sobota, 31 stycznia 2015

Polecam #11 - Kobieta w czerni


Długo już nie było żadnego horroru, więc myślę, że czas na jeden z nich. Wybrałem "Kobietę w czerni", bo właśnie wraz z tym filmem rozpoczęło się moje zamiłowanie do horrorów właśnie. Oglądając go, po raz pierwszy doświadczyłem zdecydowanej dawki strachu, napięcia i zaskoczenia, dokładnie tak, jak tego oczekiwałem.

Klimat filmu jest świetny, w stu procentach klasyczny - angielska wioska z pierwszej połowy XX wieku, dom na bagnach, mroczny wystrój, kostiumy z epoki, no i oczywiście Daniel Radcliffe. To właśnie temu filmowi jestem wdzięczny, że pozbyłem się utartego przekonania, że Radcliffe = Potter. Daniel świetnie się w te klimaty wpasowuje, co jest wielkim plusem filmu.

Fabuła jest dość klasyczna i zainteresuje raczej tych widzów, którzy od krwawej masakry, którą fundują nam niektóre filmy, wolą takie, gdzie element grozy stanowi niemogąca się pogodzić ze stratą dziecka matka. W miarę upływu filmu Artur, główny bohater filmu coraz bardziej zagłębia się w historię tej kobiety, poznając coraz to tragiczniejsze szczegóły jej życia. 

"Kobietę w czerni" polecam każdemu, chociaż wiem, że niektórzy nie gustują w tego typu filmach. W każdym razie, uważam go za jeden z lepszych horrorów, który zainteresuje każdego miłośnika gatunku. Niezdecydowanych zapraszam na zwiastun:


piątek, 23 stycznia 2015

Polecam #10 - Służące


Kurcze, to już 10 post z tej serii, więc mam dla Was coś specjalnego z tej okazji. Służące, to film, który oglądałem kilka dni temu i od samego początku chwycił mnie za serce. Porusza wielki społeczny problem, jakim jest rasizm. Już od początku przenosimy się do świata białych pań, gdzie czarnoskóra ludność spychana jest na społeczny margines.

Aibileen pracuje u białej kobiety, zajmując się głównie jej dzieckiem. Jej szefowa nie zajmuje się takimi sprawami, woli spotkania z przyjaciółkami w klubie brydżowym. Skeeter, biała kobieta odznaczająca się dużą dawką tolerancji i empatii pragnie zostać pisarką. Wspólnie z Aibileen, zadziorną Minny i innymi czarnoskórymi kobietami stara się zrealizować swoje marzenie. 

Kobiety odgrywają główną rolę w tym filmie. Już na pierwszy rzut oka widać jednak, że prym w mieście wiodą białe. Hilly Hollbrook jest jedną z nich. Zdecydowanie negatywna postać, traktująca swoje służące jak zwierzęta. Nie pozwala Minny na korzystanie z toalety w domu i płaci jej nędzne grosze. Film pokazuje jednak, że sprawiedliwość tryumfuje nad Hilly.

W filmie nie brak też humoru. Służące, pomimo swojej ciężkiej sytuacji potrafią się cieszyć i zażartować ze swoich pracodawczyń, wypowiadając pod ich adresem kąśliwe uwagi, a zdenerwowana Minny Jackson potrafi zemścić się na tej, która ją skrzywdziła w naprawdę wyrafinowany (i przezabawny) sposób.

Myślę, że w tym przypadku zamiast muzyki pokażę Wam zwiastun, który o tym filmie może powiedzieć bardzo dużo. Myślę, że naprawdę warto obejrzeć "Służące", bo wzbudza ciekawość, wzrusza i potrafi naprawdę rozbawić.


niedziela, 18 stycznia 2015

Gadanie #4 - Matura

Ludzie mówią, że matura to nie wiadomo jak straszliwa rzecz, od której zależy cała przyszłość, cały świat i ogólnie wszystko. Nauczyciele w szkołach dodatkowo nakręcają całe to chore myślenie, robiąc powtórki z całego życia, zadając na ferie, święta i inne dni wolne. Po co to wszystko? Chciałbym dzisiaj poruszyć trochę maturalnych problemów (analogicznie - egzaminów gimnazjalnych) z racji tego, że w tym roku sam będę maturę pisał. Post chyba przydatny dla wszystkich, którzy będą pisać teraz lub za kilka lat, a tych, którzy już pisali, zapraszam do podzielenia się swoimi wrażeniami. 

Chodzę do szkoły z internatem i już na początku pierwszej klasy obiecałem sobie, że podręcznika w domu nie ruszę. Po to siedzę tam 24 godziny na dobę, żeby weekend mieć wolny. Ale jeśli chodzicie do normalnej szkoły to również możecie poświęcić nauce czas w ciągu tygodnia w czasie weekendu odpocząć. Maturę zdaję z przedmiotów obowiązkowych, czyli z matematyki, polskiego i angielskiego oraz z dwóch dodatkowych: biologii i chemii. 

#1 CZAS

Czasu jest naprawdę dużo na egzaminie maturalnym. Mi wystarczy mniej więcej połowa, żeby wszystko napisać, ale wiadomo, że różnie to może wyjść. W każdym razie, każdy zdąży i czas na pewno nie jest powodem do stresu.

#2 POZIOM TRUDNOŚCI

Prawda jest taka, że trudność matury wzrosła ostatnio. Wnioskuję to na podstawie własnych doświadczeń z matur próbnych. Ale jeśli pójdzie Ci źle na maturze, ponieważ była ona trudna, to licz się z tym, że innym ludziom też źle poszło. Ogólnie, jeśli matura jest trudna, to większość uczniów ma stosunkowo niskie z niej wyniki, więc progi punktowe na uczelnie także są niższe, toteż nie ma po co się bać poziomu trudności.

#3 NIC STRACONEGO

Wiadomo, nie wszystko da się przewidzieć. W razie niepowodzenia nie warto się załamywać, tylko zająć przygotowaniami do matury poprawkowej w sierpniu, ewentualnie w przyszłym roku. Zawsze można mówić znajomym, że odbywamy gap year, czyli okres przerwy pomiędzy szkołą średnią a studiami (między gimnazjum i liceum to byłoby dość trudne, ale z drugiej strony, egzaminów gimnazjalnych nie można nie zdać przecież).

#4 MYŚLENIE

To chyba najważniejsza umiejętność na maturze. Na przykład na takiej chemii, czy biologii, którą ostatnio zdawałem pełno było zadań z treścią, gdzie informacje potrzebne do rozwiązania zadań trzeba było wyciągnąć z przytoczonych tekstów. Bez nich, nawet z najlepszymi ocenami w szkole z tych przedmiotów nie było co się zabierać do zadań. Myślenie na ogół wystarczy, żeby maturę zdać i to z dość dobrym wynikiem.

#5 ODPOCZYNEK

Nie daj się dopaść paranoi. Spoko, nauka przed maturą lub egzaminem gimnazjalnym jest ważna. ale bez przesady. Nie zarywaj nocy, odpuść sobie przedmioty, z których matury, bądź egzaminów nie zdajesz (ja olewam niemiecki, bo szkoda mi czasu na to). A na ważne przedmioty też przyjdzie czas. Nauka nie jest warta tego, by zarywać przez nią święta. 

Jak widać, moje podejście do matury czy egzaminów jest dość lekceważące i pewnie niejedna ambitna osoba będzie miała teraz ochotę mnie zbesztać za te głupoty, które tu powypisywałem. Pamiętajcie: Matura to bzdura! Żyje się raz! ********* miej i się śmiej! (CENZURA! ale każdy wie o co chodzi ^^) Ale piszę to dlatego, że z życiowego doświadczenia widzę, że ludzie zbyt bardzo przejmują się pewnymi sprawami, którymi nie warto zawracać sobie głowy. Pozdrawiam! 

Słuchajcie, zapraszam Was do jakiegoś kontaktu ze mną! Fajnie byłoby Was poznać. U góry mam taki pasek i tam jest zakładka KONTAKT - ja nie gryzę, a przynajmniej nie przez Internet :D 

piątek, 16 stycznia 2015

Polecam #9 - Hobbit: Bitwa Pięciu Armii


Ostatnia część Hobbita była dla mnie najbardziej wyczekiwaną premierą ostatnich lat. Kocham tą książkę, kocham twórczość Tolkiena, kocham fantasy, ale ta ekranizacja spełniła moje najśmielsze oczekiwania. Chociaż Peter Jackson w wielu momentach pozwolił sobie na nadużycie, zmieniając troszeczkę fabułę (zabił za dużo krasnoludów), to z czystym sercem muszę mu to wybaczyć. Być może moje podejście jest bezkrytyczne, ale nie zmieniłbym ani jednej sceny w tym filmie. Bo czymże byłby Hobbit bez na przykład Tauriel? Nie można mu jej odmówić, chociaż nie występowała w książce.

Czytając książkę, nigdy nie pomyślałbym, że ta bitwa była tak wielka! Nie wiem, zawsze to wojna o pierścień wydawała mi się niezwykle spektakularna, a ta zaledwie niewielką bitwą na peryferiach Śródziemia. Zapierający dech w piersiach smok, zaciekła walka krasnoludów u boku elfów i ludzi. 

Na co komu prawa fizyki w fantastycznym świecie? Tutaj można wjechać na prawie pionową, oblodzoną skałę na grzbiecie kozła (przepraszam zoologów, nie jestem pewien, czy to były kozły). Tutaj mały hobbit może zabić wielkiego orka rzutem kamieniem. Nie miejmy o to pretensji do reżysera. To jest fantasy kochani, to tutaj jest właśnie miejsce dla rzeczy niezwykłych. Ja osobiście nie lubię realizmu. Uwielbiam, kiedy różne rzeczy dzieją się wbrew rzeczywistości ^^

Jak zwykle oczarowały mnie elfy z królem Thranduilem na czele. Roiło się od nich na polu bitwy (wcześniej wyobrażałem sobie zaledwie ich garstkę). Thranduil stanął przed wielkim dylematem. Poprowadził swój lud do walki u boku krasnoludów, chociaż to właśnie z nimi przybył walczyć. W końcu udało mu się jednak pokonać gorycz w swoim sercu i przestał irytować mnie swoim zachowaniem (po szczegóły zapraszam do filmu ^^)

Na uwagę zasługują też Galadriela i Gandalf. To właśnie Pani z Lórien wydaje się być ulubienicą Petera Jacksona. Obdarzył on ją wielką magiczną mocą (wiesz co to jest spektakularność? - jeśli nie, to obejrzyj Hobbita!) przez co wydaje mi się ogromnie wyidealizował tę postać zapominając o jej wcześniejszych występkach (zainteresowanych występkami Galadrieli zapraszam do lektury Silmarillionu autorstwa Tolkiena, oczywiście). Gandalf natomiast dodał całemu filmowi swojskości i poczucia bezpieczeństwa. Kiedy na polu bitwy jest ten czarodziej, wiem, że nic nie może się źle skończyć. 

Pozostawiam Was z soundtrackiem, który nawiasem mówiąc jest super piosenką!


niedziela, 11 stycznia 2015

Gadanie #3 - Poprawność językowa

Kiedy piszemy posty lub komentarze u innych zawsze zależy nam, by były bezbłędne i perfekcyjne. To przecież świadczy o nas samych prawda? My, Blogerzy (z wielkiej litery z szacunku do nas) pracujemy słowem. Jesteśmy jak mali pisarze, z tą różnicą, że mamy bardziej integralny kontakt z czytelnikami! (nie, nie chodzi mi o autoreklamę) Dlatego tym bardziej powinniśmy zwracać uwagę na estetykę naszych słów. W końcu to my jesteśmy odpowiedzialni za kreowanie naszej przyszłości. 

Niektórzy przedstawiciele dzisiejszej młodzieży nie podzielają mojej opinii. Mają gdzieś nasz kochany polski język i stosują takie zwroty jak: "Przyszłem" (to rani moje uszy nieustannie), "W każdym bądź razie", "w cudzysłowiu" lub "tam pisze". Niektórym to mogą się wydawać banalne błędy, które przeszkadzają tylko niewyżytym polonistkom, jednak już słyszałem pogłoski, że nasza plaga, czyli "przyszłem" ma być uznane za poprawne gramatycznie! "Przyszłem" w słowniku!

Nie zapominajmy też o patriotyzmie. W końcu nasi przodkowie walczyli o wolność naszej ojczyzny, byśmy mogli uczyć się i mówić w naszym ukochanym języku! Btw, dziś rocznica - dwa miesiące istnienia tego bloga! Skoro jestem z Wami już tyle, to więcej niż pewne, że wsiąknę na dłużej :D 

Nie mam pewności jak jest u mnie. Może działa tu podświadome pragnienie sprostania wymaganiom matki - nauczycielki? Bo chyba nie chodzi tu o pobudki patriotyczne... A może po prostu jestem estetą? (tak, jestem) I zależy mi na tym, żeby moje wypowiedzi ładnie wyglądały? 

Trochę mocne słowa tu padły. Indywidualny Obserwator oskarża Polaków! Nie, to nie o to mi chodziło, żeby was oskarżać, Polacy! Jesteście przecież niezastąpieni! Pamiętajmy o poprawności językowej w naszym słowie pisanym, bo jak głosił kiedyś pewien telewizyjny spot reklamowy: "Poprawność językowa źródłem sukcesów w życiu prywatnym i zawodowym!". No proszę, a mówią, że telewizja kłamie :D

A jaką uwagę wy przywiązujecie do poprawności językowej? Staracie się żyć w zgodzie z Ciocią Gramatyką i Wujkiem Słownikiem? (nie jestem paranoikiem! nie chcę do szpitala!) A może znacie jakąś ciekawą anegdotkę lub macie zabawne wspomnienie związane z nieużywaniem poprawnej polszczyzny? Podzielcie się nimi ze mną!

Na koniec przytaczam przykład, który znalazłem na TEJ stronie, jako jeden z anonimowych komentarzy: 

ale, pse pani, tera jezd inacej:
przyszedłem to z daleka, jak z bliska to przyszłem...
a jak pchłem kulom to blisko a jak pchnąłem to hoho a może jeszcze dalej...

Takiej Polski to my nie chcemy, prawda?



piątek, 9 stycznia 2015

Polecam #8 - Iluzjonista


Iluzjonista to jeden z moich ulubionych filmów. Chociaż w jego opisie można przeczytać, że należy do gatunku fantasy, wcale nie odniosłem takiego wrażenia. Oczywiście sztuczki wykonywane przez Eisenheima, czyli tytułowego Iluzjonistę to magia w najlepszym wydaniu, jednak nie przytłaczają one filmu, przez co nie przypomina on tradycyjnego filmu fantasy, lecz niemal historyczny. 

Akcja dzieje się w Wiedniu, na początku XX wieku. Fabuła z początku wydaje się bardzo przewidywalna. Zwykły chłopak z rodziny rzemieślniczej zaprzyjaźnia się, a później zakochuje z wzajemnością w pięknej księżniczce, jednak jej rodzice nie są przychylni temu związkowi. Później para spotyka się w zupełnie innych okolicznościach: on jest znanym w Wiedniu iluzjonistą, a ona narzeczoną następcy tronu Austro-Węgier. 

Fabuła może wydać się przewidywalna. W filmie praktycznie nie ma nieoczekiwanych zwrotów akcji, ale nie brakuje mi ich. Nie są tu po prostu potrzebne. Kiedy jednak będziecie myśleli, że rozgryźliście już fabułę tego filmu i wiecie jak się zakończy, to nie bądźcie zdziwieni! 

Iluzjonista jest idealnym filmem dla każdego, kto lubi kino kostiumowe okraszone delikatną magiczną nutą, z historią miłosną w tle i policją depczącą głównemu bohaterowi po piętach. Świetni aktorzy, delikatna muzyka, świetne wykonanie oraz niesamowity klimat filmu sprawiają, że można przenieść się do świata, który znamy jedynie z pożółkłych rodzinnych fotografii. 

Muzyka z filmu jest wspaniała. Doskonale dopasowana do czasów, w których dzieje się akcja oraz do fabuły filmu. Zapraszam do słuchania.


niedziela, 4 stycznia 2015

POEZJA #2

Znowu przychodzę do Was z wierszem. Mam nadzieję, że się spodoba.

Ze względów technicznych nie publikuję tu tekstów prozatorskich - zawaliłbym całego bloga lawinami tekstu i trudno byłoby tu cokolwiek znaleźć. Jednak znalazłem rozwiązanie tego problemu i już wkrótce czymś się z Wami podzielę! Obiecuję, że Was nie zawiodę.

Przyjaźń, która minęła

Pamiętasz tamte chwile
z naszej wspólnej przeszłości?
Zbyt wiele czasu już minęło,
żeby mówić, że to było prawdziwe.

A może to wszystko było inaczej?
Może to my nie potrafiliśmy 
w końcu zaistnieć naprawdę?
Razem, do końca.

Teraz przeglądam puste karty
naszej wspólnej kroniki.
Coś się popsuło.
Zabrakło w nas prawdy.

Zawsze pojawia się ten ktoś -
niszczący idyllę demon.
Zabija uskrzydlonego ducha.
Nie dość upodlonego?

Tęsknię, bo jestem człowiekiem.
Być może kiedyś dowiesz się o tym.
Teraz nie zasługuję na to, by psuć Ci życie.
Ułożone na nowo, beze mnie.

piątek, 2 stycznia 2015

Polecam #7 - Nie opuszczaj mnie


"Nie opuszczaj mnie" to film, który zdecydowanie możemy zaliczyć do najpiękniejszych i najbardziej wartościowych. Tytuł niektórym sugerował, że to jakaś komedia romantyczna lub po prostu zwyczajny romans. Nic bardziej mylnego. Jest trochę futurystyczny, ale nikt z nas nie chciałby takiej przyszłości. Jednak znakomici aktorzy, tacy jak Carey Mulligan i Keira Knightley sprawiają, że staje się on prawdziwym arcydziełem.

Główni bohaterowie to Kathy, Tommy i Ruth, których poznajemy, kiedy są jeszcze dziećmi. Mieszkają w Hailsham, w szkole z internatem. Są tam praktycznie pozbawieni dzieciństwa. Dorosłości też są pozbawieni. Po opuszczeniu szkoły, ich losy ponownie splatają się jednak ze sobą

Reżyser, w odróżnieniu od literackiego pierwowzoru już pierwszą sceną filmu uzmysławia widzowi, jak to wszystko się skończy. Kazuo Ishiguro w swojej książce pod tym samym tytułem stopniowo wprowadza widzą w realia przedstawionego świata. Delikatnie odsłania przerażającą prawdę. Warto przeczytać najpierw książkę, dać się jej zaskoczyć i przeżyć wszystko wraz z bohaterami.

Film należy obejrzeć. Chociażby po to, żeby docenić jak ulotne, jak kruche może być życie. I trzeba płakać, oglądając go. "Nie opuszczaj mnie" znakomicie łączy piękną, nostalgiczną opowieść o miłości, utraconym dzieciństwie i nieuchronnym dążeniu do tego, co nieuniknione, z bardzo krytyczną oceną współczesnej ludzkiej moralności.

Soundtrack oczywiście być musi. Czasami puszczam sobie tą piosenkę, bo przypomina mi ona własnie ten film, przywołuje emocje i wspomnienia.

EDIT: Byłem niestety zmuszony dać inny obrazek, teraz jest to okładka książki, bo miałem drobne problemy z tamtym - nie wiem dokładnie o co poszło, ale lepiej było je zmienić, bo się nie wyświetlało.