niedziela, 28 czerwca 2015

Polecam #30 - Pieśń lodu i ognia

Na samym początku mówię, że chodzi mi o książkę a nie o serial (chociaż serial także bardzo fajny jest) i chciałbym powiedzieć, że mam ogromny żal do pana Martina, ponieważ "Pieśń lodu i ognia" okazała się fenomenalna i tak mnie wciągnęła, że zaniedbałem przez to mojego bloga. Ogólnie to nie skończyłem jeszcze czytać wszystkich tomów, jestem w trakcie trzeciego, ale na pewno w najbliższym czasie to zrobię. 

Nie mam pojęcia, dlaczego tak bardzo mi się ten cykl książek podoba. Przecież zaledwie luźno zahacza przez preferowaną przeze mnie tematykę, czyli magiczno-fantastyczną, głównie jest to książka o ludziach takich jak my, w niewielkim stopniu o magii, a jednak ma w sobie coś takiego niesamowitego, że wciąga, oj bardzo wciąga i trzeba czytać, czytać i czytać...

Bardzo przypadł mi do gustu nietypowy układ "Pieśni lodu i ognia". Mianowicie każdy rozdział jest napisany z perspektywy innego bohatera i na samym początku wszyscy oni przebywają w jednym miejscu, konkretnie w Winterfell, więc wiadomo, gdy wszyscy narratorzy (jest ich około dziesięciu) są razem, to niewiele się może zdarzyć, bo akcja toczy się praktycznie w jednym miejscu. I tu Martin zadziwia po raz pierwszy, bo akcja toczy się od samego początku, ciągle coś się dzieje Intrygi nie ustają nawet na moment, a jedynie wzmagają się. Natomiast gdy wszyscy bohaterowie rozejdą się już po całej krainie Westeros, to automatycznie pojawiają się kolejne miejsca akcji. 

Nie chcę zdradzać zbyt bardzo fabuły, zresztą byłoby to trudne, bo jest ona dość złożona. Powiem może tyle, że Westeros jest krajem złożonym z kilku takich dość autonomicznych prowincji, które kiedyś były niezależnymi królestwami i sytuacja polityczna w tym państwie wygląda dość niestabilnie, tym bardziej, że w stolicy każdy coś knuje, każdy spiskuje i kombinuje i ostatecznie nie wiadomo, kto na Żelaznym Tronie będzie zasiadać, a królów przez pewien moment było pięciu, z tego co pamiętam.

Moją ulubioną postacią w tej serii jest Daenerys Targaryen, co podobno jest dość dziwne, bo raczej czytelnicy jej nie lubią (podobno). Ja ją lubię, bo jest silną, niezależną kobietą, która walczy o to, co się jej należy i mam nadzieję, że na sam koniec to właśnie ona zostanie królową. No i przede wszystkim Daenerys ma smoki. 

Jestem pewien, że każdy coś o "Pieśni lodu i ognia" słyszał. Serial jest bardzo popularny. Piszcie, czy ta historia zafascynowała Was tak samo jak mnie! 

sobota, 20 czerwca 2015

Polecam #29 - Amelia


Ten film zdecydowanie mogę nazwać filmem mojego życia. Rzadko się zdarza, żeby jakiś film tak bardzo zapadł mi w pamięć i w serce jak właśnie "Amelia", ale oglądałem go już wielokrotnie i jeszcze nigdy mi się nie znudził. Ogólnie to jego największym atutem jest klimat, którego ja nie spotkałem już nigdzie indziej. Film jest jak baśń, cudowna historia, do tego genialna muzyka, Paryż no i Adurey Tautou. Niesamowity nastrój, w jaki wprowadza mnie ten film za każdym razem, gdy go oglądam jest uczuciem nie do opisania.

Amelia, tytułowa bohaterka to dziewczyna, która miała dziwne dzieciństwo. Jej matka była nerwowa, a ojciec ponury. Sprawiło to, że dziewczynka lubiła uciekać do strefy marzeń i to nawet kiedy dorosła. Pewnego dnia, Amelia zupełnie przypadkowo znajduje w swoim mieszkaniu szkatułę ze "skarbem" pozostawionym tam przez chłopca, który kiedyś tam mieszkał i postanawia odnaleźć, dorosłego już, właściciela tego pudełka. 

"Amelia" jest klasyfikowana jako komedia romantyczna. I jest to prawda, jednak dla mnie jest to po prostu przepiękna historia. Zachwyca przede wszystkim Paryż, jego urocze kawiarenki, sklepiki, malownicze uliczki, stacje metra i secesyjne kamieniczki jak z pocztówki oraz muzyka w stylu retro. "Amelia" pozwala się oderwać od rzeczywistości, zatracić w niezwykłym świecie i chociaż na chwilę zapomnieć o trudach codzienności. Ja stoję murem za tym filmem i myślę, że przeżyłem dzięki niemu najpiękniejsze chwile mojej filmowej przygody. Tradycyjnie, korzystając z okazji, zapraszam do oglądania Domu Jabłońskich *LINK* tych, którzy jeszcze nie widzieli, no i zapraszam na zwiastun!

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Polecam #28 - Requiem dla snu


Opornie zabierałem się za ten film. Nie wiedziałem czy mi się spodoba, nie wiedziałem czy mam ochotę oglądać smutną historię o ćpunach. Miałem jednak ochotę i każdy powinien ją mieć, bo warto ten film obejrzeć i to jak najszybciej. Przede wszystkim zwrócę uwagę jego rolę edukacyjną. Tyle się mówi, że narkotyki to ZUO i że nie nie wolno, bo nie. No i na pewno zakaz starego belfra młodego człowieka przed czymkolwiek powstrzyma. Ja się pytam, dlaczego takiemu młodemu człowiekowi nie puścić tego filmu? Od razu się odechce ćpania do końca życia.

Ogólnie głównymi bohaterami są: Harry, jego matka, jego dziewczyna i jego przyjaciel. Każdy z nich wkracza w świat narkotyków bardziej lub miej świadomie, lecz z tego świata nie ma ucieczki. Ten film w strasznie dosłowny i brutalny sposób przedstawia skutki brania narkotyków. Pokazuje ogromne cierpienie głównych bohaterów, ich walkę, emocje oraz porażkę. No bo jak wszyscy wiemy, z narkotykami nie da się wygrać. Requiem dla snu uzmysławia widzowi to wszystko, pokazuje tą samą historię z perspektywy czterech różnych osób. Niektóre sceny są pełnie niepokoju, bardzo dynamiczne. To jest symboliczne przedstawienie umysłu takiej osoby na głodzie narkotykowym, jakby mało był jeszcze dosłownych sytuacji.

Ja gdzieś wyczytałem, że po obejrzeniu Requiem, nie będę już tym samym człowiekiem i będę zbierał szczękę z podłogi. No jakoś nie zbierałem i jestem tą samą osobą, no ale jakoś na mojej psychice się to wszystko odbiło, bo miałem małego doła po tym filmie, chociaż ćpunem nie jestem i nałogów nie mam, więc pewnie dlatego aż tak bardzo mnie film nie ruszył. Jednakże mimo to, wywarł on na mnie niesamowite wrażenie, bardzo się przejąłem losem tych bohaterów, strasznie smutna historia no i Jared Leto po raz kolejny mnie nie zawiódł. Soundtrack, który zna chyba każdy - genialny!


wtorek, 9 czerwca 2015

TAG #10 - Liebster Blog Award

Za nominację dziękuję serdecznie autorce TEGO bloga i bez zbędnych wstępów, od razu przechodzę do odpowiadania na pytania. Aha, nie nominuję nikogo, tradycyjnie, bo mi się nie chce. 

#1 Książka czy film?
Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Kocham książki i kocham filmy, ale są dwie zupełnie inne kategorie sztuki i ja staram się ich ze sobą nie porównywać. Posłużę się przykładem chociażby Harrego Pottera. Moja przygoda z nim zaczęła się od filmu, który oglądałem jak byłem mały, chciało mi się spać i nie ogarniałem co się dzieje na ekranie, jednakże zauroczył mnie i szybko sięgnąłem po książki, które przeczytałem wszystkie. Potem znów filmy, książki i tak kilka razy. Nie potrafię powiedzieć co było lepsze, uwielbiam oba. Nawet wczoraj oglądałem II część Insygniów Śmierci, porównywałem sobie niektóre momenty z książką i stwierdzam, że oba są dobre, więc moja odpowiedź na pytanie brzmi: jedno i drugie.

#2 Czy potrafisz biegle posługiwać się obcym językiem?
Chamskie pytanie :P Nie, nie potrafię, chociaż z drugiej strony nie wiem. Z angielskiego byłem uczniem raczej czwórkowym, ale nie miałem nigdy okazji z nikim po angielsku rozmawiać, więc nie wiem ostatecznie. 

#3 Trzy rzeczy, z którymi nie jesteś w stanie się rozstać?
Laptop, czytnik i słodycze ^^

#4 Twój życiowy cel?
Żaden konkretny. Ktoś mi kiedyś mówił, że powinienem to sprecyzować, ale ja nie chcę. Staram się po prostu być szczęśliwym, ale myślę, że za taki swojego rodzaju cel mogę uznać na pewno chęć usamodzielnienia się, zrobienia gruntownego remontu mojego domu, by urządzić go "po mojemu" i zwiedzenia świata. No a przede wszystkim, walki z przemijaniem. O, czyli jednak mam życiowy cel :D

#5 Dom na wsi, czy mieszkanie w bloku?
Jeszcze wczoraj powiedziałbym, że mieszkanie w bloku, ale jednak mieszkania to ograniczenia budowlane, hałas i różne inne przeszkody, więc wybieram dom na wsi, ale z ogrodnikiem albo jakąś nadpobudliwą ciotką, bo nienawidzę prac ogrodowych i żadne siły tego świata nie zmuszą mnie do pracy w ogrodzie.

#6 Jaki masz typ osobowości według Enneagrama? 
Czuję dumę odpowiadając na to pytanie, bo wydaje mi się, że jest ono specjalnie dla mnie wymyślone. Otóż, według Enneagrama, mój typ osobowości to Indywidualista Obserwator, bo manifestuje mój nick oraz nazwa mojego bloga. Wszystkich zainteresowanych odsyłam do strony, gdzie mogą sobie zrobić Enneagram *KLIK* bo jest to wybitny psychotest! 

#7 Cecha, której nie tolerujesz w ludziach?
Jest wiele takich cech, ale stwierdziłem ostatnio, że wszystkie one biorą się tak naprawdę z jednej, jedynej, najgorszej - z głupoty. Więc mogę uznać, że nie toleruję w ludziach głupoty (właśnie oświadczyłem, że nie toleruję przerażającej większości ludzi tego świata, to dość przerażające).

#8 Twój słaby punkt?
Podobna sytuacja jak powyżej - jest wiele takich punktów (a co, myśleliście już, że głupota?). Najbardziej jednak nie lubię w sobie lenistwa i braku wytrwałości w tym, co postanowię. 

#9 Szczera prawda czy słodkie kłamstwo?
Zależy. W towarzystwie raczej nie chciałbym być potraktowany brutalną prawdą, jednak podczas rozmowy w cztery oczy naiwne kłamstewka byłyby dość chamskie. 

#10 Ulubiona potrawa?
Zdecydowanie mogę stwierdzić, że lubię wszystkie normalne rzeczy (za nienormalne uznaję czerninę, salceson i inne paskudztwa) a najbardziej PIZZĘ!

#11 Twoje życiowe motto?
Ostatnio miałem takie niecenzuralne "Wyjebane miej i się śmiej!", ale ostatnio miałem nawet takie nowe, nie takie szalone, bardziej normalne i wydawało mi się fajne, ale zapomniałem jakie to było, więc pozostaję przy starym. 

sobota, 6 czerwca 2015

Polecam #27 - Mr. Nobody


To najdziwniejszy i najbardziej pokręcony film, jaki widziałem w życiu, ale z całą pewnością mogę też stwierdzić, że jeden z najlepszych. Ciężko jest to ogarnąć, naprawdę, ale kiedy już człowiek przyzwyczai się do tego, jak ten film jest stworzony, to okazuje się, że jest świetny, naprawdę świetny. Łatwo się w nim jednak pogubić i wiem, że nie każdemu będzie się chciało przez dwie i pół godziny oglądać kilka poplątanych alternatyw życia tego samego człowieka.

Mr. Nobody to historia, a właściwie kilka historii, zwyczajna. Zwykłe życie, zwykłego człowieka, a konkretnie skutki poszczególnych decyzji. Kiedy Nemo Nobody stoi przed trudnym wyborem, decyduje się na jedno i drugie. Takich decyzji, a co za tym idzie, alternatywnych rzeczywistości jest w filmie dość dużo, ale na szczęście nie wszystkie są szczegółowo rozwijane. No i cały film to urywki z tych różnych żyć, które się przeplatają, łączą i gmatwają tworząc coś absolutnie wspaniałego i dziwnego. Ten film to bardzo luźna zabawa czasem i przestrzenią. Czasami zupełnie nie nie widać różnicy między snem i jawą, rzeczywistością i marzeniem, wizją i prawdą, czy przeszłością i przyszłością.

Ten film jest zdecydowanie wart obejrzenia, chociaż wymaga dość dużo skupienia i zastanawiania się, do jakiej z pokazanych wcześniej rzeczywistości należy dana scena. Dodam jedynie, że zakończenie trochę wyjaśnia, ale też tworzy nowy, zdumiewający wymiar, więc aby się przekonać, trzeba film obejrzeć. Warto też wspomnieć Jareda Leto, odtwórcę głównej roli. Myślę, że świetnie sobie z tym filmem poradził czyniąc go jeszcze lepszym. Tradycyjnie, zapraszam na zwiastun. Przy okazji, zapraszam do zwiedzania Domu Jabłońskich, kto jeszcze nie obejrzał :)


piątek, 5 czerwca 2015

Gadanie #9 - Wulgaryzmy

Ciocia Wikipedia twierdzi:
Wulgaryzm - wyraz, wyrażenie lub zwrot uznawany przez użytkowników danego języka jako nieprzyzwoity, ordynarny. Używanie wulgaryzmów uważane jest za przejaw wywyższania się i świadczy o bardzo niskiej kulturze osobistej.  

Indywidualny Obserwator twierdzi:
Wulgaryzm - brzydkie słowo :)

Zastanawiałem się długo jak ugryźć ten temat. Wulgaryzmów używamy wszyscy: czasami stosujemy je zamiast przecinka w zdaniu, czasami powiemy niechcący, czasami staramy się ograniczać, czasami chcemy się po prostu w ten sposób wyżyć. Używanie wulgaryzmów zależy od środowiska w jakim żyjemy. Wiadomo, że w szkołach często się słyszy takie wyrazy, w domach raczej rzadko, bo zwykle młodzież stara się, żeby rodzice nie słyszeli takich słów. No właśnie, czyli się ich wstydzimy. Ale z drugiej strony, bywają sytuacje, gdzie wulgaryzmy są przejawem szpanu, czy lansu. Czym tak naprawdę są wulgaryzmy?

Są to brzydkie słowa, po prostu. Świadczą o braku kultury, koniec, kropka. Ja jednak używam wulgaryzmów kiedy się wkurzę i nie odczuwam jakoś szczególnie bólu z tego powodu. Trudno, jak jestem wkurzony, to nie zależy mi zbytnio na byciu kulturalnym. Na blogu za to staram się to poprawne słownictwo zachować. W sumie to nawet się nie staram, przychodzi mi to całkowicie naturalnie. Uważam, że jest to miejsce, gdzie w pewien sposób tworzę kulturę i chciałbym zachować tu pewien poziom. 

Czy jednak powinniśmy się wstydzić tego, że używamy wulgaryzmów w mowie codziennej? Tyle się mówi o tym, żeby być sobą. Skoro rozmawiając z kumplami używamy różnych siarczystych słów, to dlaczego ograniczać się przy rodzicach, dziadkach, nauczycielach? Trzeba być sobą! Otóż, nie. Tutaj dokładnie widać, jak ważny jest umiar. Oczywiście, możemy sobie przeklinać przy nauczycielach, ale każdy doskonale wie, jak to się skończy. Trzeba zatem schować dumę i językowe przyzwyczajenia do kieszeni i zachowywać się jak należy. Problem zaczyna się u ludzi, którzy mają z tym problem i "wymyka" im się coś nieustanie z ust podczas rozmowy. Wtedy to naprawdę bywa kiepsko :P

Piszcie jak u Was z wulgaryzmami. Co o nich sądzicie? Używacie ich czy nie? Uważacie, że używanie to wstyd, czy szpan? Czekam na Wasze opnie.