wciąż niezbadany i kryje wiele tajemnic. Zamierzałem je odkryć. I powiem Wam, że na zajęciach starałem się jeszcze w miarę jako tako tę myśl kontynuować. Chodziłem na wykłady i uczyłem się pilnie z myślą, że to na tej katedrze będę pisał licencjat a później magisterkę. Wszystkim opowiadałem, że niezmiernie mi się podoba i tak było do pewnego momentu... W dniu, kiedy musiałem podejmować już decyzje, jakich przedmiotów zamierzam uczyć się na III roku, dotarło do mnie, że ja wcale tej fizjologii nie lubię aż tak bardzo: materiał jest strasznie trudny, nudny i monotonny. Egzaminy i wejściówki tak trudne, że ucząc się najwięcej ze wszystkiego, udawało mi się mieć ledwo 3. Do tego zrozumiałem, że mózg interesuje mnie jednak z innej perspektywy niż z tej widzianej przez współczesną naukę... Koniec końców, pożegnałem się z fizjologią człowieka na dobre i w ciągu jednej chwili zmieniłem swoje plany na przyszłość o 180 stopni.



SEMESTR LETNI



Biologia molekularna z biotechnologią
W semestrze letnim przedmioty były o wiele przyjemniejsze. Molekuły były naprawdę super - prowadząca przyjaźnie to wszystko tłumaczyła, a materiał wchodził mi do głowy szybko, prosto i przyjemnie. Ogólnie zagadnienia obejmowały tu replikację DNA, rekombinację, a także ekspresję genów, czyli transkrypcję i translację. Oczywiście było to strasznie zagmatwane, mnóstwo było różnych czynników, które te procesy regulowały, ale ogólnie przedmiot był dla mnie bardzo przyjemny.

Immunologia
Ja nigdy nie lubiłem immunologii. Zawsze zagadnienia z nią związane wydawały mi się mega trudne i skomplikowane. Do tego zajęcia były z prowadzącą, która w poprzednim semestrze beznadziejnie prowadziła zajęcia z biochemii... Ostatecznie nie było tak źle - immunologia wydała mi się nawet ciekawa. Wyobrażałem sobie, że to jakaś gra RPG: że te wszystkie linfocyty, komórki NK, dendrytyczne, makrofagi i inne to taka jakby nasza armia, która na różne sposoby walczy ze złymi antygenami, a jako broń ma przeciwciała!

Mikrobiologia
Na początku oczarował mnie ten przedmiot. I myślę, że nie tylko mnie. Było ciekawie, widać było, że facet pasjonuje się tym co mówi i serio starał się przekazać nam jakąś wiedzę. Ale na 3 wykładzie, kiedy to ciągle mówił to samo co na pierwszym dotarło do mnie, że coś tu nie gra... Zrobiłem szybki wywiad i okazało się, że facet przez wszystkie wykłady mówi coś o mikrobiologii, co jest w sumie nawet ciekawe, ale niezbyt ważne. Na egzaminie zaś są zagadnienia, które dał każdemu na kartce na początku roku. Jak dla mnie jest to mega nieporozumienie. Uważam, że biologia to jest coś takiego, czego nie da się nauczyć samemu z jakiejś książki, to ktoś nam musi wytłumaczyć, a kto ma to zrobić, jeżeli profesor gada sobie od rzeczy? Na szczęście egzamin udało mi się zdać, bo pytania powtórzyły się z zeszłego roku, ale wszystko to sprawiło, że niezbyt polubiłem mikrobiologię.


Fizjologia roślin
Chyba najgorszy przedmiot na studiach. Fakt, ćwiczenia były bardzo przyjemne, ale wykład to jakaś masakra. Ja naprawdę lubię rośliny i się nimi interesuję, ale tego normalnie się nie dało słuchać, notować ani uczyć. Prowadzący był beznadziejny - niesamowicie pretensjonalny człowiek, co irytowało już na samym początku. Do tego mega nieciekawie prowadził te swoje zajęcia - każdy temat ostatecznie sprowadzał się u niego do jakiś skomplikowanych fizycznych wzorów. W każdym razie szkoda, bo przedmiot mógłby być ciekawy - raz mieliśmy zastępstwo i było super. Szkoda, że tylko raz...

Ochrona środowiska
Przedmiot taki sobie. Jakieś konwencje prawne, parki narodowe, dziury ozonowe i inne. Jak dla mnie to było trochę nudne, bo te wszystkie prawnicze niuanse i ustawy mało mnie interesują. Za dużo się nie wypowiem, bo również rzadko bywałem na tym wykładzie.

Podstawy przedsiębiorczości
Śmiech na sali, proszę Państwa... Nie mam pojęcia, po co marnować nasz czas takim czymś! Nie rozpiszę się zbyt długo na temat tego przedmiotu, bo po kilku spotkaniach dałem sobie z nim spokój. Na szczęście zaliczenie było proste, trzeba było jakiś absurdalny projekt zrobić. Ogólnie to nie wiem po co to w ogóle miało miejsce...

Angielski
Ten przedmiot wlókł się za mną przez dwa semestry i to w zatrważająco dużej liczbie godzin, bo aż 3 tygodniowo! Za każdym razem zastanawiałem się, co ja robię w tej sali i kiedy to się skończy. Nie nauczyłem się nic, zmarnowałem tylko swój czas i tyle w temacie!

Praktyczne zajęcia terenowe II: fitosocjologia
Chyba najlepszy przedmiot w tym semestrze! I to jest właśnie ta strona, w którą obróciły się moje zainteresowania, kiedy odpuściłem sobie fizjologię zwierząt i człowieka. Przede wszystkim, dla mnie w biologii najcudowniejsze jest to, że jestem w stanie nazwać rośliny, które spotykam. A ten przedmiot właśnie na tym polegał, żeby rozróżniać różne zbiorowiska roślinne, nazywać rośliny, które w nich rosną i dzięki temu ogarniać co gdzie rośnie. Prowadząca też była super, chyba najlepsza z jaką miałem do tej pory do czynienia na studiach.

Praktyczne zajęcia terenowe II: kręgowce
Kompletny brak organizacji dobijał. Facet informował dzień przed, że następnego dnia o 4 rano mamy być w Helu w jakiejś stacji ornitologicznej. Ja czegoś takiego nie lubię, wolę wiedzieć wcześniej, żeby się psychicznie przygotować. Oprócz braku organizacji, nie podobała mi się również tematyka tych zajęć, czyli ptaki. Ja nie lubię ptaków. Kiedy widzę jakiegoś, w głowie zapala mi się lampka ostrzegawcza, że może nasrać na mnie. Poza tym, rok temu robiłem sekcję ptaka, więc tym bardziej źle mi się kojarzą. Jak dla mnie to wszystkie ptaki są identyczne i wydają takie same głosy, a tu muszę się nauczyć rozpoznawać po wyglądzie i głosie setkę ptaków...


PODSUMOWANIE


Na koniec, chciałbym zwrócić uwagę na specyfikę moich studiów. Do czego zmierzam? Otóż, studia studiom nie równe - są takie kierunki, gdzie chodzi się tylko na wykłady i nie ma ćwiczeń laboratoryjnych, są takie, gdzie pisze się różne prace semestralne pisemnie i różne inne. Na moich studiach najważniejszy jest prowadzący wykład. Jeżeli prowadzący jest odpowiedni, to opowie o swoim przedmiocie w ciekawy sposób i nigdy nie ma problemu na egzaminie. Dlaczego tak jest? Bo z książek uczyć się nie da. One są jak zły prowadzący, czyli strasznie nudne, napisane w sposób niezrozumiały. Mam wrażenie, że książki biologiczne są pisane dla profesorów, którzy już wszystko wiedzą, bo naprawdę nie da się ich czytać.

Kolejna sprawa to brak jakichkolwiek prac pisemnych. Ja wiem, że inni ludzie piszą różne prace na zaliczenie czegoś czy coś. U nas jest to trochę bez sensowne. Wiedza, którą zdobywamy polega na tym, by zrozumieć pewne procesy i wiedzieć jak one działają. Pisanie o nich wypracowań byłoby głupim pomysłem. U nas nawet pracy licencjackiej nie robi się w formie pisemnej. Tak naprawdę, jedyne co biolog ma do napisania to są różne rozprawy naukowe, a wiadomo, że raczej nikt nie będzie niczego takiego na studiach robił.

No i na koniec terenówki. Na innych kierunkach studiów nie ma czegoś takiego. Co to tak właściwie jest? Po prostu wychodzimy w teren z prowadzącym i w praktyce uczymy się na przykład o roślinach czy zwierzętach. Niektórzy tego nie lubią, jednak dla mnie zawsze jest to coś wspaniałego. Uwielbiam wychodzić w teren, czuję się wtedy szczęśliwy i wiem, że jeżeli miałbym ewentualnie kiedyś pracować w swoim zawodzie, to jedynie w terenie.

To już koniec moich biologicznych refleksji na zakończenie II roku :) Mam nadzieję, że jeżeli ktoś z Was zastanawia się nad biologią, to dzięki moim słowom łatwiej będzie mu podjąć decyzję :) 

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Ciekawostki o Gdańsku #1 - Odrobina historii

Autokar zatrzymuje się nieopodal Wyspy Spichrzów i wszyscy uczestnicy wycieczki zwiedzają ulicę Długą i Długi Targ, gdzie oglądają ratusz, Neptuna i Dwór Artusa. Ewentualnie Dom Uphagena, jeśli przewodnik jest ambitniejszy. Później oglądają Kościół Mariacki, urokliwą ulicę Mariacką i obowiązkowo Długie Pobrzeże wraz z Żurawiem. Taka wycieczka to standard, w powyższych miejscach zawsze można się na jedną z nich natknąć. Ja przychodzę do Was z zupełnie inną propozycją. Chciałbym pokazać Wam Gdańsk taki, jaki jest naprawdę, a nie tylko na folderach biur turystycznych - z całą jego historią, urokiem i czarem. Posty z tej serii będą pojawiały się na blogu chyba w nieskończoność. W Gdańsku i okolicach zawsze znajdzie się coś, co warto byłoby pokazać! Dzisiaj chciałbym Wam w ciekawy sposób zagaić temat i opowiedzieć trochę o mieście, żeby od następnych postów zacząć już "wirtualne zwiedzanie" :)

Ratusz Głównego Miasta
foto by me

piątek, 16 czerwca 2017

Polecam #51 - Obecność 2

Obejrzałem w życiu wiele horrorów i naprawdę mało co jest w stanie mnie przestraszyć. Kiedyś oczywiście było inaczej, lecz w miarę upływu czasu banalność pewnych rozwiązań zaczęła mnie raczej irytować niż przerażać. Na przykład kompletnie nie jara mnie wyskakująca nagle na ekran brzydka morda, głośne dźwięki i jakieś szybkie niekontrolowane ruchy. Zdecydowanie wolę powoli budowane napięcie i jakiegoś porządnego demona w tle. Obecność 2 to dobry horror, który nie usiłuje wcisnąć mi tandety, tylko porządnie wystraszyć!

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Kulinarnie #3 - Muffiny!

Doskonale wiecie, że ja lubię szybkie gotowanie, za małe pieniądze, żeby było smacznie, a do tego zdrowo. Te małe, niezwykłe ciastka spełniają wszystkie te warunki, a do tego są bardzo wszechstronne: w zależności od tego, co do nich dodacie, możecie wymyślić całą gamę babeczek. Ja dziś robię dla Was cytrynowe z rodzynkami. Do dzieła!


piątek, 9 czerwca 2017

Muzyczny Przegląd #15 - Subtelność

Od dawna chodzi mi po głowie pomysł, żeby w końcu zrobić porządek w tej kategorii. Bo póki co, jest chaos: każdy post to zbieranina absolutnie przeróżnych, nie pasujących do siebie pod żadnym względem utworów. Oczywiście ma to sens - robię tak, aby każdy mógł znaleźć tu coś dla siebie. Gdybym segregował na przykład wykonawcami, to powstałaby tu niezła monokultura, a tego chcemy uniknąć. Zamiast tego proponuję zupełnie inne rozwiązanie! Będę segregował muzykę ze względu na jakiś motyw przewodni, np. emocje! Mam nadzieję, że nowa forma przypadnie Wam do gustu. Na samym początku zaczniemy od czegoś trudnego, a mianowicie od subtelności!

Korzystając z okazji, proszę Was, żebyście trzymali dziś za mnie kciuki! Po południu mam egzamin z ochrony środowiska. Na szczęście immunologię mam już za sobą, ale wciąż czekają mnie jeszcze molekuły, mikrobiologia i fizjologia roślin, także szykuje się ciekawy czerwiec :) 


Marina and the Diamonds
Froot

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Gadanie #32 - Muzyka

Wszyscy słuchamy jakiejś muzyki! Ale chyba niewielu z nas zastanawia sie, dlaczego to robi? Ja się czasem zastanawiam nad takimi rzeczami i chciałbym dziś podzielić się z Wami moimi przemyśleniami na ten temat, bo wnioski, do których doszedlem wydają mi się bardzo interesujące! 

Muzyka wypełnia ciszę

Rola tła to chyba jedna z najważniejszych funkcji pełniących przez muzykę w naszym życiu. Ostentacyjna cisza bywa irytująca. Szczególnie na przykład kiedy siedzimy w pracy, mija kolejna godzina robienia czegoś wyjątkowo nudnego, burczy nam w brzuchu, a ktoś obok rytmicznie i usypiająco bębni palcami w klawiaturę... Nieciekawie, prawda? W takich wypadkach często wystarczy włączenie jakiegokolwiek radia, aby ożywić atmosferę, aby nucąc sobie pod nosem, wykonywać pracę w rytm muzyki, sprawniej i lepiej. Muzyka w tle to według mnie jedna z najlepszych rzeczy, jaką mógł wymyślić człowiek - dzięki niej chcemy przebywać w danym miejscu i nie czujemy się nieswojo!

Muzyka jako sposób kodowania wspomnień

To jest jedno z moich ulubionych zastosowań muzyki! Mało kto wie, że dobra nuta może znakomicie zakodować sobie pewne wspomnienia, stany i emocje. U mnie wygląda to w ten sposób, że włączam sobie odpowiednią piosenkę i od razu przed oczami staje mi konkretna książka. Dzięki piosence czuję dokładnie to, co czułem pogrążając się w lekturze. A w jaki sposób zakodować takie wspomnienie? To bardzo proste - wystarczy po prostu słuchać muzyki robiąc jakąś czynność. Słuchać non stop, kilkanaście raz pod rząd tę samą piosenkę. Ale nie tylko książę można sobie zakodować w ten sposób. Ja na przykład zakodowałem za pomocą muzyki pewien piękny majowy wieczór, moją ostatnią podróż i całkiem przypadkiem kilka całkiem zwyczajnych dni, które dzięki muzyce utkwiły w mej pamięci. Także korzystajmy z tego sposobu, bo uważam, że jest to naprawdę ciekawa metoda na zapamiętywanie wspomnień!

Muzyka wywołuje emocje

Tę funkcję znają chyba wielu ludzi, ale nie każdy zdaje sobie sprawę, że to naprawdę porządnie działa i jest bardzo skuteczne! W sumie to już od wielu lat stosuję tę metodę - puszczam sobie jakąś piosenkę, która wprawia mnie dobry nastrój. Ale dopiero od niedawna zająłem się tym na poważnie. Szybko zauważyłem, że muzyka może wprowadzić mnie w znacznie bardziej złożone emocje niż zwyczajny dobry nastrój: puszczam sobie piosenki na pobudzenie wyobraźni, na spokój duszy, pobudzenie, euforię, namiętność, a nawet na melancholię, bo od czasu do czasu lubię być melancholijny. Wszystko to utwierdza mnie w przekonaniu, że muzyka ma ogromne właściwości terapeutyczne i drzemie w niej przeogromny potencjał! 

piątek, 2 czerwca 2017

Polecam #50 - Bardzo długie zaręczyny

Wiecie, że kocham "Amelię". Nie muszę tego w kółko powtarzać :) I powiem Wam, że długo szukałem czegoś, co oddawałoby klimat mojego ukochanego filmu. W końcu znalazłem! Ten sam reżyser - Jean-Pierre Jeunet, ta sama gówna rola - Audrey Tautou. To musiało się udać! I nie zawiodłem się...


środa, 31 maja 2017

Wielki Powrót

Tytuł brzmi dumnie. Zniknąłem w sierpniu, pożegnałem się, spaliłem za sobą mosty. I co teraz? Nadszedł czas powrotu. Nie obiecuję regularności. Zresztą, w moim pierwszym poście na blogu również tego nie obiecywałem. Jedno jest pewne: poczułem pewną wewnętrzną potrzebę powrotu i oto jestem! 

czwartek, 18 sierpnia 2016

Czy to koniec? Czy też nie?

Witajcie Kochani!

Nie mogę już dłużej udawać, że wszystko jest w porządku, że to tylko chwilowa przerwa, że  lada dzień wszystko wróci do normy. Bo nie wróci. Z końcem marca opuściłem blogosferę. Próbowałem wrócić, naprawdę próbowałem. Mam nawet trochę postów w roboczych, które miałem tu opublikować, a które nigdy się nie pojawią. Potem planowałem zmienić formułę bloga, pisać rzadziej, ale jednak pisać, żeby stąd nie znikać, żeby nie tracić z Wami kontaktu. Ale zrozumiałem, że to byłoby jak sztuczne podtrzymywanie przy życiu człowieka, który nie ma już szans na samodzielne przeżycie. Bo do czego innego można porównać bloga, którego autor nie chce już go prowadzić? Jest mi cholernie szkoda, jest mi przykro, jest mi głupio. Ale muszę opuścić to miejsce. 

Ale tak naprawdę to nie jest wcale koniec. Wydawać by się mogło, że jak ktoś kończy prowadzenie bloga, to nie na już nic mądrego do powiedzenia, a w moim przypadku jest zupełnie odwrotnie! Mam mnóstwo do powiedzenia, nawet więcej niż wcześniej. Jest mnóstwo spraw, na temat których których chciałbym przedstawić Wam moją opinię. Często są to sprawy bardzo kontrowersyjne, ale chciałbym. Niestety nie mogę tego zrobić. 

W tym celu założyłem nowego bloga. Na tym nowym blogu będzie inaczej, bo jest to blog na zaproszenie, żebym mógł kontrolować kto go czyta, bo tutaj wymknęło mi się to trochę spod kontroli... 

Adres nowego bloga to: dyskusyjniak.blogspot.com 
Żebyście mogli go czytać, proszę, napiszcie do mnie maila, nawet pustego. Albo piszcie na fejsie. Ogólnie, kontaktujcie jak tam chcecie, żebym tylko dostał Waszego maila i mógł wysłać zaproszenie. Jak wyślecie mi maila, to będę wiedział, żeby wysłać zaproszenie pod ten adres. Mojego maila znacie, brutus@opoczta.pl
Mam nadzieję, że szybko się tam pojawicie, bo pierwszy post na Dyskusyjniaku już się pojawił i ogólnie jesteście tam teraz bardzo potrzebni! 

Przy okazji, zmieniłem profilowe, bo skoro jest nowy blog, to trzeba coś ważnego zmienić.

Jeśli o kwestie organizacyjne chodzi, to tego bloga nie usuwam, nie kasuję i nie pozbywam się. Sam chętnie wracam do moich starych postów, więc ta strona jak najbardziej zostaje. Tyle, że ja będę gdzieś indziej. 

Zapraszam na Dyskusyjniak! Wszyscy jesteście tam mile widziani! Czekam na Was!

wtorek, 26 lipca 2016

TAG #15 - Asian Countries Music TAG

Od wieków nie było na moim blogu tagu! Co prawda miałem ich już nie robić, ale ostatnio znowu mi się to spodobało, więc dlaczego nie? :D Do dzisiejszego wyzwania nominowała mnie już jakiś czas temu Laoshu Łajka, na której bloga serdecznie Was zapraszam! Tag jest muzyczny, więc w tym poście pojawi się trochę piosenek do posłuchania :) Nie chcę przedłużać, więc od razu przechodzę do rzeczy! 

CHINY
Muzyk, którego inni nie znoszą, za to Ty ubóstwiasz
Muzyk, którego inni uwielbiają, a Ty nienawidzisz

Nie wiem, czy inni jej nie znoszą, ale na pewno nie słuchają zbyt chętnie z własnej woli (przynajmniej jeśli chodzi o moich znajomych). Za to ja ją uwielbiam! Chodzi oczywiście o Enyę, którą Wy już dobrze znacie, bo zamieszczam jej utwory w praktycznie każdym muzycznym przeglądzie. Pod spodem wrzucę jakąś piosenkę Enyi tylko jeszcze się zastanawiam jaką. Za to na drugą część pytania mógłbym napisać całą litanię muzyków/zespołów, których szczerze nie znoszę, a wszyscy się nimi jarają. Mowa tu niestety o większości polskich twórców, jednakże w tym tagu zdecyduję się zhejtować Dżem, ponieważ wszyscy w kółko śpiewają ich piosenki na każdym ognisku i karaoke, mimo, że każdy fałszuje i drze mordę, co mnie niemiłosiernie denerwuje. Wszystko to spowodowało, że w mojej świadomości Dżem figuruje jako zespół pijanych ludzi, którzy nie potrafią śpiewać i nic tego nie zmieni...



INDIE
Muzyk, którego cenisz za wyjątkowe podejście
do kultury rodzimego kraju

To jest zdecydowanie mega trudne pytanie, bo nigdy się nie interesowałem takimi rzeczami, a nie chcę znów pisać, że Enya, bo w jej przypadku akurat wiem, że pasjonuje się muzyką celtycką. Już wiem! Polski folkowy zespół Greenwood idealnie nawiązuje do słowiańskich tradycji naszego kraju. Sami o sobie piszą, że tworzą muzykę celtycką, jednakże celtyckiej słucham, więc jak dla mnie brzmi ona inaczej i z oczywistych przyczyn przyporządkowałbym ich muzyce słowiańskiej. W każdym razie, nie wnikam. Aż takim specjalistą to ja nie jestem, żeby się na ten temat kłócić. W każdym razie, ich muzyka świetnie mi pasuje do tego pytania. W 2015 roku zespół został reaktywowany po przerwie i obecnie dryfuje w dość dziwnym kierunku, ale na szczęście mamy ich stare nagrania.



JAPONIA
Muzyk, który jest popularny,
ale słuchasz go rzadziej niż zwykle

Ostatnimi czasy strasznie rzadko słucham coverów, a co za tym idzie, tych wszystkich cudownych artystów, którzy te covery wykonują. Symbolicznie, wymienię tu tylko jednego z nich. Eli Lieb jest według mnie jednym z największych talentów jakie istnieją. Pięknie śpiewa, a jego covery są często lepsze niż oryginały.



KOREA
Muzyk, który Twoim zdaniem powinien być zauważony

Chciałbym, aby świat bardziej docenił twórczość Palomy Faith. Nie wiem jak jest w Wielkiej Brytanii, skąd ta artystka pochodzi, ale w Polsce jest ona mało znana i nie usłyszymy jej przebojów w radiu, a szkoda, bo są świetne, naprawdę warte uwagi i polecenia. Często zamieszczam Wam jej piosenki w przeglądach muzycznych, więc sami wiecie. Już nawet nie wspomnę, że ona wygląda dokładnie tak, jak moja babcia na portrecie ślubnym, nawet dziadek tak uważa :) No i Paloma ma bardzo nietuzinkowy głos, podobny trochę do głosu Amy Winehouse, ale jednak inny...



TAJWAN
Muzyk, który nagrywa single,
mimo to czujesz do niego sympatię



Myślę, myślę i dochodzę do wniosku, że ja nie wiem, co to są single tak naprawdę! Wydaje mi się, że to są piosenki do filmów/seriali, ale proszę, nie kamienujcie mnie, jeżeli się mylę... Otóż, zakładając, że muzyk, który nagrywa single to taki, co nagrywa piosenki do filmów, a mimo to ja czuję do niego sympatię, to takim artystą jest Fever Ray (artystką w tym przypadku). Tę muzykę znam tylko z filmów: "If I had a heart" to piosenka z intra serialu "Wikingowie", a z tego co wiem, jest jeszcze kilka piosenek z "Dziewczyny w czerwonej pelerynie" (Jeja, to było w pierwszym odcinku Polecam!). Nie wiem, mam mieszane uczucia, bo nie jestem pewien, czy dobrze odpowiedziałem na to pytanie...



WIETNAM
Muzyk, którego lubią wszyscy,
ale Ty masz co do jego talentu mieszane uczucia

Na to pytanie nie odpowiem. Od kilku dni zastanawiałem się, czy wśród znanych muzyków znajduje się ktoś taki, kto nie umie śpiewać i dochodzę do wniosku, że nie ma takiej osoby. W końcu, jak ktoś fałszuje i słuchu muzycznego nie ma za grosz, to przecież wybiera inny zawód.