środa, 30 grudnia 2015

Q&A #4

Dawno już nie było Q&A, a przecież mam jeszcze trochę pytań, na które powinienem w końcu odpowiedzieć! Przy okazji, zapraszam wszystkich do ZADAWANIA PYTAŃ, bo już niedługo mi ich zabraknie i znów będzie przerwa w Q&A. Tym razem za pytania dziękuję Pionkowi i muszę przyznać, że były one dla mnie bardzo trudne i chociaż czasami moja odpowiedź jest dość wymijająca, to odpowiadałem jak najbardziej szczerze!

Q: Ulubiony klub piłkarski?
A: Pierwsze pytanie, a ja już nie wiem, co powiedzieć. Nie mam ulubionego klubu piłkarskiego, ba nawet żadnego nie znam. Kompletnie nie interesuje mnie piłka nożna ani ogólnie żaden inny sport. 

Q: Brunetki czy blondynki?

piątek, 25 grudnia 2015

Psychoanaliza #2 - Dystans

To jest niesamowite uczucie, móc pisać o sobie! Szczególnie, kiedy ma się co pisać. Długo się zastanawiałem, na jakiej mojej cesze powinienem skupić się w drugim poście tej serii i w końcu zdecydowałem się na dystans. Umiejętność bardzo ważna, która przydaje się każdemu. Historia mojego dystansu także jest krótka, podobnie jak uporu. W każdym razie, warto nauczyć się dystansu do siebie i świata, bo jest to faktycznie przydatne w życiu! 

Dystans do siebie


Jeszcze jakieś trzy lata temu nie miałem go w sobie za grosz! Przejmowałem się każdym złym słowem, wszystko brałem do siebie, nawet głupie i niewinne żarty i roztrząsałem je. Przez to pojawiało się w moim życiu mnóstwo spięć i niepotrzebnych nieporozumień. Pojawił się jednak w moim życiu przyjaciel, który nauczył mnie, jak mieć dystans do siebie. Była to terapia szokowa, która przyznam, nie podobała mi się, ale efekt był znakomity i dziś zbieram jej efekty. 

Dzięki dystansowi, potrafię śmiać się z samego siebie. Kompletnie nie przejmuję się hejtem, potrafię wyciągać wnioski z konstruktywnej krytyki, czyli poprawiać swoje błędy, a nie załamywać się i narzekać, że coś mi się nie udało. Ta umiejętność, pozwoliła mi zderzać się z życiem i wychodzić z tego bez szwanku. Można powiedzieć, że dzięki temu nauczyłem się życia.

piątek, 18 grudnia 2015

Gadanie #21 - Szacunek dla Prezydenta

Kurczę, ostatnio mało się tu odzywałem, ale wszystko przez nawał pracy na studiach. Byłem tak zapracowany przed tymi świętami, że nie miałem na nic czasu. A moim dzisiejszym tematem jest szacunek do Prezydenta, bo zauważyłem, że niektóre osoby mają z tym problem.

niedziela, 13 grudnia 2015

Polecam #41 - Ostatni Władca Wiatru

Rzadko się zdarza, że powstaje film na podstawie kreskówki. W sumie nie wiem dlaczego, bo kreskówki na ogół są świetne. Pewnie ludzie boją się, że nie uda im się doścignąć animowanego pierwowzoru. Temu filmowi też to zarzucano. Oskarżano reżysera, że pominął wiele wątków, spłycił postacie i kompletnie nie stworzył tego niepowtarzalnego klimatu znanego z animacji. Ja jednak już kiedyś wspominałem, że dla mnie adaptacja i pierwowzór do dwie inne pary kaloszy i nigdy nie oceniam jednego przez pryzmat drugiego, aczkolwiek lubię sobie trochę porównać...


poniedziałek, 7 grudnia 2015

Top Lista #3 - Aktorki

Do napisania tego posta zabierałem się już kilka miesięcy temu i w sumie nie wiem, dlaczego porzuciłem wtedy ten pomysł. W każdym razie, zastanawiają się nad kolejną Top Listą, wpadłem na pomysł, że po Ulubionych postaciach fantasy i Antagonistach przyszła pora na kogoś znacznie bardziej rzeczywistego, czyli właśnie aktorki. Zapraszam!

Przepraszam, że czcionka raz jest wyjustowana, a raz wyśrodkowana, ale nie wiem, dlaczego tak jest. Postaram się to naprawić.

Pragnę zauważyć, że poniższy post może też służyć Wam jako linkarnia. Podlinkowałem tu wszystkie filmy, w których grały poniższe aktorki, a o których już kiedyś Wam pisałem. Jestem bardzo ciekawy, jakie są Wasze ulubione aktorki! Zapraszam:

piątek, 4 grudnia 2015

Muzyczny przegląd #6

Antti Martikainen
Xian


I znowu pojawia się u mnie Antti Martikainen. To chyba jest już ostateczny dowód, że kocham jego twórczość. Tym razem z zielonej Irlandii przenosimy się do odległych Chin, bo zmienia się też klimat muzyki - z celtyckiej na chińską (czyli mojej fazy na Chiny ciąg dalszy). Szczególnie polecam ten fragment od 4:45 do 5:35 - jest to mój ulubiony moment tego utworu :D Bardzo mi się podoba, że Antti potrafi tworzyć tak absolutnie różną muzykę, o różnej tematyce, z różnych stron świata. 

środa, 2 grudnia 2015

Psychoanaliza #1 - Upór, nieugiętość i samozaparcie.

Postanowiłem rozpocząć taką serię na mój temat, żeby przybliżyć Wam trochę swoją osobę. Myślę, że nie jestem pierwszym lepszym zjadaczem chleba, że można znaleźć we mnie coś, co mnie wyróżnia oraz sprawia, że mogę kogoś zainteresować. Chciałbym też ewentualnie zainspirować kogoś do rozpoczęcia pracy nad sobą, nad swoim ciałem i umysłem. Oczywiście, jak na serię o mnie przystało, nie może zabraknąć moich zdjęć ^^

Jestem uparty, czyli psychoanalizę czas zacząć...

sobota, 28 listopada 2015

Polecam #40 - Dom latających sztyletów

Coraz mniej czasu na oglądanie filmów, skutkuje coraz rzadszymi recenzjami, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie, ponieważ dziś przychodzę z filmem, który skradł moje serce i mam nadzieję, że poruszy też Was...

czwartek, 26 listopada 2015

Gadanie #20 - Pierwsza ważna decyzja, czyli wybór szkoły średniej

Postanowiłem napisać tego posta z myślą o wszystkich tych moich czytelnikach, którzy są jeszcze w gimnazjum i kompletnie nie mają pojęcia, co mają dalej ze swoim życiem zrobić. Ja ten etap życia mam już za sobą i pomyślałem sobie, że warto podzielić się swoimi doświadczeniami i przemyśleniami na ten temat, bo może uda mi się komuś pomóc. Jedno jest pewne - coś zrobić musicie. No i do wyboru macie trzy opcje i tu pojawia się pierwszy dylemat:

Czy chcę się dalej uczyć?

niedziela, 22 listopada 2015

Top Lista #2 - Antagoniści

Trudno jest napisać taką listę antagonistów, bo tak właściwie nie wiadomo, pod jakim kątem ich rozpatrywać. Mam brać pod uwagę tych, których lubię, czy raczej znienawidzonych? Mam wybierać postaci na wskroś złe i niegodziwe, czy też może wyszukiwać te ze złożoną psychiką i pokręconymi motywami? Tak, napisanie tej top listy nie jest łatwym zadaniem, ale myślę, że uda mi się mu sprostać. W tym celu, przez dość długi czas zbierałem niezbędne informacje z przeróżnych książek, seriali i filmów.

1. Imperator Jagang

czwartek, 19 listopada 2015

Gadanie #19 - Krótki poradnik szczęścia

Od razu na wstępie chciałbym zwrócić uwagę, że to nie będzie kolejny durny poradnik, których w Internetach są miliony. Będzie to mój poradnik, czyli jedyny naprawdę skuteczny, testowany na mnie i sprawdzony. Wypisałem go w formie punktów, które mówią przede wszystkim nie jak żyć, tylko jak myśleć! Nie chcę niepotrzebnie przedłużać, więc od razu zabieramy się do pracy!

Zapraszam wszystkich na mojego INSTAGRAMA :D

poniedziałek, 16 listopada 2015

Muzyczny przegląd #5

Jonna Selle
Hello - Adele Cover


Witajcie w kolejnym muzycznym przeglądzie! Na pierwszy ogień idzie Jonna Selle. Pojawia się on już u mnie po raz drugi, co jest dowodem, że naprawdę cenię sobie jego muzyczny talent. A dlaczego akurat ten utwór? Otóż odkąd pojawiła się piosenka "Hello" Adale, jej cover pojawia się absolutnie na każdym kanale na TouTube... To wykonanie było pierwszym, które mi się spodobało, więc wrzucam tu, żebyście też mogli się nim zachwycić :D


Na samym początku, chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że postanowiłem wymyślić dla nas nasz własny hashtag: #Ind_Obs. Zapraszam do dodawania zdjęć z tym hashtagiem. Stwórzmy własną społeczność! No i przy okazji chcę zaprosić Was na mojego INSTAGRAMA :) Mam go od niedawna, więc na razie jest skromnie, no ale rozwijam się... :D

piątek, 13 listopada 2015

Indywidualny Obserwator

Post nosi taki a nie inny tytuł, bo to właśnie ja jestem jego główną treścią :D A mianowicie, naszedł długo przez wielu wyczekiwany, niezwykły dzień, kiedy postanowiłem pokazać Wam się, jak wyglądam! Korzystając z okazji, chciałbym opowiedzieć trochę, jak dojrzewałem do tej decyzji i dlaczego podjąłem ją tak późno - dopiero po roku prowadzenia bloga.

środa, 11 listopada 2015

Pierwsze Urodziny Bloga!

W dniu dzisiejszym, 11 listopada 2015 roku jest ten szczególny dzień, kiedy mój blog obchodzi swoje pierwsze urodziny! Z tej okazji, zaplanowałem dla Was posta specjalnego, w którym opiszę zmiany które zaszły na blogu przez ten rok, przedstawię trochę moich blogowych planów oraz zamieszczę trochę statystyk. Oczywiście na samym wstępie chciałbym podziękować Wam, drodzy czytelnicy, bez których tego bloga by nie było. Jesteście cudowni!

niedziela, 8 listopada 2015

Studia #3 - Jak wygląda nauka?

Każdy wie, jak wygląda nauka  podstawówce, gimnazjum i liceum. Najpierw nauczyciel bierze do odpowiedzi, potem tłumaczy zagadnienia, dyktuje notatkę, ewentualnie robi z uczniami zadania, bierze do tablicy i zadaje zadania domowe. Na lekcjach musi panować cisza, uczniowie podnoszą rękę, gdy chcą coś powiedzieć, a ich umiejętności są oceniane przez nauczyciela. No i przede wszystkim lekcje mają 45 minut, a zajęcia z niektórych przedmiotów, takich jak matematyka odbywają się prawie że codziennie. 

Na studiach jest coś zupełnie innego, co początkowo może przerażać, jak wszystko co nowe, jednakże kiedy człowiek wszystko sobie na spokojnie przemyśli i przyzwyczai się do sytuacji, sposób nauki na studiach wydaje się całkiem przyjemny. Oczywiście to, co tutaj piszę, mówię w oparciu o moje studia. Jeżeli ktoś ma inaczej, to proszę na mnie nie krzyczeć, że kłamię :) U nas, na biologii w Gdańsku mamy właśnie tak.

środa, 4 listopada 2015

Polecam #39 - Szepty

To miało być zwyczajne Halloween. Nie bawię się w takie rzeczy, ale każda okazja jest dobra, żeby obejrzeć sobie horror. Znalazłem więc sobie jakiś, nazywał się "Szepty". Myślałem wtedy sobie, że na pewno będzie super, bo obsada cudowna, bo zwiastun zachęcający, przepiękne plenery i klimat początków XX wieku, normalnie horror życia. Szepty to jednak nie był typowy horror, bardziej powiedziałbym, że dramat psychologiczny z elementami horroru, nawet trochę taki thriller, ale w każdym razie, był naprawdę genialny...

sobota, 31 października 2015

Studia #2 - Moje zajęcia na Biologii

Mój ostatni post był bardzo dramatyczny. Byłem przestraszony, zrozpaczony i zdenerwowany. Ale to było mi potrzebne. Musiałem się Wam wyżalić, bo wiedziałem, że tak naprawdę tylko tu mogę znaleźć ukojenie skołatanych nerwów. Przepraszam, jeżeli kogoś przestraszyłem i zniechęciłem do studiowania. Studia są fajne, naprawdę! Po ostatnim kryzysie początkowym, bardzo szybko udało mi się wyjść na prostą! :D

Oczywiście, nie muszę chyba mówić, że moje obawy okazały się wygórowane... To wcale nie jest do końca tak, że ja muszę opanować cały materiał przed lekcją, tylko na przykład muszę nauczyć się systematyki, co jest kwestią po prostu wkucia albo muszę po prostu ogarnąć z grubsza dany temat, żebyśmy mieli jako takie pojęcie, o czym będzie mówiła prowadząca, a wejściówka staje się tak właściwie wyjściówką, ale po kolei. Chciałbym dzisiaj porozmawiać z Wami o moich przedmiotach, które mam na studiach. Przypomnę, że studiuję Biologię na Uniwersytecie Gdańskim.

czwartek, 29 października 2015

Muzyczny przegląd #4

Fantasy Music
Peter Gundry - Mischievous Minds


O kurczę, ta piosenka ma dopiero kilka dni, a ja już chyba odsłuchałem ją ze sto razy! Ogólnie utwór jest dość smutny, instrumentalny i grany na pianinie, ale ma w sobie coś magicznego. Coś, w czym można się całkowicie zatracić słuchając go. Peter Gundry tworzy cudowną muzykę, ale czegoś takiego jeszcze nigdy wcześniej nie zaprezentował. Zapraszam na kolejny muzyczny przegląd! Tego posta zamierzam utrzymać w delikatniej melancholijnej i może trochę mrocznej konwencji...

poniedziałek, 26 października 2015

Gadanie #19 - Jestem Czwórką!

Enneagramie już Wam mówiłem przy okazji LBA w czerwcu, jednakże wtedy tylko o tym trochę wspomniałem, a dziś chciałbym poświecić temu zagadnieniu calusieńki post! :D Wiem, że niektórzy z Was już kiedyś sobie enneagram robili, przy okazji tamtego posta. Dzisiaj chciałbym zachęcić pozostałych. Zacznę od początku, czyli czym jest enneagram.

sobota, 24 października 2015

Q&A #3

Q: Jakie zachowanie u ludzi najbardziej Cię irytuje?
A: No mógłbym książkę o tym napisać, naprawdę! Bardzo dużo mnie w ludziach irytuje, nie wiem wręcz od czego zacząć. Skupię się na najważniejszych rzeczach. Przede wszystkim negatywna motywacja. Niektóre osoby, kiedy im się powie, że robią coś źle, to bardzo ich to motywuje i chcą pokazać światu, że potrafią zrobić to dobrze. Ja mam inaczej, mnie coś takiego zniechęca, dlatego negatywnej motywacji nie lubię, a jakoś wszyscy próbują ją wobec mnie stosować. Druga rzecz, to wtrącanie się w moje życie. Ludzie widzą, oceniają i wyrażają swoje wyssane z palca opinie. Że niby nie powinienem nosić brody, bo to jest głupie i nikt nie nosi. Dziwne, ja jakoś na ulicy widzę co drugiego faceta z brodą. To jest tylko taki przykład, ale takich sytuacji jest mnóstwo, że ktoś z mojego otoczenia mnie krytykuje, powołując się na argument, że zbyt bardzo się wyróżniam, że wszyscy tak twierdzą, ale to jest nieprawda, bo to tylko ta osoba tak twierdzi...

Q: Uśmiechałeś się kiedyś do nieznajomych na ulicy, żeby zobaczyć ich reakcję?

środa, 21 października 2015

Muzyczny przegląd #3

Widzę, że moje playlisty cieszą się wśród Was dużym zainteresowaniem! Raduję się z tego bardzo! Dlatego zapraszam Was na trzeci już odcinek. Na początek wybrałem Petera Hollensa. Nie mógłbym o nim nie wspomnieć tutaj, bo to muzyczny geniusz! Tu akurat jeden z jego najstarszych coverów, Firework Katy Perry, który bardzo lubię i uważam, że jest naprawdę świetny. Zwróćcie uwagę, że Peter wykonuje te utwory bez żadnego akompaniamentu, wszystko to tylko jego głos. 

Covery
Peter Hollens - Firework (Katy Perry Cover)

niedziela, 18 października 2015

Polecam #38 - Gladiator

Gladiator to film z 2000 roku, miałem piętnaście lat, żeby go obejrzeć, a ja zabieram się za to dopiero teraz. Naprawdę nie wiem, co się ze mną dzieje! Żałuję, że tak późno, ale przecież lepiej późno, niż wcale :) W każdym razie moja przygoda z tym filmem zaczęła się już w liceum, kiedy to mój nauczyciel historii postanowił nam puścić go na lekcji. Wszystko byłoby super, gdyby film po prostu sobie leciał, ale nie, on musiał go w kółko przewijać i włączać tylko swoje ulubione momenty. W wyniku tego miałem dość wypaczony obraz całości, uważałem tę produkcję za nudną i nieciekawą. Dopiero niedawno "Gladiator" dostał ode mnie drugą szansę i oczarował mnie całkowicie.

Może zacznę trochę od zarysowania fabuły. Akcja dzieje się w Starożytnym Rzymie, w czasach panowania Marka Aureliusza, czyli w II wieku naszej ery. Cesarz prowadzi podbój Germanii, której przewodzi generał Maximus. Niestety, Marek Aureliusz jest już stary, więc zaczyna powoli układać swój testament. Jego postanowienia są dość radykalne i Maximus odgrywa w nich szczególną rolę. Nie przewidział jednak, że jego synowi, Kommodusowi plany ojca mogą się nie spodobać. 

To jest początek, później w wyniku nieszczęśliwych wydarzeń, Maximus zostaje gladiatorem i trafia do Rzymu na igrzyska. Szybko porywa za sobą tłumy, które go uwielbiają, ale nigdy nie zapomina o ostatniej woli starego cesarza. Film jest absolutnie piękny. Jego fabuła mnie zachwyciła, wzruszyła i utkwiła w pamięci. Jest dużo scen batalistycznych, za co będą wdzięczni wielbiciele walk, ale są też intrygi, chowanie urazy i zemsta. Cała historia jest niesamowita, a zakończenie powala na kolana. "Gladiator" to film, który obejrzeć trzeba. Nie tylko dlatego, że to ponadczasowy klasyk, ale dlatego, że to arcydzieło. 

Na moją wielką uwagę zasługuje soundtrack! Kto nie zna muzyki z "Gladiatora"? Chyba każdy ją słyszał, Now we are free, to dość znany utwór, który ja osobiście uwielbiam. Kto wie, czy to nie właśnie muzyka czyni ten film takim niesamowitym?

Nie mogę jednak zapominać o mojej miłości do Starożytnego Rzymu, która w tym filmie czuje się w pełni usatysfakcjonowana. Nie wiem dlaczego tak jest, ale Cesarstwo Rzymskie w moim wyobrażeniu zawsze będzie państwem na wskroś idealnym. "Gladiator" świetnie ten kraj przedstawił, momentami mogłem się poczuć, jakbym naprawdę tam był. Do tej pory podobne wrażenia miałem tylko w przypadku "Quo Vadis".

piątek, 16 października 2015

Top Lista #1 - Postacie fanasy

Nie ukrywam, że do napisania tego posta natchnęła mnie Dread Nogitsune, która zrobiła go u siebie. Świetnie się bawiłem czytając go u niej, więc postanowiłem też napisać coś takiego tutaj! Mało tego, od jakiegoś czasu już chodził mi po głowie pomysł, żeby zrobić kilka rankingów różnych fajnych rzeczy czy postaci, więc tym postem chciałbym więc zapoczątkować też nową serię. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu ^^

10. Richard Rahl

wtorek, 13 października 2015

Muzyczny przegląd #2

Widzę, że moja muzyczna seria przypadła Wam do gustu! Bardzo się z tego powodu cieszę i zapraszam na drugi odcinek!

Pierwszy utwór to całkowita nowość od Enyi, czym bardzo się jaram i obowiązkowo z Wami dzielę! Druga piosenka to propozycja Włoch na tegoroczny konkurs Eurowizji, następna to jeden z moich ulubionych celtyckich utworów autorstwa Antti Martikainena, żeby nie było, że jak muzyka celtycka, to tylko Adrian von Ziegler.

New Age
Enya - Echoes In Rain

niedziela, 11 października 2015

Studia #1 - Trudny początek

Jak zapewne wiecie, od tygodnia studiuję sobie biologię na Uniwersytecie Gdańskim. W sumie miałem napisać ten post po co najmniej miesiącu, ale pomyślałem sobie, że powinienem już teraz, bo przecież jako takie pojęcie już mam. W każdym razie, może później pojawi się tych postów więcej, w miarę rozwoju sytuacji. Aha, przy okazji mam też smutną wiadomość dla fanów "Dobrej Duszy". Nie wyrobiłem się. Mam tyle pracy, że nie byłem w stanie nic konkretnego sklecić. Mam nadzieję, że przetrwacie tę tygodniową przerwę...

Zaczęło się cudnie! Inauguracja roku - uroczysta akademia, garnitur, powaga, poczęstunek, wybór starosty roku. Byłem przeszczęśliwy! Poznałem dość dużo nowych osób, a jak wiecie, jestem aspołeczny i nawiązywanie nowych kontaktów przychodzi mi z wielką trudnością. No, ale się udało na tyle, że miałem się do kogo odezwać i było super. Cały poniedziałek chodziłem z bananem na twarzy, że tak dobrze mi poszło, że wszystko przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Od razu wspomnę też o naprawdę fajnym miejscu, jakim jest wydział biologii na UG. Nowy budynek, stylowy i modernistyczny, lubię taki miejsca.

czwartek, 8 października 2015

Gadanie #18 - Sława!

Czym jest sława, moi drodzy? Rozgłosem, powszechnym uznaniem - po prostu fejmem. Dużo ludzi ma ten fejm, czy słusznie? Jak go zdobyli? Czy woda sodowa każdemu uderza do głowy? Na te i inne pytania postaram się w dzisiejszej rozkminie odpowiedzieć. 

W moim przekonaniu na sławę zasługują przede wszystkim artyści: aktorzy, pisarze, piosenkarzy, muzycy, modele i wszyscy inni. Oni coś tworzą, mają talent, coś sobą reprezentują, wnoszą jakieś wartości do naszej kultury, do naszego życia.

poniedziałek, 5 października 2015

Muzyczny przegląd #1

Dziwię się, dlaczego tematyka muzyki nie pojawiła się na moim blogu wcześniej. W końcu w tej dziedzinie czuję się poniekąd trochę wyjątkowo, bo mam wrażenie, że muzyka, której słucham, jest mimo wszystko bardzo mocno niszowa, no ale przekonajcie się sami! Oczywiście staram się to też mieszać, bo zdaję sobie sprawę, że nie każdy lubi słuchać celtyckiej, a chciałbym, żebyście wszyscy znaleźli tu coś fajnego do posłuchania dla siebie. No, zobaczcie sami!

Muzyka Celtycka
Adrian von Ziegler - Callirus

piątek, 2 października 2015

Gadanie #16 - Chcę być marzeniem o sobie!

Kiedyś sobie postanowiłem, że nie będę pisał postów motywacyjnych zachęcających do bycia sobą i do uśmiechu na co dzień, bo takich postów jest w Internecie pierdyliard... Dlatego to nie będzie post motywacyjny - dzisiaj będzie trochę o mnie! Nie, no w sumie bardzo dużo o mnie. To, co tutaj opisuję jest dla mnie dość ważne i wiele o mnie mówi. 

MASKI! Każdy z nas je nosi. Przecież jesteśmy inni dla przyjaciół, rodziny, nauczycieli, ukochanej nam osoby no i dla siebie samego przede wszystkim. Która jest tą prawdziwą? O której z naszych twarzy możemy powiedzieć, że to ta właściwa? Otóż, moi Państwo, o wszystkich. Jak dla mnie, bycie sobą to wcale nie jest taka trudna sprawa - cokolwiek robimy, kogokolwiek udajemy, zawsze jesteśmy sobą, przecież nie stajemy się wtedy nikim innym, nie? Bycie sobą jest dla mnie czymś absolutnie normalnym i fakt, można mówić, że niektóre zachowania są fałszywe, że okłamywanie przyjaciół czy rodziny jest złe - bo jest i to bardzo. No ale nie można mówić, że jak ktoś się po prostu zmienia, to staje się od razu fałszywy, zły i inny niż wcześniej - ludzie się zmieniają, to naturalne, dobre i potrzebne.

wtorek, 29 września 2015

Q&A #2

Q: Czy masz chociaż jednego, prawdziwego przyjaciela?
A: Mam i to nie jednego. Przyjaciele są dla mnie bardzo ważni, wręcz najważniejsi na świecie. Ogólnie to jestem samotnikiem i domatorem. Lubię siedzieć w swoim pokoju, dlatego nie jestem raczej typem człowieka, który spędza z przyjaciółmi każdą wolną chwilę. Jednakże odczuwam bardzo silną potrzebę budowania z nimi tej relacji, spotykania się, spędzania wspólnie czasu. Bardzo mi na nich zależy. W sumie to nie wiem, czy moi przyjaciele teraz to czytają. Wiem, że czasem wpadają do mnie popatrzeć, co ciekawego napisałem, kiedy się nudzą, więc jeśli to teraz czytacie: jesteście dla mnie najważniejsi na świecie!

Q: Kim chciałbyś zostać w przyszłości?

sobota, 26 września 2015

Gadanie #15 - Łacina

Łacina jest językiem, którym jarałem się od najmłodszych lat - zawsze uważałem go za język mądrych ludzi, który fajnie brzmi, jest szpanerski, no i poza tym, był to urzędowy język Starożytnego Rzymu, czyli państwa, które ja z nieznanych powodów niezwykle gloryfikuję. 

Będąc w gimnazjum, nigdy nie pomyślałbym, że kiedykolwiek będę się go uczył! Wybrałem sobie jednak takie liceum, gdzie miałem możliwość go poznać - lekcje łaciny miałem przez 3 lata po jednej godzinie w tygodniu. Trochę mało, ale jednak coś się udało z tego wynieść. 

Większość ludzi uważa, że nauka martwego języka, jakim jest łacina to kompletny bezsens. To prawda, dzisiaj nie spotkamy już nikogo, dla kogo byłby to ojczysty język, a jednak to właśnie z niego wyewoluowały wszystkie pozostałe języki romańskie (włoski, francuski, hiszpański, portugalski) a także wiele słów z angielskiego, niemieckiego i nawet polskiego ma łacińskie pochodzenie. Ja dopiero po czasie doceniłem przydatność tego języka w życiu codziennym.

czwartek, 24 września 2015

Polecam #37 - Ruchomy zamek Hauru

"Ruchomy zamek Hauru" to cudowna książka na podstawie której nakręcono świetne anime. Na samym wstępie mówię, że film jest naprawdę bardzo luźną adaptacją, która różni się od literackiego pierwowzoru absolutnie wszystkim: od imion głównych bohaterów do głównego antagonisty. Dlatego każde z nich traktuję jako osobne dzieło, nie zaś jako dwie wersje tego samego. W tym poście będę mówił o książce.

Gdzieś wspominałem, że spośród wszystkich literackich postaci, dwie zachwyciły mnie najbardziej na świecie: Akkarin i Nicci. Hauru z całą pewnością także należy do tego grona. Chociaż stroi się łazience długimi godzinami, bywa humorzasty i nieznośny, to jest też naprawdę czułym i zabawnym człowiekiem, obdarzonym dużą dozą tajemniczości i wielką magiczną potęgą. Hauru to postać, która na długo zapada w pamięć.

niedziela, 20 września 2015

Gadanie #14 - Internat

O, to jest temat dla mnie! Że też wcześniej na to nie wpadłem? A dlaczego temat dla mnie? Bo w internacie mieszkałem przez trzy lata i jako takie pojęcie mam, więc każdy, kto rozważa szkołę z internatem tego posta powinien przeczytać, bo planuję tu być szczerym do bólu. Najpierw jednak scharakteryzuję pokrótce mój internat, bo jednak różnił się on od takich "typowych".

Chodziłem do męskiej szkoły katolickiej i tam internat był piętro wyżej nad klasami. W mojej szkole było około 80 osób, jakieś 90% mieszkało w internacie. Samo miejsce było dość ładne, pokoje dwuosobowe, max trzyosobowe, każdy pokój z łazienką, pełnym wyposażeniem, czyli wszystko ładnie, pięknie. Już kit z tym, że te pokoje zostały urządzone 10 lat temu i przez tą dekadę różni mieszkańcy zdążyli je skutecznie podniszczyć, no ale dało się żyć, bo pan Andrzej - woźny - zawsze był na posterunku, żeby coś naprawić, kiedy się zepsuło. Już zanim poszedłem do tego liceum, wiedziałem, że internat jest ładny. Byłem tam wcześniej, zobaczyłem, że wszystko fajnie, schludnie, czysto. Postaram się teraz przedstawić kilka wad i zalet takiego miejsca. Zacznę może od negatywów, żeby optymistycznie skończyć :)

piątek, 18 września 2015

Kulinarnie #2 - Cukinia w cieście naleśnikowym

Moja mama stwierdziła, że to najlepsza rzecz, jaką ostatnio jadła, więc musi to o czymś świadczyć :) W każdym razie, sezon na cukinię trwa i nie byłbym sobą, jakbym nie podzielił się z Wami przepisem na moją ulubioną cukiniową przekąskę. Przepis ogólnie nie jest do końca mój - gdzieś kiedyś go wyczytałem i zmodyfikowałem na własne potrzeby. Danie kieruję głównie do wielbicieli czosnku, bo jest go tu naprawdę dużo! Chociaż można dać mniej, jeśli ktoś nie lubi, ale naprawdę, bez czosnku to nie to samo :D
Zapraszam!

poniedziałek, 14 września 2015

Polecam #36 - Atramentowe Serce

Chciałem napisać o uchodźcach, islamizacji Europy i ogólnie moim stosunku do Muzułmanów, ale boję się, że zostanę za to przez nich zamordowany.

"Atramentowe Serce" to historia, którą znam zarówno z książki jak i z filmu. Literacki pierwowzór ma dla mnie wielką wartość sentymentalną, bo dostałem go ponad trzy lata temu od przyjaciela. Natomiast film odkryłem całkiem niedawno i od razu mi się spodobał. Wiadomo, były różnice - pojawiły się imponujące efekty specjalne, a niektóre problemy poruszane w książce zostały dość ograniczone, ale film to film, a książka to książka. Historia ta sama, ale z dwóch różnych perspektyw i każda z nich jest niesamowita. Przy okazji oglądania filmu i szukania informacji na temat obsady, dowiedziałem się, że "Atramentowe Serce" doczekało się kontynuacji, a nawet całej trylogii, co bardzo mnie ucieszyło, bo na pewno ją przeczytam. 

Historia przedstawiona w książce i filmy jest naprawdę niezwykła. Mortimer Folchart, introligator, podróżuje wraz z córką Meggie po świecie w poszukiwaniu pracy i pewnej rzadkiej książki. Pewnego dnia jednak wszystko się zmienia, kiedy spotykają zwariowanego piromana, Dustfingera. który wraz ze rogatą kuną pragnie się dostać do swojego świata. To niby niepozorne zdarzenie wywołuje istną lawinę następstw, które ostatecznie zaprowadzą naszych bohaterów do małego miasteczka na włoskiej prowincji (przepiękne krajobrazy!). Fabuła pędzi aż do samego końca i nie zwalnia nawet na moment. Mo, jego córka Meggie, rezolutna ciotka Elinor, Dustfinger i Farid wpadają z jednej rozpaczliwej sytuacji w drugą, ciągłe niebezpieczeństwa nie dają chwili wytchnienia, a cała opowieść pełna jest najbardziej nieprawdopodobnych wydarzeń, jakie można sobie wyobrazić. 

Opowieść jest bardzo dynamiczna i emocjonująca i chociaż momentami bywa też dość zabawna, to przede wszystkim jest fantastyczna. I to w taki niezwykły baśniowy sposób. W końcu każdy kiedyś marzył, bo postacie z jego ulubionych książek istniały naprawdę. 

W filmie wypatrzyłem wielu znanych z innych produkcji aktorów. Andy Serkis, znany z roli Golluma, zagrał Koziorożca, Paul Bettany, którego kojarzę z roli Silasa z "Kodu Leonarda da Vinci" był Dustfingerem, a Jim Broadbent, grający Fengolia znany jest z roli Horacego Slughorna. Obsada jest świetna, znakomicie poradzili sobie z odegraniem swoich ról i chociaż początkowo wyobrażałem sobie te postaci inaczej (myślałem na przykład, że Mo ma okrągłe okulary, Elinor jest gruba, a Dustfinger ma krótkie, czarne włosy), to film naprawdę mnie zachwycił. 

Tłumaczenie imion wyszło dość zabawnie i pod tym względem zarówno książka jak i film są winne. No bo wiadomo, że imion się nie tłumaczy, bo często brzmią wtedy po prostu głupio (w "Mieczu Prawdy" przetłumaczono imię Darken na Posępny!). Dlaczego Dustfinger i Capricorn nie mogliby się tak właśnie nazywać? W książce Dustfingera przetłumaczono na Smolipalucha, przez co kojarzył mi się z kominiarzem, a przecież był czymś w rodzaju tancerza w ogniu, za to w filmie ktoś bezmyślnie nazwał Capricorna Koziorożcem, przez co zamiast straszny, wydawał się raczej śmieszny i groteskowy, zwłaszcza, że kojarzył się z Gollumem. Ja jestem przeciwnikiem tłumaczenia imion, ale w sumie ani książka ani film na tym nie tracą, bo to przecież nie o to chodzi, kto się jak nazywa, tylko co robi, prawda?

ZAPRASZAM WSZYSTKICH DO NOWEJ ZAKŁADKI Q&A, GDZIE MOŻNA ZADAĆ MI PYTANIE!

Pojawił się też nowy Domek z simsów, który zbudowałem i pozostawiam Wam do obejrzenia i do oceny. Utworzyłem też nową zakładkę na tym pasku u góry: Filmy, nad którą pracowałem kilka ładnych godzin i w sumie wciąż mam tam jeszcze dużo do zrobienia, ale już teraz możecie tam wpadać, bo myślę, że wyszło mi to fajnie. Ogólnie ta zakładka filmami powstała po to, żeby w jednym miejscu zebrać wszystkie fajne filmy, które oglądałem, posegregować je, wyróżnić najlepsze oraz zebrać w jednym miejscu linki do wszystkich moich recenzji. ZAPRASZAM!

piątek, 11 września 2015

Gadanie #13 - Spoilery

Tekst o spoilerach, więc z góry ostrzegam, że pojawi się SPOILER "Gry o Tron"

Ten temat chciałem poruszyć już dawno, zwłaszcza, że wymyśliłem swoją teorię na ten temat i jestem ciekawy, co o niej sądzicie. Spoiler to zdradzenie zakończenia fabuły jakiegoś filmu bądź książki. Wiadomo, ludzie ich nie lubią, bo wolą sami się o tych szczegółach dowiedzieć, dlatego spoilery często uważane są za ostateczną formę zła i niegodziwości. Ale zdarzają się wyjątki (które nie potwierdzają żadnej reguły! Pisałem o tym TUTAJ) takie jak ja, które tolerują spoilery - w dalszej części tego posta wyjaśnię dlaczego.

Czy istnieją jednak sytuacje, kiedy spoilery są społecznie akceptowane? Oczywiście, jest ich kilka. Pierwsza i najbardziej oczywista jest taka, kiedy o danym dziele rozmawiają osoby, które je przeczytały/obejrzały. Skoro każdy i tak zna treść, to można spoilerować do woli i nikt nie będzie tego żałował. Druga sytuacja jest wtedy, kiedy coś recenzujemy. Wiadomo, da się napisać recenzję bez spoilerów, jestem tego dowodem, ale kiedy piszemy na temat jakiegoś kolejnego tomu całości, gdzie musimy odnieść się do poprzednich, żeby nasze słowa trzymały się kupy? Wtedy trzeba napisać ładnie u góry, że będzie spoiler. Można nawet w środku tekstu jeszcze raz przypomnieć czytelnikowi o spoilerze albo napisać go białą czcionką, żeby było go widać tylko po zaznaczeniu. Wtedy przeczyta go tylko ten, kto chce. 

A jak to jest ze mną? Wyżej napisałem, że toleruję spoilery, ale dlaczego to robię? Dlaczego nie jestem jak wszyscy inni normalni ludzi, którzy chcą się wieszać, jak ktoś zdradzi im zakończenie książki, którą akurat czytają? Otóż, ja jestem dziwnym człowiekiem i dlatego tak właśnie jest... No dobra, gadam głupoty. Toleruję spoilery, bo podchodzę bardzo emocjonalnie do książek i filmów. Strasznie się przejmuję i jakbym nie miał tej pewności, że dany bohater przeżyje "starcie" to chyba umarłbym na zawał. Zdajecie sobie sprawę, w jakim stanie znalazła się moja psychika, kiedy [SPOILER] Joffrey kazał ściąć Neda Starka? A poza tym, odczuwam też pewnego rodzaju satysfakcję (pozdrawiam Dread Nogitsune, która też odczuwa), że czytam o czymś, o czym wiedziałem wcześniej, że niby wiedziałem, co się wydarzy, ale teraz sam się o tym przekonałem. 

Istnieje też coś takiego jak spoilery naturalne. Tak naprawdę, to nie istnieje, tylko ja je wymyśliłem, ale to jest bardzo ciekawe :D Opowiem na swoim przykładzie. Pierwszym tomem Harrego Pottera, który przeczytałem był "Więzień Azkabanu" i przeczytanie tej książki było naturalnym spoilerem w stosunku do dwóch poprzednich tomów, bo przecież dowiedziałem się tam kilku faktów i chociażby tego, że główni bohaterowie przeżyli poprzednie tomy, więc mimo niebezpieczeństw, nic złego się im tak właściwie nie stało. Jeszcze bardziej naturalnym spoilerem jest, kiedy czytamy sobie jakąś książkę normalnie, po kolei, jak została napisana i wydana, na przykład "Opowieści z Narnii". Pierwsze cztery tomy idą chronologicznie, ale potem, w piątym i szóstym cofamy się w czasie. W takim przypadku, tamte pierwsze cztery tomy są naturalnymi spoilerami dla piątego i szóstego, bo wyjaśniają niektóre sytuacje. Podobnie rzecz ma się z prequelami. Mam nadzieję, że dobrze wytłumaczyłem Wam naturalne spoilery, dajcie znać, czy dobrze rozumuję, bo to zagadnienie to mój autorski pomysł :D

A jak spoilery wyglądają na moim blogu? Czasami się zdarzają, bo po prostu nie mogę się powstrzymać, żeby o jakimś fakcie wspomnieć, ale w takim przypadku zawsze Was ostrzegam. Czy to w przypadku filmu czy książki. No dobra, to by było na tyle, jeśli chodzi o moje gadanie o spoilerowaniu. Jestem mega ciekawy, co myślicie o mojej teorii spoilerów naturalnych :) 

Ogłoszenia

Korzystając z okazji, napiszę tu kilka blogowych ogłoszeń. tradycyjnie zachęcam do odwiedzenia Indywidualnego Literata, czyli mojego bloga literackiego, gdzie piszę opowiadanie fantasy. Rozdziały pojawiają się co tydzień, w każdą sobotę, czyli już jutro będzie kolejny. Przypominam o tym ciągle, bo wciąż liczę, że doczekam się jeszcze większego zainteresowania tą historią, niż jest. Ona jest naprawdę ciekawa - mnie się podoba! Oglądajcie też Dom Jabłońskich, bo już wkrótce pojawi się mój następny simsowy projekt. Chciałbym też podziękować za tak liczny odzew pod moim pierwszym kulinarnym postem. Nie spodziewałem się takiego entuzjazmu z Waszej strony - bardzo mnie tu ucieszyło i napełniło moją głowę nowymi pomysłami, dlatego już w przyszłym tygodniu możecie się spodziewać kolejnego przepisu. Pozdrawiam!

ZAPRASZAM DO ZAKŁADKI Q&A, GDZIE MOŻNA ZADAĆ MI PYTANIE!Zbieram się też do tego, by się Wam pokazać! Zarost rośnie i rośnie. Jak urośnie na tyle, że stwierdzę, że jest ładnie, to się Wam pokażę :D

wtorek, 8 września 2015

Polecam #35 - Uczennica maga

UWAGA, LUDZISKA! :) SPOILERY MOGĄ BYĆ! :D

Z góry uprzedzam, że mogą pojawić się SPOILERY odnośnie "Trylogii Czarnego Męża Maga" i będę posługiwał się skrótem TCM, żeby nie pisać ciągle ten długiej nazwy. Przepraszam za tego męża, ale tak mi się jakoś napisało i tak bardzo spodobał mi się ten błąd, że nie chciałem się go pozbywać :D

Jak widzicie, twórczość Trudi Canavan bardzo przypadła mi do gustu, bo po przeczytaniu "Trylogii Czarnego Maga (TCM)" sięgnąłem po jej prequel, "Uczennicę Maga" i nie zawiodłem się. Akcja książki toczy się kilkaset lat przed akcją trylogii i opowiada o wydarzeniach wspominanych przez bohaterów. Książka rozwiewa też wiele niejasności i tajemnic, więc każdy, ko trylogię czytał i chciałby dowiedzieć się czegoś więcej o historii Kyralii no i przede wszystkim o Wojnie Sachakańskiej, po tę książkę powinien sięgnąć. 

Prequele mają w sobie coś niesamowitego. Podobne uczucia do tej pory towarzyszyły mi jedynie, kiedy czytałem "Pierwszą Spowiedniczkę", prequel "Miecza Prawdy". Jest to świadomość, że czyta się o czymś ważnym, co odegra wielki wpływ na cały świat kilkaset lat później. Poznawanie z bliska tych postaci, którzy tworzyli historię jest dla mnie szalenie ekscytujące (wiem, bardziej się wczuwam w fantastyczne światy niż w realny). No i uwielbiam doszukiwać się różnic w obyczajowości postaci żyjących w czasach akcji właściwej i czasach prequelu. 

Fabuła kręci się wokół Tessi, córki uzdrowiciela u której niespodziewanie objawia się talent magiczny. Tessia nawet się nie spodziewała, że dzięki temu stanie się naocznym świadkiem Wojny Sachakańskiej. Muszę wspomnieć, że główna bohaterka to wykapana Sonea - obie dziewczyny mają bardzo dużo wspólnych cech i podobny charakter. Ale to już chyba cecha prequeli, bo Magda Searus, główna bohaterka "Pierwszej Spowiedniczki" także była wykapaną Kahlan Amnell. W sumie nie wiem, czy autorzy, którzy decydują się na prequel świadomie upodabniają bohaterów do postaci z książki właściwej. W każdym razie podobieństw jest więcej: Dakon ma podobne do Rothena usposobienie, a Jayan pod pewnymi względami przypomina Akkarina, ale nie do końca, bo Akkarin jest przecież jedyny w swoim rodzaju.

Pozytywnie zaskoczyła mnie bardzo wartka akcja, niezwykle spójna fabuła i odpowiednie dawkowanie napięcia. Widać, że Trudi Canavan pisząc tą książkę miała już znacznie więcej pisarskiego doświadczenia, bo z technicznej strony książka prezentuje się o wiele lepiej. No i zakończenie też było znacznie bardziej przemyślane: w "TCM", autorka po prostu pozbyła się niewygodnej dla siebie postaci (czego ja do dziś nie mogę odżałować), no bo najwyraźniej ułożenie mu życia na nowo byłoby zbyt trudnym przedsięwzięciem, którego się jednak podjęła w "Uczennicy maga", co bardzo przypadło mi do gustu. 

Przy okazji wspomnę, że zabrałem się ostatnio także za czytanie kontynuacji TCM, "Trylogii Zdrajcy" (na razie tylko "Misję Ambasadora", ale już zabieram się za "Łotra", więc niedługo skończę). W Kyralii minęło około 20 lat od akcji poprzedniej książki i ja osobiście liczyłem, że Lorkin chociaż w pewnym stopniu wda się w ojca, którego tak lubiłem. Niestety, charakter po części odziedziczył po matce. "Trylogia Zdrajcy", chociaż jest bardzo wciągająca, to ma jeden minus - zupełnie nie o to chodzi w kontynuacjach! Rozumiem, Akkarin umarł 20 lat wcześniej, ale był najbardziej tajemniczą i rozbudowaną postacią - to wokół niego kręciła się cała akcja, on nadawał całej książce uroku. Trudi Canavan odebrała cały ten urok "Trylogii Zdrajcy", bo potraktowała go kompletnie marginalnie - jego syn nie odziedziczył nic z tajemniczości ojca, a pamięć o nim też była przedstawiona niezwykle pretensjonalnie. 

Widzę, że wyszedł mi strasznie długi post - zwykle wypowiadam się o książkach i filmach bardziej zwięźle, ale "Uczennica Maga" przypadła mi do gustu tak bardzo, że wprost musiałem rozdrobnić się na szczegóły. Myślę, że mogłaby się spodobać każdemu, nawet temu, kto nie czytał wcześniej "TCM", dlatego książkę jak najbardziej polecam. "Trylogię Zdrajcy" też warto przeczytać, chociażby z sentymentu do kochanej Kyralii i bohaterów. 

piątek, 4 września 2015

Kulinarnie #1 - Zapiekanka ziemniaczana z warzywami sezonowymi.

Kto nie lubi zapiekanek? Są szybie, pyszne i proste w wykonaniu, dlatego pierwszym przepisem, który Wam zaprezentuję będzie własnie zapiekanka. Z dumą przyznam, że jest to mój autorski przepis oraz praktycznie wszystkie składniki pochodzą z mojego ogrodu, z czego jestem szczególnie zadowolony, bo wiem co jem. Lubię ten przepis, bo można go dowolnie modyfikować, ale o tym powiem na końcu. Ogólnie, to zapiekanka jest pyszna, ale to już sami oceńcie, kiedy zrobicie ją u siebie.

Składniki:
- 1 kg ziemniaków
- 1 cukinia
- kilka pomidorów
- 2 cebule
- 3 ząbki czosnku
- starty ser
- 2 łyżki oliwy
- 2 łyżeczki octu balsamicznego
- przyprawy (szczegóły - punkt 5)



1. Ziemniaki gotujemy w mundurkach, obieramy i kroimy na plastry.
2. Cukinię kroimy na plastry i posypujemy solą, gdy zbierze się woda, wylewamy.
3. Cebulę i czosnek siekamy (można przez praskę, jak komuś się nie chce) i smażymy.
4. Pomidory parzymy, obieramy ze skórki i kroimy w plastry.
5. Przygotowujemy przyprawy: ja użyłem pieprzu, gotowej przyprawy do ziemniaków, słodkiej papryki, odrobiny chili, soli i ziół prowansalskich.
6. W wysmarowanym naczyniu układamy warstwę ziemniaków (około 1/3 ziemniaków) i posypujemy ją przyprawami.
7. Na ziemniakach układamy odsączone z wody plastry cukinii (wszystkie).
8. Na cukinii kładziemy połowę cebuli z czosnkiem, całość skrapiamy oliwą i octem balsamicznym.
9. Powtarzamy kroki 6, 7 i 8, ale zamiast cukinii kładziemy pomidory.
10. Układamy ostatnią warstwę ziemniaków i posypujemy ją przyprawami.
11. Danie posypujemy startym serem, po czym skrapiamy oliwą i octem balsamicznym.
12. Pieczemy w piekarniku przez około 30 minut w 180 stopniach.



ZAPIEKANKA TROCHĘ SIĘ ZA BARDZO SPIEKŁA, PONIEWAŻ ZAPOMNIAŁEM, ŻE SIEDZI W PIECU I ZAJĄŁEM SIĘ CZYMŚ INNYM - ALE NIE UJMOWAŁO JEJ TO SMAKU - BYŁA PRZEPYSZNA!

Wyżej wspomniałem, że ten przepis można dowolnie modyfikować. Jest to prawda, bo nawet ten, który właśnie Wam pokazałem jest modyfikacją. W oryginalnej wersji zamiast pomidorów była fasolka szparagowa. Ogólnie, to zamiast cukinii i pomidorów można dać absolutnie dowolne składniki i stworzyć własną wariację tej zapiekanki, choćby nawet kurczaka i brokuły, chociaż tej wersji nie próbowałem. Koniecznie dajcie mi znać, czy wypróbujecie mój przepis i czy zapiekanka przypadła Wam do gustu!
 
No i w końcu nastał długo oczekiwany dzień premiery moich kulinarnych wyczynów. Naprawdę intensywnie zastanawiałem się, co dać na początek. Zdecydowałem się na tą zapiekankę, bo ją uwielbiam, bo jest sezonowa, bo jest prosta i ogólnie genialna :) Mam nadzieję, że nie zostanę spalony na stosie za jakość zdjęć i ogólnie za brak jakiegokolwiek merytorycznego przygotowania do ich robienia - nie jestem profesjonalistą w tej dziedzinie i zdaję sobie sprawę, że przedszkolaki lepsze zdjęcia robią. Gównie dlatego są one takie małe - żeby nie straszyły za bardzo :D Na blogu też nie potrafię zbytnio tych zdjęć jakoś porozmieszczać, dlatego znajdują się one gdzieś na boku, ale mam nadzieję, że smak tej zapiekanki Wam to wynagrodzi. 

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Wakacyjne Wyzwanie Książkowe

Chociaż moje wakacje będą trwały jeszcze miesiąc, to podsumuję je już teraz, bo większość osób właśnie je skończyło. Otóż, w czwartek, 16 lipca 2015 roku Zizi z TEGO bloga nominowała mnie do wzięcia udziału w nowej zabawie, która miała polegać na zapisywaniu wszystkich książek, które się przeczytało w czasie wakacji. Dla mnie był to jeden z wielu powodów, żeby czytać więcej, bo nie chciałem zrobić sobie wstydu, że mało przeczytałem :D Bez zbędnego przedłużania przejdę do książek. Postaram się o każdej krótko coś powiedzieć. Książek wyszło mi 10, co nie jest jakąś rekordową liczbą, ale jak na dwa miesiące to całkiem niezłą!

Aha, zapomniałbym! Moje wakacje rozpoczęły się już pod koniec kwietnia, ale wyzwanie realizuję tylko w granicach lipca i sierpnia, więc żeby nie było, że od kwietnia aż do teraz przeczytałem tylko 10 książek. Lubię pisać białym kolorem, hihi! Uwaga dla ciekawskich: od kwietnia do teraz przeczytałem 18 książek - poniższe + Trylogia Czarnego Maga + Gra o Tron, Starcie Królów, Nawałnica Mieczy + W Dolinie Muminków, Opowiadania z Doliny Muminków. 

Skradzione Dusze - Terry Goodkind 

Nie wiem już nawet, który to jest tom "Miecza Prawdy", chyba 14, nie licząc kilku prequeli. Całkiem niedawno został wydany w Polsce, więc jego czytanie przypadło mi akurat na wakacje. Ogólnie po lekturze miałem focha na autora, bo zabił za dużo bohaterów i wydaje mi się, że szykuj się dość smętne zakończenie całej serii, no ale Terry już nie raz mnie zaskoczył, więc jestem dobrej myśli.

Lato Muminków, Tatuś Muminka i morze - Tove Jannson

Muminki są jak "Mały Książę", posiadają symboliczne znaczenie, więc nie są książkami tylko dla dzieci. Ja praktycznie co rok czytam wszystkie książki o nich i jeszcze nigdy mi się nie znudziły, za to skutecznie poprawiają mi humor i przepełniają nową energią do działania. 

Wielki Gatsby - Francis Scott Fitzgerald

Po tą książkę sięgnąłem, bo zachwyciłem się filmem. Akcja dzieje się w latach 20. XX wieku w Nowym Jorku, historia jest niesamowita, opowiada o tym, że nie wystarczy mieć pieniądze, aby należeć do społecznej elity.

Uczta dla wron, Taniec ze smokami - G. R. R. Martin 

Kiedy pisałem recenzję pod koniec czerwca, byłem dopiero po trzech pierwszych tomach lektury. Dwa kolejne okazały się jeszcze ciekawsze niż poprzednie, aż się boję czym pan Martin zaskoczy nas w dwóch ostatnich tomach. Ogólnie książki są cudowne, pomimo, że magia, którą uwielbiam odgrywa w nich marginalną rolę i polecam je każdemu. 

Misja Ambasadora - Trudi Canavan

Pierwszy tom "Trylogii Zdrajcy" był bardzo ciekawy, akcja wartko się toczyła i miło było ponownie spotkać dawnych bohaterów, jednak nie spełnił do końca moich oczekiwań. Mimo to, przeczytam kolejne tomy trylogii, bo jestem ciekawy, jak potoczą się losy bohaterów 

Uczennica Maga - Trudi Canavan

Recenzję tej książki mam już dla Was przygotowaną, wiec powiem o niej tylko tyle, że wkrótce ją dodam :D 

Ostatnie życzenie, Miecz przeznaczenia - Andrzej Sapkowski

Już jakiś czas temu mówiłem, że zabrałem się za czytanie "Wiedźmina" i chociaż książki początkowo mnie wciągnęły, to w miarę upływu czasu zniechęcały coraz bardziej i dzisiaj wiem, że pozostałych tomów nie przeczytam. W tych książkach odrzuciło mnie to, że nic nie było powiedziane wprost i wielu ważnych faktów trzeba się było domyślać. Nie lubię takich rzeczy - od książek fantasy oczekuję przede wszystkim dobrej rozrywki, a nie wielkich rozkmin. Po lekturze "Wiedźmina" mam wrażenie, że jestem głupi - a mi się po prostu nie chciało myśleć. 

sobota, 29 sierpnia 2015

Polecam #34 - Życie jest piękne


Eh, dziś miała być premiera pierwszego posta z serii "Kulinarnie". Mam już wszystko napisane, brakuje mi tylko zdjęć. A moja kochana rodzina tymczasem ostro wzięła się za gotowanie, co uniemożliwia mi dopchanie się do kuchni. Ale mam nadzieję, że w tygodniu będzie trochę luzu i uda mi się to zrobić, wykonać zdjęcia i dodać w końcu ten pierwszy post.

Po "Życie jest piękne" sięgnąłem za namową Dread Nogitsune i przyznam się, że trochę się bałem, bo jeszcze nigdy nie oglądałem żadnej włoskiej produkcji, no i przede wszystkim lubię tematyki wojennej i holocaustu, gdyż takie rzeczy mnie zawsze dołują. W tym przypadku nie zawiodłem się jednak. Spodziewałem się iście wybuchowej mieszanki - zrobić film o obozach koncentracyjnych w komediowej konwencji, to jest naprawdę ogromny wyczyn i byłem go jednocześnie bardzo ciekawy.

Zaczęło się niewinnie, bardzo zabawnie i komediowo. Praktycznie cała pierwsza połowa filmu była utrzymana w tym klimacie. Główny bohater, Guido Orefice, z pochodzenia Żyd poznaje Dorę i usiłuje zdobyć jej serce. Przy okazji, daje się poznać jego niesamowity sposób bycia. Dla Guido życie jest jednym wielkim komediowym skeczem. Wydaje się nie zauważać okrucieństwa otaczającego go świata i dyskryminacji, której doświadcza. Potem zaczynają się trudności. Guido, Dora i ich syn Giosue zostają wywiezieni do obozu koncentracyjnego i znajdują się w ogromnym niebezpieczeństwie. Główny bohater jednak nie zmienia sposoby bycia. Rozmawia z synem, jakby ich pobyt w obozie był jednym wielkim reality show, w którym każdy chce zdobyć pierwszą nagrodę.

Giudo nie jest jednak idiotą - zdaje sobie sprawę z rozpaczliwości sytuacji, w jakiej znalazła się jego rodzina, przez co według mnie zasługuje na ogromny podziw, bo zdołał zachować zimną krew w przypadku takiego zagrożenia. Wszystko co zrobił dla swojego syna, by oszczędzić mu przykrych wydarzeń i zniszczonej psychiki jest naprawdę niesamowite i wzruszające. Film "Życie jest piękne" nie okazał się komedią, jak spodziewałem się na początku. Guido robił dobrą minę do złej gry, ale aż zbyt wyraźnie można był dostrzec dramat, w centrum którego się znalazł.

"Życie jest piękne" zdecydowanie zaliczę do dobrych filmów. Ma wspaniałe przesłanie i jest cudownie wykonany. Warto go obejrzeć, chociażby po to, żeby się przekonać, że nie dla każdego pobyt w obozie koncentracyjnym okazał się dramatem. Ja się naprawdę wzruszyłem. Zapraszam na zwiastun! Zajrzyjcie też na Indywidualnego Literata - w każdą sobotę ciąg dalszy mojej historii!

czwartek, 27 sierpnia 2015

Kulinarnie #0 - Kilka słów na początek.

Witam wszystkich w zupełnie nowej serii na Indywidualnym Obserwatorze. Jest to odcinek zerowy, więc żadnego przepisu tutaj nie zamieszczę, a tylko kilka słów wstępu, które uważam, że muszą się znaleźć, a nie chciałem ich dodawać do pierwszego posta, bo wyszedłby po prostu za długi. Jak widzicie, nie jestem gołosłowny - niedawno zapowiedziałem zmiany i już wprowadzam je w życie. 

Daleko mi do profesjonalizmu. Ba, rzadko nawet mam okazję gotować - do liceum chodziłem z internatem, a weekendy rzadko miewałem czas - ale zawsze uwielbiałem eksperymentować w kuchni. Moim znakiem rozpoznawczym jest wykorzystywanie produktów sezonowych i tych z własnego ogrodu - uwielbiam świeże, zdrowe warzywa, dlatego chętnie z nich korzystam. Obecnie na przykład mój ogród obfituje w cukinie, ziemniaki, pomidory i cebulę. Niedawno zaczęły też owocować maliny, więc na pewno te warzywa u siebie wykorzystam.

Lubię gotować z własnych przepisów - odczuwam wtedy satysfakcję, że nie tylko coś ugotowałem, ale też wymyśliłem, lecz niestety nie zawsze mam ku temu okazję. Często po prostu wykorzystuję przepisy, które dostałem gdzieś od kogoś, znalazłem w gazecie, w telewizji bądź w Internecie, ale lubię je też modyfikować - dodawać do nich indywidualne akcenty i tworzyć zupełnie nowe smaki.

Preferuję kuchnię prostą, szybką i tanią. Nie lubię przesadzać z ekstrawagancją, bo jaki jest sens używania nie wiadomo jak drogich i trudno dostępnych przypraw, skoro takiego przepisu nikt później nie będzie mógł u siebie powtórzyć właśnie przez brak składników? No żaden. Dlatego staram się używać rzeczy, które każdy ma w domu, ogrodzie, albo pobliskim sklepie. 

Mam nadzieję, że zdjęcia, które zamieszczę, zaspokoją Wasze oczekiwania. Wiem, że jakość nie jest najlepsza, nie znam się zbytnio na fotografii, ale wszystko ważne powinno być uwzględnione. Liczę, że przypadną Wam do gustu moje przepisy, że zainspiruję Was do eksperymentowania w kuchni i bardzo chciałbym, żebyście napisali mi, jak smakowało dane danie, jeśli już je ugotujecie! Zapraszam do kuchni!

wtorek, 25 sierpnia 2015

Gadanie #12 - Zmiany, zmiany, zmiany...

Zacznę może od paru ogłoszeń. Postanowiłem nie robić już na blogu żadnych tagów o książkowej tematyce. Uznałem po prostu, że czytam w sumie za mało książek, ciągle w tych tagach przewijają się u mnie te same tytuły i nie chcę Was tym wszystkim zanudzić. Ale oczywiście na wszelkie nominacje odpowiem. W komentarzu pod postem osoby, która mnie nominowała. Poza tym, gram ostatnio bardzo dużo w simsy i szykuję się do pokazania Wam jakiegoś domku. Póki co, zapraszam jeszcze raz do zapoznania się z Domem Jabłońskich, bo jestem naprawdę z tej posesji dumny. No i oczywiście zapraszam do czytania "Marline Abraccius", mojej opowieści. 

Ten post tak naprawdę powstał po to, bo chciałbym trochę przybliżyć Wam moje drobne plany na najbliższą przyszłość, chciałem gdzieś zamieścić powyższe ogłoszenia no i mam do poruszenia kilka drobniejszych spraw.

Przede wszystkim, od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie, żeby się Wam pokazać. Chciałbym wstawić tu jakieś fotki, żebyście wiedzieli jak wyglądam i jak mi z oczu patrzy, ale jeszcze się waham. Od początku wiedziałem, że taki moment nadejdzie, chociaż z założenia ten blog miał być anonimowy, chciałem na zawsze pozostać Indywidualnym Obserwatorem, lecz niestety, świat się zmienia - ja i mój blog także, stąd taka, a nie inna decyzja. W każdym razie, zanim mnie zobaczycie, czekam jeszcze na parę zmian w moim wyglądzie. I nie mam na myśli schudnięcia, bo osiągnąłem już praktycznie swoją wymarzoną wagę. Teraz zapuszczam brodę od dwóch tygodni, więc musicie poczekać, aż urośnie :D Wtedy Wam się pokażę, obiecuję :) Na początku, jak chodziłem do szkoły, to bałem się tu pokazać, bo myślałem, że osoby z mojej szkoły tą stronę znajdą, że będą wyśmiewać, ale teraz ten problem zniknął - nie mam się czego bać, bo szkołę skończyłem, nic już mnie nie obchodzi, co o mnie pomyślą. A to otworzyłoby przede mną zupełnie nowe możliwości. 

Skoro rozpoczynam tak radykalne zmiany na blogu, chciałbym też wprowadzić kulinaria, od których marzę od dawna. Uwielbiam gotować i eksperymentować w kuchni, i chętnie się z Wami moimi ulubionymi przepisami podzielę :D Tak naprawdę, to od początku istnienia tego bloga miałem w planach coś takiego zrobić. Niestety, nie wyszło, więc najwyższy czas to zmienić!

Jak widzicie, zmian szykuje się dużo - chcę się pokazać, chcę gotować, chcę jeszcze więcej pisać, budować domy w simsach, no i oglądać więcej filmów! Bo mimo, że planuję tyle nowych rzeczy, to recenzje ciągle się będą pojawiały, chociaż nie gwarantuję, że tak często jak do tej pory :D Zmiany są potrzebne, człowiek musi się rozwijać, nieustannie. Mam tylko nadzieję, że nie zabraknie mi na te rzeczy czasu, w końcu zaczynam też studia!

środa, 19 sierpnia 2015

Polecam #33 - Pan od muzyki



Francuskie kino ma jednak w sobie coś tak wyjątkowego, że aż trudno to określić. "Pan od muzyki" to film, który wzruszył mnie do granic możliwości i gwarantuję, że powinien zachwycić każdego. Porównywałbym go nawet z Amelią, moim dotychczasowym numerem 1, jeśli chodzi o filmy. Klimat jest wybitny - czarujący, trochę magiczny i wzruszający. Iście francuski. No i muzyka, zdecydowanie zasługuje na oklaski.

Fabuła jest wręcz perfekcyjna - nauczyciel muzyki w średnim wieku przyjeżdża do szkoły z internatem dla trudnych dzieci. Realia są smutne, dzieci wyglądają biednie i nieszczęśliwie, szkoła jest brzydka, a dyrektor sadystycznym potworem, który potrafi tylko karać. Pan od muzyki wierzy jednak, że w tych zdemoralizowanych dzieciach może kryć się dobro, że nawet wśród społecznego marginesu można znaleźć wielki talent. Zresztą, muzyka łagodzi obyczaje. Przy okazji, warto zwrócić uwagę na zniewalający soundtrack.

"Pan od muzyki" to dzieło, które wciąga swym romantyzmem i sentymentalnością od początku do samego końca, a uczniowie szkoły wzbudzają litość. Lecz także tu zakradły się drobne błędy, które według mnie jednak nie psują filmu, a wręcz dodają mu uroku i magii. No bo przecież to co najmniej dziwne, że chór, który założył w szkole  nauczyciel śpiewa tak perfekcyjnie, czysto, na wiele głosów i bezbłędnie takie utwory, ale jak powiedziałem, dodaje to tylko filmowi wdzięku i na pewno nikogo nie zrazi, a wręcz zachwyci.

A jakie film niesie za sobą przesłanie? Że każdemu należy się druga szansa - nawet pozornie skazane na porażkę, biedne dzieci ze szkoły z internatem mogą coś w życiu osiągnąć, że marzenia się spełniają, że nawet wśród zakał społeczeństwa może się kryć wielki talent. Film nie jest długi, 89 minut, ale bardzo wzruszający. Dobrze się składa, że jest dostępny na YouTube, więc włączamy HD i oglądamy!

Korzystając z okazji, chciałbym porównać go z innym filmem "Szkoła dla łobuzów". To niesamowite, jak dwa, tak podobne do siebie tematycznie filmy mogą się różnić. Zupełnie inne spojrzenie na problem. "Pan od muzyki" to piękna, wzruszająca i magiczna historia, "Szkoła dla łobuzów" to zdecydowanie smutna, trudna produkcja, podczas której co wrażliwsi na pewno zaleją się łzami. Dwa zupełnie inne punkty widzenia. 


Oczywiście zapraszam na mój BLOG LITERACKI, gdzie pojawił się już pierwszy rozdział mojej historii.

czwartek, 13 sierpnia 2015

TAG #13 - Serialowo-książkowy

Za nominację dziękuję serdecznie Dread Nogitsune, autorce TEGO bloga. Zwlekałem z tym tagiem miesiąc, ale to dlatego, że musiałem go troszkę zmodyfikować na własne potrzeby ^^ Z racji tego, że seriali nie oglądam (są nieliczne wyjątki), zamieniłem je na filmy - mam nadzieję, że autorka tagu nie obrazi się o to na mnie :D Zaczynamy!

Książka/film, które sprawiły, że oczy Ci łzawiły jednocześnie ze śmiechu, wzruszenia i bezradności.

W sumie trudno jest mnie doprowadzić do płaczu ze smutku, prędzej ze wzruszenia właśnie i jeśli chodzi o film, to przychodzi mi na myśl "Pan od muzyki" - świetna, francuska produkcja, trochę smutna, trochę wesoła, mam już napisane o nim notkę, która czeka na publikację :D Z książką to już będzie trudniej coś wymyślić i przychodzi mi na myśl "Wielki mistrz" Trudi Canavan - czytając tą książkę pojawiał się na moich ustach uśmiech, było wzruszenie no i oczywiście bezradność, więc pasuje jak najbardziej.

Książka/film, które Twoim zdaniem powinny być o wiele bardziej znane.

Tu będę jednoznaczny - "Wielki Gatsby" zarówno książka jak i jej ekranizacja - obie są genialne, film mogę oglądać w nieskończoność, lekturę książki mam już za sobą i na pewno do niej wrócę, a opowieść ta jest tak wspaniała, że zdecydowanie więcej ludzi powinno ją znać.

Bohater książkowy/filmowy, wobec którego masz mieszane uczucia.

Nie wiem, na kogo się zdecydować, tyle ich jest. W przypadku filmu będzie to Kobieta w Czerni z filmu pod tym samym tytułem. Nie rozumiem jej, bo w pierwszej części dostała to, czego chciała, a w drugiej dalej szalała i chociaż lubię ją, bo zapewniała naszym bohaterom rozrywkę w domu, gdzie straszyła, to mam jej to też za złe. Za to bohaterem książkowym jest Daenerys Targaryen. Zawsze ją lubiłem, uważałem, że to idealna osoba, która powinna zasiąść na żelaznym tronie, ale odkąd osiadła w Meereen, zaczęła mnie bardzo poważnie denerwować swoimi decyzjami i dziecinnością, lecz mimo to wciąż ją lubiłem i tak dziwnie się z tym czułem. 

Książka/film których kontynuacji byś pragnął. 

Omg, wszystkich! W przypadku filmu, Amelii, ale tylko jeśli film zachowałby klimat pierwszej części, bo uważam, że tytułowa Amelia jest tak ciekawą osobą, że jeden film o niej to za mało, a w przypadku książek to kiedyś powiedziałbym, że Harry Potter, ale już się z tym pogodziłem, że tylko 7 tomów jest i po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że żadnej. Dobrze jest, jak jest. Na świecie jest dużo książek do przeczytania i jedyne co mógłbym powiedzieć, to pragnąłbym lepszej kontynuacji "Miecza Prawdy", bo kontynuacja jest, ale mnie nie zadowala do końca :P

Książka/film, które polecił Ci członek rodziny.

Tym razem od książki zacznę. Jest to "Władca Pierścieni", byłem wtedy mały, książkę polecił mi kuzyn, za co jestem mu dozgonnie wdzięczny do dnia dzisiejszego. A filmu chyba takiego nie ma, w każdym razie nie przypominam sobie. No, chyba że mogę brać pod uwagę, że mama poleciła mi "Robinsona Crusoe", bo to jej ulubiona książka, ale i tak bym ją przeczytał, bo to lektura a w tamtych czasach lektury się jeszcze czytało :)

Książka/film, które niejednokrotnie Cię zaskoczyły.

Zaskoczyło mnie postępowanie Idy z filmu pod tym samym tytułem. Taka grzeczna prawie zakonnica, a jednak postanowiła wszystkiego w życiu spróbować. Ale w sumie jej ciotka miała rację, że co to za wyrzeczenie, jeśli się niczego nie próbowało. A książką (właściwie serią), która mnie nieustannie zaskakiwała była "Pieśń lodu i ognia", szczególnie śmierci głównych bohaterów, bo wydawało mi się niesłychane i nielogiczne, żeby główny bohater umierał w książce, ale potem to była już jak rutyna... 

Książka/film, które pozytywnie Cię zaskoczyły, bo nie spodziewałeś się po nich zbyt wiele. 

W sumie nie wiem, bo zazwyczaj właśnie dużo się spodziewam. Ale w przypadku książki wymienię "Wiedźmina" (czytam dopiero drugi tom, ale mi się podoba), do którego byłem mega uprzedzony, ale czytam i bardzo mi się podoba. W przypadku zaś filmu wymienię "Służące", do których też byłem źle nastawiony, wydawało mi się to głupie i dopiero w szkole musiałem obejrzeć i się mega pozytywnie zaskoczyć.

Książka/film, których sukcesu nie potrafisz zrozumieć.

Cudowne pytanie! "50 twarzy Greya" zarówno książka jak i film. Dla mnie beznadzieja, a liczyłem, że to będzie super, skoro pół świata się tym jara, no ale się przeliczyłem. "Gwiazd naszych wina" - tylko film, który skutecznie odstraszył mnie od książki - też się przeliczyłem, a wszystkim wokół się podobało. Dla mnie to było nudne jak flaki z olejem. No i ostatni rodzynek to "Paranormal Acitivity" - może powiem trochę wulgarnie: nudne jak sranie. Dziękuję bardzo :) 

Książka/film, po które raczej byś nie sięgnął, gdyby nie intrygujący, enigmatyczny tytuł.

No to jedziemy. Film - "Strasznie głośno, niesamowicie blisko". Przyznajcie, że ten tytuł brzmi intrygująco :P No a książka to "Arktyczna Mgła" Clive'a Cussler'a. Tytuł mnie zachęcił, książka mi się spodobała i dzięki niej sięgnąłem też po inne dzieła tego autora - fajne były. 

Bohater, którego lubisz mimo jego trudnego charakteru.

To trudne pytanie, bo czym jest trudny charakter, tak właściwie? Myślę, że jeśli o książkę chodzi to Akkarin z "Trylogii czarnego maga" Trudi Canavan. Co prawda mnie tam jego charakter odpowiadała, ale dla innych bohaterów trylogii był tajemniczy do granic możliwości, co na pewno nie było przyjemne w prowadzeniu relacji. No, ale lubię go. W przypadku filmu, to będzie Clementine Kruczynski, bohaterka filmu "Zakochany bez pamięci". Jest to pierwsza osoba, która przyszła mi na myśl, ale pasuje. Jej charakter był bardzo wkurzający, lecz mimo to ją polubiłem. 

Książka/film, do których masz ogromny sentyment.

Miecz Prawdy! Mam taki sentyment, że mam symbol z tych książek w awatarze i mam poważny zamiar wytatuować to sobie na nadgarstkach! Kocham tą sagę, mogę czytać w nieskończoność, jest cudowna. Jeśli zaś chodzi o film, to wspomniana wyżej "Amelia". Dla mnie najlepszy film ever, oglądałem wiele razy i jeszcze wiele razy obejrzę. No i na uwagę tutaj zasługują też "Muminki", które regularnie czytuję na poprawę humoru. 

Oczywiście ciągle zapraszam do zapoznania się z prologiem mojej historii, bo już w weekend pojawi się pierwszy rozdział i Ci, którzy zwlekają z przeczytaniem prologu, będą mieli potem zaległości, a tego chyba nie chcecie, prawda? Proszę bardzo, oto LINK.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Polecam #32 - Efekt motyla


Efekt motyla to jeden z tych filmów, które mają tak skomplikowaną fabułę, że można je oglądać wielokrotnie i za każdym razem na nowo się zaskakiwać. Wszyscy miłośnicy Thrillerów z wątkiem miłosnym i elementem fantastycznym znajdą w tym filmie coś dla siebie. Uświadamia on nam, jak ważne są codzienne, z pozoru błahe decyzje, jakie podejmujemy i jak wielki wpływ mogą one mieć na nasze późniejsze życie. Zresztą, sam tytuł filmu "Efekt motyla" na to wskazuje. 

Chociaż w świecie tego filmu można cofnąć czas, by naprawić błędy z młodości, nie jest to wcale takie pozytywne zjawisko, jak mogłoby się wydawać, bo kaskada zdarzeń, która następuje po zmianie wydarzenia z przeszłości często wymyka się spod kontroli. Główny bohater, Evan (genialny Ashoton Kutcher) podróżuje w czasie kilka razy, bo za każdym razem coś nie układa się po jego myśli i dzieje się coraz gorzej. Ostatecznie podejmuje dość niespodziewaną decyzję, która wymagała od niego dość dużego poświęcenia, co na pewno jest wielkim plusem filmu, gdyż kończy się dzięki temu nietuzinkowo. Płynie z tego przesłanie, że nie da się idealnie ułożyć sobie życia. 

Właśnie się dowiedziałem, że "Efekt motyla" doczekał się kontynuacji. Mam nadzieję, że okażą się one równie dobre. Przy okazji - tym, którzy "Efekt motyla" już widzieli i spodobał się im motyw podróży w czasie, aby ułożyć sobie życie, zachęcam do obejrzenia filmu "Czas na miłość", jednak w odróżnieniu od "Efektu motyla" jest to komedia romantyczna. Tych, którzy jeszcze nie widzieli, zapraszam też TUTAJ, do przeczytania prologu mojej historii. Łapcie zwiastun!


piątek, 7 sierpnia 2015

Gadanie #11 - Dieta cud

Ten post piszę zupełnie spontanicznie, bez jakiegokolwiek planowania, bo uznałem, że natychmiast muszę się z Wami podzielić sprawą, która jest absolutnie bardzo ważna! Niech każdy korzysta!

Wielu ludzi chce schudnąć. No nie oszukujmy się, zawsze znajdą się zbędne kilogramy, których wolelibyśmy się pozbyć, ale to pozbywanie się jest na ogół bardzo trudne. Ja w połowie też chciałem schudnąć i póki co z dumą mogę powiedzieć, że mi to wychodzi całkiem nieźle.

Trudne początki

Początek diety to zdecydowanie najtrudniejszy jej okres, który u mnie trwa mniej więcej trzy dni - potem już się przyzwyczajam. Moim sposobem na przetrwanie trudnego początku było picie bardzo dużych ilości wody, żeby zapełnić czymś żołądek i przez to nie czuć głodu. W wyniku tego jadłem mniej, a z czasem, po trzech dniach mój organizm sam się do diety dopasował i nie domagał się już tyle jedzenia - dieta rozpoczęta prawidłowo! Oczywiście przyda się też dużo samozaparcia i motywacji!

Dieta

Sama dieta nie jest jakaś konkretna. Nie konsultowałem jej z żadnym dietetykiem, kalorii nie liczę, bo mi się nie chce. Po prostu trzymam się kilku podstawowych zasad: nie jeść chipsów, słodyczy, słodzonych napojów, przetworzonej żywności i innych wysokokalorycznych i niezdrowych produktów - zamiast nich warzywa i owoce. Ta decyzja poskutkuje nie tylko chudnięciem, ale przede wszystkim zdrowiem! Po drugie, nie jeść przed snem. Ja chodzę spać około północy, ale w sumie to nie jem już od około godziny 17. Wiem, że  mógłbym nawet trochę później coś zjeść, ale wolę napić się wody. Po trzecie, słynna zasada "MŻ", czyli mniej żreć. Jedliście na śniadanie dwie kanapki? Zjedzcie jedną! I tak w kółko - oczywiście nie trzeba ograniczać wszystkiego o połowę, można zacząć od mniejszych wyrzeczeń, potem zdecydować się na więcej. No i oczywiście o tym, żeby nie jeść z nudów, dla towarzystwa oraz, bo "oczy chcą" to nie muszę wspominać. Mam też pewną złotą radę - nie chadzajcie do cukierni jak się odchudzacie, bo tam ładnie pachnie, a czego nie macie w domu, tego po prostu nie zjecie, więc ograniczamy kupowanie! 

Nie popadajmy w paranoję i pijmy dużo wody.

To jest chyba jedno z największych zagrożeń każdej osoby na diecie. Nie odmawiajmy sobie absolutnie wszystkiego - jeśli mamy urodziny podczas diety, są święta, czy po prostu mamy ochotę - nie odmawiajmy sobie, od razu nic się nie stanie, jak raz na jakiś czas zaszalejemy. Byleby nie za często! Ponownie wspomnę o wodzie, bo to jest chyba najważniejsza rzecz na świecie. JAK PIJE SIĘ DUŻO WODY, TO NIE CHCE SIĘ JEŚĆ! Więc pijmy wodę nie tylko na początku diety, kiedy nie jesteśmy jeszcze przyzwyczajeni, tylko przez cały czas. Pijmy tą wodę hektolitrami, jedzmy warzywa, owoce, mniej wszystkiego, zrezygnujmy z niezdrowego żarcia i piękna figura gwarantowana.

I co dalej?

Najbardziej bezsensownym zachowaniem jest wracanie do dawnych nawyków żywieniowych po zakończeniu diety - efekt jojo gwarantowany. Wiadomo, jeżeli jesteśmy już ze swojego chudnięcia zadowoleni i nie chcemy tracić więcej kilogramów, to można jeść więcej, i częściej pozwalać sobie na jakieś szaleństwa. Zdrowe jedzenie też może być smaczne, więc warto się nim zainteresować. Jeśli o mnie chodzi, to od mniej więcej połowy czerwca do dnia dzisiejszego schudłem ponad 10 kilogramów - wszystkie spodnie mi spadają, ale od czego mamy paski? Skoro mi się udało, z moim brakiem motywacji, lenistwem i łakomstwem, to każdemu się uda.

PS. Jakby ktoś się latem bardzo nudził, to zapraszam TUTAJ. Pozdrawiam wszystkich fanów fantasy - właśnie dzisiaj, pod tym linkiem pojawił się prolog to mojej przesławnej historii. Jeszcze raz serdecznie zapraszam!

piątek, 31 lipca 2015

Q&A #1

Q: Jak chciałbyś umrzeć i dlaczego?
A: Można by pomyśleć, że w wieku niespełna dwudziestu lat nie powinienem jeszcze myśleć o takich rzeczach, ale rozważyłem już stanowczo zbyt dużo scenariuszy mojej śmierci. Chciałbym po sobie coś zostawić - jakąś zagadkę, skarb, wyzwanie, przygodę, coś ciekawego zakopanego w ogrodzie, czego będą szukali moi spadkobiercy. A podczas samego momentu śmierci chciałbym być świadomy i w towarzystwie przyjaciół.

Q: Czego najbardziej nie lubisz w ludziach?
A: Wielu rzeczy, ale najbardziej chyba chamstwa. Chciałem już powiedzieć, że oceniania innych, ale z drugiej strony, niech sobie oceniają, jeśli zachowują te oceny dla siebie. Chamstwem jest dzielenie się tymi ocenami, włażenie z butami w czyjeś życie, chęć zmiany czyjegoś życia bez zgody tej osoby, żartowanie i bawienie się czyimś kosztem. Dlatego właśnie nienawidzę chamstwa. 

Q: Jakie cechy charakteru Ci imponują?
A: Najbardziej tajemniczość! Uwielbiam osoby, które są zagadką, o których nie można nic pewnego powiedzieć. Ale bardzo cenię sobie też u innych niezależność, pewność siebie i pogodę ducha.

Q: Czy chciałbyś coś zmienić w swoim życiu?
A: Oglądając "Efekt motyla" (moja opinia już wkrótce!) zastanawiałem się, co zmieniłbym w swoim życiu i w sumie przyszło mi do głowy kilka momentów w których mogłem zachować się inaczej, ale potem doszedłem do wniosku, że nie należy żałować tego, co minęło, bo co się stało, to się nie odstanie, toteż ostatecznie dochodzę do wniosku, że nie ma niczego takiego, co chciałbym zmienić w swoim życiu.

Q: Masz jakieś osiągnięcia, z których jesteś dumny?
A: Staram się cieszyć małymi rzeczami i celebrować najdrobniejsze sukcesy. Zdecydowanie mogę być dumny z moich ocen w szkole - dobrze się uczyłem, kiedy chodziłem do szkoły i myślę, że to jest dobry powód. Ale też mogę być dumny z tego, że już prawie 10 miesięcy prowadzę bloga, że schudłem, że zdałem maturę, prawo jazdy i że wygrałem jakieś lokalne konkursy literackie na opowiadanie.

Q: Co pamiętasz jak przez mgłę i mógłbyś określić swoim pierwszym wspomnieniem?
A: Mam bardzo dużo takich wspomnień z dzieciństwa, ale ogólnie trudno jest ustalić w nich chronologię. Pamiętam swoje czwarte urodziny i wydawało mi się wtedy, że jestem już taki duży! Pamiętam, co miałem na sobie, co było do jedzenia i że miałem cztery baloniki, ale najwcześniejsze wspomnienie, w którym mogę ustalić chronologię, to pewne letnie popołudnie, szedłem z babcią na spacer, ona spotkała kogoś i ta osoba zapytała mnie, ile mam lat. Ja powiedziałem, że trzy i pół. Od lat uważam to za moje pierwsze wspomnienie. 

Q: Czy miałeś swojego "wroga" w podstawówce?
A: Może nie wroga, ale można powiedzieć, że rywala. Jak już wyżej wspomniałem, miałem dobre oceny, ale chciałem mieć najlepsze! No, ale niestety była jeszcze jedna osoba, która chciała mieć najlepsze oceny w szkole i ta nasza rywalizacja była bardzo wyraźna w podstawówce nie tylko wśród uczniów, ale też wśród nauczycieli (oboje jesteśmy synami nauczycielek). Na koniec szóstej klasy ten chłopak wygrał ze mną pojedynek na średnią ocen - przyznam się, że nie nie ma nic gorszego od bycia na drugim miejscu, kiedy czuje się już smak zwycięstwa. Co prawda ufundowano dla mnie "nagrodę pocieszenia" co uchroniło mnie przed kompletną kompromitacją, ale wiadomo, że to nie to samo. Na pocieszenie mogę dodać, że ostatecznie pokonałem tą osobę - na koniec gimnazjum, to ja miałem najlepsze oceny i w końcu osiągnąłem swój cel.

Q: Czego nie rozumiesz w dzisiejszym świecie? Czego nie potrafisz zrozumieć? Jakiego zachowania u ludzi nie potrafisz zrozumieć?
A: Mógłbym napisać książkę, która byłaby odpowiedzią na to pytanie, więc może wymienię kilka rzeczy: tego, że służba zdrowia to jedno wielkie bagno, że istnieją ludzie, którzy nie lubią czytać książek, że niektórzy nie lubią warzyw, że w szkołach nie uczą niczego przydatnego w życiu, że w grach komputerowych jest tyle przemocy. Mógłbym wymieniać więcej, ale nic konkretnego nie przychodzi mi w tym momencie do głowy.

Q: Jak społeczność międzynarodowa mogłaby pomóc głodującym w Afryce?
A: W sumie nigdy o tym nie myślałem, ale myślę, że ludzie mogliby marnować mniej jedzenia. W sumie nic innego nie przychodzi mi do głowy, to nie do końca mój temat.

Q: Czego nie lubisz w wakacjach?
A: Tego, że jest taka okropna deszczowa pogoda! Zabawne, rok temu powiedziałbym, że upałów. No i nie lubię też nudy w wakacje.

Q: Jakie słowo najbardziej Cię śmieszy?
A: Nie ma w tym momencie takiego słowa. Oczywiście wydaje mi się, że kiedyś było i to nie jedno, ale spowszedniało, przestało śmieszyć i wyleciało z pamięci.

Q: Co sądzisz o opisywaniu każdej minuty swojego życia na portalach społecznościowych?
A: W sumie nie mnie to oceniać, bo może niektórzy to robią, bo to jest naprawdę fajne? No dobra, uważam to za bezsens - osobiście nie udzielam się na fejsie - nie dodaję zdjęć, statusów, nie komentuję, nie lajkuję - fejs to chlew niestety, a ja nie chcę w tym chlewie uczestniczyć. Mam tam konto tylko po to, by rozmawiać z niektórymi ludźmi. Jakby ich nie było, nic by mnie tam nie trzymało.

Q: Co myślisz o krwiodawstwie? Czy myślałeś o byciu dawcą krwi?
A: Nic nie myślę, nigdy się tym nie interesowałem, ale pewnie jakby znalazł się jakiś mój znajomy krwiodawca, który chciałby mnie w to wkręcić, to dałbym się namówić.

Q: Czy dopuściłbyś się kiedyś morderstwa?
A: Szczerze odpowiadam, że nie wiem. Na chwilę obecną zapewne nie, bo niby kogo miałbym zabijać, ale nie mam pojęcia, jak się moje życie w przyszłości potoczy, jak bardzo się zmienię, kim się stanę, jak bardzo ktoś mnie skrzywdzi. Dlatego nie zaprzeczam, bo nigdy nie wiadomo, jak postąpię w przyszłości.

Q: Czy Twoim zdaniem morderstwo można uzasadnić?
A: No, teraz to już na pewno wyrobicie sobie o mnie opinię psychopaty... Oczywiście, że można. W obronie własnej, w obronie żony/dzieci/kogoś innego.

Q: W jakim fikcyjnym świecie chciałbyś żyć?
A: W tym z mojej głowy, który sam wymyśliłem. A jeśli chodzi o takie bardziej znane światy, to w Śródziemiu, jeśli byłbym elfem i oczywiście w świecie z Miecza Prawdy, ale chciałbym być czarodziejem. Ogólnie to chciałbym władać magią, gdziekolwiek :D

Q: Jakiej muzyki słuchasz i czym ona dla Ciebie jest?
A: Celtyckiej, New Age, a czasami popu. Jeśli o muzykę celtycką chodzi, to zdaję sobie sprawę, że jest do dość niszowy gatunek, ale na YT jest mnóstwo kompozytorów, którzy różne cudeńka komponują. Na moją największą uwagę zasługuje Adrian von Ziegler od którego moja przygoda z muzyką celtycką się zaczęła i którego słucham najczęściej, ale w miarę upływu czasu znalazłem też innych artystów, którzy fajną muzykę tworzą: Peter GundryAntti Martikainen i BrunuhVille. Z gatunku New Age słucham tylko jednej artystki, którą jest Enya. Bardzo lubię też covery znanych osób wykonywane przez takie osoby jak Peter Hollens, Sam Tsui, Riley Biederer, Lindsey Stirling czy Boy Epic. Muzyka dla mnie czymś najważniejszym na świecie, pozwala mi ona przenieść się w świat marzeń.

Q: Jest osoba, którą najchętniej skróciłbyś o głowę?
A: Nie ma takiej osoby. Wychodzę z założenia, że nie ma sensu nienawidzić, że lepiej postarać się wyrzucić z pamięci, bo rozdrapywanie ran nic nie da.

Q: Masz jakieś komiczne szkolne wspomnienia?
A: W sumie to zaciekle unikałem kompromitacji, co oczywiście mi się nie udało, lecz nie chciałbym o tym wspominać, żeby nie skompromitować się też tutaj :D

Q: Gdybyś mógł/musiał zmienić jedną rzecz w swoim życiu, co by to było?
A: Przedtem pisałem, że nic bym nie zmienił, lecz gdybym musiał, to nie wybrałbym klasy humanistycznej w liceum, tylko od razu poszedł do ścisłej, bo ostatecznie i tak tam skończyłem.

Q: Gdybyś miał mieszkać za granicą, to w jakim kraju i dlaczego?
A: Definitywnie w Nowej Zelandii! Nie ma pojęcia dlaczego tak strasznie jaram się tym krajem. Może dlatego, że jest słabo zaludniony? Nie, no ale kręcili tam "Władcę Pierścieni". Ogólnie Nowa Zelandia jest piękna! Chyba, bo nigdy tam nie byłem.

Q: Jaki był najgorszy film, jakikolwiek widziałeś?
A: Oj, parę ich było, chociaż w sumie wolę pamiętać o dobrych filmach. Na pewno "Paranormal Acitivity", który był dla mnie najnudniejszą imitacją horroru wszech czasów (przepraszam fanów). A także "Gwiazd naszych wina" nie wywarł na mnie wrażenia. Ludzie pisali, że płakali, że piękny, dużo osób mi ten film polecało, a jak obejrzałem, to byłem po prostu znudzony. Już w trakcie filmu czekałem tylko, aż się skończy.

Q: Czy jesteś typem człowieka aspołecznego albo antyspołecznego?
A: Właśnie się dowiedziałem, że to się czymś różni... Z tego, co znalazłem wynika że aspołeczny się odcina od ludzi, a antyspołeczny chce im szkodzić. Z tego wynika, że jestem aspołeczny i dobrze mi z tym. :)

Q: Co sądzisz o temacie III wojny światowej, czy uważasz, że naprawdę może wybuchnąć?
A: Oj, wybuchnie na pewno, prędzej czy później i jak zaciągną mnie do wojska to pierwszy zdezerteruję. Ogólnie to powiedziałem facetowi na komisji wojskowej, że wolę siedzieć w więzieniu niż w wojsku, z czego pan nie był zbyt zadowolony.

Q: Jaki jest twój stosunek do Pamięci o II wojnie światowej, wydarzeniach, ludziach wtedy a ludziach dziś. Czy uważasz że byłbyś gotów walczyć za kraj? Myślisz, ze jak zachowałaby się teraźniejsza młodzież w stosunku do wojny (jakby wybuchła)?
A: II wojna to dla mnie odległa przeszłość, ale szanuję ludzi, którzy wtedy walczyli, byśmy mogli żyć w naszym kraju. Szkoda tylko, że tak okropnie potoczyły się losy Polski po wojnie. Właśnie te powojenne losy Polski, a także mentalność Polaków sprawiają, że nigdy w życiu nie podjąłbym się walki za ten kraj. Nie chcę umierać za Polaków. Myślę jednak, że na pewno znalazłoby się paru chętnych do walki.

Q: "Widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu" - Co sądzisz? Zgadzasz się, czy nie?
A: Sądzę, że to cytat z "Małego Księcia" :D Zgadzam się, piękna myśl.

Q: Jakbyś mógł się cofnąć w czasie, to gdzie byś się przeniósł i dlaczego?
A: Wcześniej myślałem, że życie dawniej było prostsze. Teraz wiem, że zawsze było, jest i będzie trudne, a zmieniają się tylko trudności. W tej chwili chciałbym żyć w Nowym Jorku w latach 20. XX wieku - czytam właśnie książkę "Wielki Gatsby" i bardzo mi klimat tego okresu odpowiada. 

Q: Co byś ze sobą zabrał na bezludną wyspę?
A: Na pewno nic elektrycznego, bo tam nie ma prądu. Pewnie jakiś poradnik survivalowy, to chyba najbardziej by się przydało do przeżycia tam.

Q: Lubisz czytać wiesze? Dlaczego tak i dlaczego nie?
A: Chyba niestety nie lubię. Wiadomo, poezja to jest lektura, która wymaga głębszego zastanowienia się i analizy, czego zwykle nie chce mi się robić (jestem leniwy), chociaż przeważnie potrafię. Dlatego nie lubię czytać wierszy - bo nie chce mi się myśleć.

Nareszcie dobrnąłem do końca. Jestem z Was bardzo zadowolony, że zadaliście mi tyle wspaniałych pytań! Wiedziałem, że mogę na Was liczyć. Mam nadzieję, że moje odpowiedzi Was zadowolą, jeśli spodobają Wam się takie posty, to oczywiście w przyszłości możecie liczyć na więcej. Mi odpowiadanie na pytania dało masę radości. To była naprawdę świetna zabawa! Myślę, że dzięki tym pytaniom i odpowiedziom poznaliście mnie trochę lepiej i mam też nadzieję, że nie będziecie mnie negatywnie oceniać przez pryzmat niektórych odpowiedzi. W każdym pytaniu byłem z Wami absolutnie i do bólu szczery, bo to się chyba najbardziej liczy w tego typu postach. Wierzę, że nie będziecie mieli mi za złe, że post wyszedł taki długi! W końcu to Wy zadaliście tyle pytań :D Ma nadzieję, że nikogo nie zanudziłem!