poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Wakacyjne Wyzwanie Książkowe

Chociaż moje wakacje będą trwały jeszcze miesiąc, to podsumuję je już teraz, bo większość osób właśnie je skończyło. Otóż, w czwartek, 16 lipca 2015 roku Zizi z TEGO bloga nominowała mnie do wzięcia udziału w nowej zabawie, która miała polegać na zapisywaniu wszystkich książek, które się przeczytało w czasie wakacji. Dla mnie był to jeden z wielu powodów, żeby czytać więcej, bo nie chciałem zrobić sobie wstydu, że mało przeczytałem :D Bez zbędnego przedłużania przejdę do książek. Postaram się o każdej krótko coś powiedzieć. Książek wyszło mi 10, co nie jest jakąś rekordową liczbą, ale jak na dwa miesiące to całkiem niezłą!

Aha, zapomniałbym! Moje wakacje rozpoczęły się już pod koniec kwietnia, ale wyzwanie realizuję tylko w granicach lipca i sierpnia, więc żeby nie było, że od kwietnia aż do teraz przeczytałem tylko 10 książek. Lubię pisać białym kolorem, hihi! Uwaga dla ciekawskich: od kwietnia do teraz przeczytałem 18 książek - poniższe + Trylogia Czarnego Maga + Gra o Tron, Starcie Królów, Nawałnica Mieczy + W Dolinie Muminków, Opowiadania z Doliny Muminków. 

Skradzione Dusze - Terry Goodkind 

Nie wiem już nawet, który to jest tom "Miecza Prawdy", chyba 14, nie licząc kilku prequeli. Całkiem niedawno został wydany w Polsce, więc jego czytanie przypadło mi akurat na wakacje. Ogólnie po lekturze miałem focha na autora, bo zabił za dużo bohaterów i wydaje mi się, że szykuj się dość smętne zakończenie całej serii, no ale Terry już nie raz mnie zaskoczył, więc jestem dobrej myśli.

Lato Muminków, Tatuś Muminka i morze - Tove Jannson

Muminki są jak "Mały Książę", posiadają symboliczne znaczenie, więc nie są książkami tylko dla dzieci. Ja praktycznie co rok czytam wszystkie książki o nich i jeszcze nigdy mi się nie znudziły, za to skutecznie poprawiają mi humor i przepełniają nową energią do działania. 

Wielki Gatsby - Francis Scott Fitzgerald

Po tą książkę sięgnąłem, bo zachwyciłem się filmem. Akcja dzieje się w latach 20. XX wieku w Nowym Jorku, historia jest niesamowita, opowiada o tym, że nie wystarczy mieć pieniądze, aby należeć do społecznej elity.

Uczta dla wron, Taniec ze smokami - G. R. R. Martin 

Kiedy pisałem recenzję pod koniec czerwca, byłem dopiero po trzech pierwszych tomach lektury. Dwa kolejne okazały się jeszcze ciekawsze niż poprzednie, aż się boję czym pan Martin zaskoczy nas w dwóch ostatnich tomach. Ogólnie książki są cudowne, pomimo, że magia, którą uwielbiam odgrywa w nich marginalną rolę i polecam je każdemu. 

Misja Ambasadora - Trudi Canavan

Pierwszy tom "Trylogii Zdrajcy" był bardzo ciekawy, akcja wartko się toczyła i miło było ponownie spotkać dawnych bohaterów, jednak nie spełnił do końca moich oczekiwań. Mimo to, przeczytam kolejne tomy trylogii, bo jestem ciekawy, jak potoczą się losy bohaterów 

Uczennica Maga - Trudi Canavan

Recenzję tej książki mam już dla Was przygotowaną, wiec powiem o niej tylko tyle, że wkrótce ją dodam :D 

Ostatnie życzenie, Miecz przeznaczenia - Andrzej Sapkowski

Już jakiś czas temu mówiłem, że zabrałem się za czytanie "Wiedźmina" i chociaż książki początkowo mnie wciągnęły, to w miarę upływu czasu zniechęcały coraz bardziej i dzisiaj wiem, że pozostałych tomów nie przeczytam. W tych książkach odrzuciło mnie to, że nic nie było powiedziane wprost i wielu ważnych faktów trzeba się było domyślać. Nie lubię takich rzeczy - od książek fantasy oczekuję przede wszystkim dobrej rozrywki, a nie wielkich rozkmin. Po lekturze "Wiedźmina" mam wrażenie, że jestem głupi - a mi się po prostu nie chciało myśleć. 

sobota, 29 sierpnia 2015

Polecam #34 - Życie jest piękne


Eh, dziś miała być premiera pierwszego posta z serii "Kulinarnie". Mam już wszystko napisane, brakuje mi tylko zdjęć. A moja kochana rodzina tymczasem ostro wzięła się za gotowanie, co uniemożliwia mi dopchanie się do kuchni. Ale mam nadzieję, że w tygodniu będzie trochę luzu i uda mi się to zrobić, wykonać zdjęcia i dodać w końcu ten pierwszy post.

Po "Życie jest piękne" sięgnąłem za namową Dread Nogitsune i przyznam się, że trochę się bałem, bo jeszcze nigdy nie oglądałem żadnej włoskiej produkcji, no i przede wszystkim lubię tematyki wojennej i holocaustu, gdyż takie rzeczy mnie zawsze dołują. W tym przypadku nie zawiodłem się jednak. Spodziewałem się iście wybuchowej mieszanki - zrobić film o obozach koncentracyjnych w komediowej konwencji, to jest naprawdę ogromny wyczyn i byłem go jednocześnie bardzo ciekawy.

Zaczęło się niewinnie, bardzo zabawnie i komediowo. Praktycznie cała pierwsza połowa filmu była utrzymana w tym klimacie. Główny bohater, Guido Orefice, z pochodzenia Żyd poznaje Dorę i usiłuje zdobyć jej serce. Przy okazji, daje się poznać jego niesamowity sposób bycia. Dla Guido życie jest jednym wielkim komediowym skeczem. Wydaje się nie zauważać okrucieństwa otaczającego go świata i dyskryminacji, której doświadcza. Potem zaczynają się trudności. Guido, Dora i ich syn Giosue zostają wywiezieni do obozu koncentracyjnego i znajdują się w ogromnym niebezpieczeństwie. Główny bohater jednak nie zmienia sposoby bycia. Rozmawia z synem, jakby ich pobyt w obozie był jednym wielkim reality show, w którym każdy chce zdobyć pierwszą nagrodę.

Giudo nie jest jednak idiotą - zdaje sobie sprawę z rozpaczliwości sytuacji, w jakiej znalazła się jego rodzina, przez co według mnie zasługuje na ogromny podziw, bo zdołał zachować zimną krew w przypadku takiego zagrożenia. Wszystko co zrobił dla swojego syna, by oszczędzić mu przykrych wydarzeń i zniszczonej psychiki jest naprawdę niesamowite i wzruszające. Film "Życie jest piękne" nie okazał się komedią, jak spodziewałem się na początku. Guido robił dobrą minę do złej gry, ale aż zbyt wyraźnie można był dostrzec dramat, w centrum którego się znalazł.

"Życie jest piękne" zdecydowanie zaliczę do dobrych filmów. Ma wspaniałe przesłanie i jest cudownie wykonany. Warto go obejrzeć, chociażby po to, żeby się przekonać, że nie dla każdego pobyt w obozie koncentracyjnym okazał się dramatem. Ja się naprawdę wzruszyłem. Zapraszam na zwiastun! Zajrzyjcie też na Indywidualnego Literata - w każdą sobotę ciąg dalszy mojej historii!

czwartek, 27 sierpnia 2015

Kulinarnie #0 - Kilka słów na początek.

Witam wszystkich w zupełnie nowej serii na Indywidualnym Obserwatorze. Jest to odcinek zerowy, więc żadnego przepisu tutaj nie zamieszczę, a tylko kilka słów wstępu, które uważam, że muszą się znaleźć, a nie chciałem ich dodawać do pierwszego posta, bo wyszedłby po prostu za długi. Jak widzicie, nie jestem gołosłowny - niedawno zapowiedziałem zmiany i już wprowadzam je w życie. 

Daleko mi do profesjonalizmu. Ba, rzadko nawet mam okazję gotować - do liceum chodziłem z internatem, a weekendy rzadko miewałem czas - ale zawsze uwielbiałem eksperymentować w kuchni. Moim znakiem rozpoznawczym jest wykorzystywanie produktów sezonowych i tych z własnego ogrodu - uwielbiam świeże, zdrowe warzywa, dlatego chętnie z nich korzystam. Obecnie na przykład mój ogród obfituje w cukinie, ziemniaki, pomidory i cebulę. Niedawno zaczęły też owocować maliny, więc na pewno te warzywa u siebie wykorzystam.

Lubię gotować z własnych przepisów - odczuwam wtedy satysfakcję, że nie tylko coś ugotowałem, ale też wymyśliłem, lecz niestety nie zawsze mam ku temu okazję. Często po prostu wykorzystuję przepisy, które dostałem gdzieś od kogoś, znalazłem w gazecie, w telewizji bądź w Internecie, ale lubię je też modyfikować - dodawać do nich indywidualne akcenty i tworzyć zupełnie nowe smaki.

Preferuję kuchnię prostą, szybką i tanią. Nie lubię przesadzać z ekstrawagancją, bo jaki jest sens używania nie wiadomo jak drogich i trudno dostępnych przypraw, skoro takiego przepisu nikt później nie będzie mógł u siebie powtórzyć właśnie przez brak składników? No żaden. Dlatego staram się używać rzeczy, które każdy ma w domu, ogrodzie, albo pobliskim sklepie. 

Mam nadzieję, że zdjęcia, które zamieszczę, zaspokoją Wasze oczekiwania. Wiem, że jakość nie jest najlepsza, nie znam się zbytnio na fotografii, ale wszystko ważne powinno być uwzględnione. Liczę, że przypadną Wam do gustu moje przepisy, że zainspiruję Was do eksperymentowania w kuchni i bardzo chciałbym, żebyście napisali mi, jak smakowało dane danie, jeśli już je ugotujecie! Zapraszam do kuchni!

wtorek, 25 sierpnia 2015

Gadanie #12 - Zmiany, zmiany, zmiany...

Zacznę może od paru ogłoszeń. Postanowiłem nie robić już na blogu żadnych tagów o książkowej tematyce. Uznałem po prostu, że czytam w sumie za mało książek, ciągle w tych tagach przewijają się u mnie te same tytuły i nie chcę Was tym wszystkim zanudzić. Ale oczywiście na wszelkie nominacje odpowiem. W komentarzu pod postem osoby, która mnie nominowała. Poza tym, gram ostatnio bardzo dużo w simsy i szykuję się do pokazania Wam jakiegoś domku. Póki co, zapraszam jeszcze raz do zapoznania się z Domem Jabłońskich, bo jestem naprawdę z tej posesji dumny. No i oczywiście zapraszam do czytania "Marline Abraccius", mojej opowieści. 

Ten post tak naprawdę powstał po to, bo chciałbym trochę przybliżyć Wam moje drobne plany na najbliższą przyszłość, chciałem gdzieś zamieścić powyższe ogłoszenia no i mam do poruszenia kilka drobniejszych spraw.

Przede wszystkim, od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie, żeby się Wam pokazać. Chciałbym wstawić tu jakieś fotki, żebyście wiedzieli jak wyglądam i jak mi z oczu patrzy, ale jeszcze się waham. Od początku wiedziałem, że taki moment nadejdzie, chociaż z założenia ten blog miał być anonimowy, chciałem na zawsze pozostać Indywidualnym Obserwatorem, lecz niestety, świat się zmienia - ja i mój blog także, stąd taka, a nie inna decyzja. W każdym razie, zanim mnie zobaczycie, czekam jeszcze na parę zmian w moim wyglądzie. I nie mam na myśli schudnięcia, bo osiągnąłem już praktycznie swoją wymarzoną wagę. Teraz zapuszczam brodę od dwóch tygodni, więc musicie poczekać, aż urośnie :D Wtedy Wam się pokażę, obiecuję :) Na początku, jak chodziłem do szkoły, to bałem się tu pokazać, bo myślałem, że osoby z mojej szkoły tą stronę znajdą, że będą wyśmiewać, ale teraz ten problem zniknął - nie mam się czego bać, bo szkołę skończyłem, nic już mnie nie obchodzi, co o mnie pomyślą. A to otworzyłoby przede mną zupełnie nowe możliwości. 

Skoro rozpoczynam tak radykalne zmiany na blogu, chciałbym też wprowadzić kulinaria, od których marzę od dawna. Uwielbiam gotować i eksperymentować w kuchni, i chętnie się z Wami moimi ulubionymi przepisami podzielę :D Tak naprawdę, to od początku istnienia tego bloga miałem w planach coś takiego zrobić. Niestety, nie wyszło, więc najwyższy czas to zmienić!

Jak widzicie, zmian szykuje się dużo - chcę się pokazać, chcę gotować, chcę jeszcze więcej pisać, budować domy w simsach, no i oglądać więcej filmów! Bo mimo, że planuję tyle nowych rzeczy, to recenzje ciągle się będą pojawiały, chociaż nie gwarantuję, że tak często jak do tej pory :D Zmiany są potrzebne, człowiek musi się rozwijać, nieustannie. Mam tylko nadzieję, że nie zabraknie mi na te rzeczy czasu, w końcu zaczynam też studia!

środa, 19 sierpnia 2015

Polecam #33 - Pan od muzyki



Francuskie kino ma jednak w sobie coś tak wyjątkowego, że aż trudno to określić. "Pan od muzyki" to film, który wzruszył mnie do granic możliwości i gwarantuję, że powinien zachwycić każdego. Porównywałbym go nawet z Amelią, moim dotychczasowym numerem 1, jeśli chodzi o filmy. Klimat jest wybitny - czarujący, trochę magiczny i wzruszający. Iście francuski. No i muzyka, zdecydowanie zasługuje na oklaski.

Fabuła jest wręcz perfekcyjna - nauczyciel muzyki w średnim wieku przyjeżdża do szkoły z internatem dla trudnych dzieci. Realia są smutne, dzieci wyglądają biednie i nieszczęśliwie, szkoła jest brzydka, a dyrektor sadystycznym potworem, który potrafi tylko karać. Pan od muzyki wierzy jednak, że w tych zdemoralizowanych dzieciach może kryć się dobro, że nawet wśród społecznego marginesu można znaleźć wielki talent. Zresztą, muzyka łagodzi obyczaje. Przy okazji, warto zwrócić uwagę na zniewalający soundtrack.

"Pan od muzyki" to dzieło, które wciąga swym romantyzmem i sentymentalnością od początku do samego końca, a uczniowie szkoły wzbudzają litość. Lecz także tu zakradły się drobne błędy, które według mnie jednak nie psują filmu, a wręcz dodają mu uroku i magii. No bo przecież to co najmniej dziwne, że chór, który założył w szkole  nauczyciel śpiewa tak perfekcyjnie, czysto, na wiele głosów i bezbłędnie takie utwory, ale jak powiedziałem, dodaje to tylko filmowi wdzięku i na pewno nikogo nie zrazi, a wręcz zachwyci.

A jakie film niesie za sobą przesłanie? Że każdemu należy się druga szansa - nawet pozornie skazane na porażkę, biedne dzieci ze szkoły z internatem mogą coś w życiu osiągnąć, że marzenia się spełniają, że nawet wśród zakał społeczeństwa może się kryć wielki talent. Film nie jest długi, 89 minut, ale bardzo wzruszający. Dobrze się składa, że jest dostępny na YouTube, więc włączamy HD i oglądamy!

Korzystając z okazji, chciałbym porównać go z innym filmem "Szkoła dla łobuzów". To niesamowite, jak dwa, tak podobne do siebie tematycznie filmy mogą się różnić. Zupełnie inne spojrzenie na problem. "Pan od muzyki" to piękna, wzruszająca i magiczna historia, "Szkoła dla łobuzów" to zdecydowanie smutna, trudna produkcja, podczas której co wrażliwsi na pewno zaleją się łzami. Dwa zupełnie inne punkty widzenia. 


Oczywiście zapraszam na mój BLOG LITERACKI, gdzie pojawił się już pierwszy rozdział mojej historii.

czwartek, 13 sierpnia 2015

TAG #13 - Serialowo-książkowy

Za nominację dziękuję serdecznie Dread Nogitsune, autorce TEGO bloga. Zwlekałem z tym tagiem miesiąc, ale to dlatego, że musiałem go troszkę zmodyfikować na własne potrzeby ^^ Z racji tego, że seriali nie oglądam (są nieliczne wyjątki), zamieniłem je na filmy - mam nadzieję, że autorka tagu nie obrazi się o to na mnie :D Zaczynamy!

Książka/film, które sprawiły, że oczy Ci łzawiły jednocześnie ze śmiechu, wzruszenia i bezradności.

W sumie trudno jest mnie doprowadzić do płaczu ze smutku, prędzej ze wzruszenia właśnie i jeśli chodzi o film, to przychodzi mi na myśl "Pan od muzyki" - świetna, francuska produkcja, trochę smutna, trochę wesoła, mam już napisane o nim notkę, która czeka na publikację :D Z książką to już będzie trudniej coś wymyślić i przychodzi mi na myśl "Wielki mistrz" Trudi Canavan - czytając tą książkę pojawiał się na moich ustach uśmiech, było wzruszenie no i oczywiście bezradność, więc pasuje jak najbardziej.

Książka/film, które Twoim zdaniem powinny być o wiele bardziej znane.

Tu będę jednoznaczny - "Wielki Gatsby" zarówno książka jak i jej ekranizacja - obie są genialne, film mogę oglądać w nieskończoność, lekturę książki mam już za sobą i na pewno do niej wrócę, a opowieść ta jest tak wspaniała, że zdecydowanie więcej ludzi powinno ją znać.

Bohater książkowy/filmowy, wobec którego masz mieszane uczucia.

Nie wiem, na kogo się zdecydować, tyle ich jest. W przypadku filmu będzie to Kobieta w Czerni z filmu pod tym samym tytułem. Nie rozumiem jej, bo w pierwszej części dostała to, czego chciała, a w drugiej dalej szalała i chociaż lubię ją, bo zapewniała naszym bohaterom rozrywkę w domu, gdzie straszyła, to mam jej to też za złe. Za to bohaterem książkowym jest Daenerys Targaryen. Zawsze ją lubiłem, uważałem, że to idealna osoba, która powinna zasiąść na żelaznym tronie, ale odkąd osiadła w Meereen, zaczęła mnie bardzo poważnie denerwować swoimi decyzjami i dziecinnością, lecz mimo to wciąż ją lubiłem i tak dziwnie się z tym czułem. 

Książka/film których kontynuacji byś pragnął. 

Omg, wszystkich! W przypadku filmu, Amelii, ale tylko jeśli film zachowałby klimat pierwszej części, bo uważam, że tytułowa Amelia jest tak ciekawą osobą, że jeden film o niej to za mało, a w przypadku książek to kiedyś powiedziałbym, że Harry Potter, ale już się z tym pogodziłem, że tylko 7 tomów jest i po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że żadnej. Dobrze jest, jak jest. Na świecie jest dużo książek do przeczytania i jedyne co mógłbym powiedzieć, to pragnąłbym lepszej kontynuacji "Miecza Prawdy", bo kontynuacja jest, ale mnie nie zadowala do końca :P

Książka/film, które polecił Ci członek rodziny.

Tym razem od książki zacznę. Jest to "Władca Pierścieni", byłem wtedy mały, książkę polecił mi kuzyn, za co jestem mu dozgonnie wdzięczny do dnia dzisiejszego. A filmu chyba takiego nie ma, w każdym razie nie przypominam sobie. No, chyba że mogę brać pod uwagę, że mama poleciła mi "Robinsona Crusoe", bo to jej ulubiona książka, ale i tak bym ją przeczytał, bo to lektura a w tamtych czasach lektury się jeszcze czytało :)

Książka/film, które niejednokrotnie Cię zaskoczyły.

Zaskoczyło mnie postępowanie Idy z filmu pod tym samym tytułem. Taka grzeczna prawie zakonnica, a jednak postanowiła wszystkiego w życiu spróbować. Ale w sumie jej ciotka miała rację, że co to za wyrzeczenie, jeśli się niczego nie próbowało. A książką (właściwie serią), która mnie nieustannie zaskakiwała była "Pieśń lodu i ognia", szczególnie śmierci głównych bohaterów, bo wydawało mi się niesłychane i nielogiczne, żeby główny bohater umierał w książce, ale potem to była już jak rutyna... 

Książka/film, które pozytywnie Cię zaskoczyły, bo nie spodziewałeś się po nich zbyt wiele. 

W sumie nie wiem, bo zazwyczaj właśnie dużo się spodziewam. Ale w przypadku książki wymienię "Wiedźmina" (czytam dopiero drugi tom, ale mi się podoba), do którego byłem mega uprzedzony, ale czytam i bardzo mi się podoba. W przypadku zaś filmu wymienię "Służące", do których też byłem źle nastawiony, wydawało mi się to głupie i dopiero w szkole musiałem obejrzeć i się mega pozytywnie zaskoczyć.

Książka/film, których sukcesu nie potrafisz zrozumieć.

Cudowne pytanie! "50 twarzy Greya" zarówno książka jak i film. Dla mnie beznadzieja, a liczyłem, że to będzie super, skoro pół świata się tym jara, no ale się przeliczyłem. "Gwiazd naszych wina" - tylko film, który skutecznie odstraszył mnie od książki - też się przeliczyłem, a wszystkim wokół się podobało. Dla mnie to było nudne jak flaki z olejem. No i ostatni rodzynek to "Paranormal Acitivity" - może powiem trochę wulgarnie: nudne jak sranie. Dziękuję bardzo :) 

Książka/film, po które raczej byś nie sięgnął, gdyby nie intrygujący, enigmatyczny tytuł.

No to jedziemy. Film - "Strasznie głośno, niesamowicie blisko". Przyznajcie, że ten tytuł brzmi intrygująco :P No a książka to "Arktyczna Mgła" Clive'a Cussler'a. Tytuł mnie zachęcił, książka mi się spodobała i dzięki niej sięgnąłem też po inne dzieła tego autora - fajne były. 

Bohater, którego lubisz mimo jego trudnego charakteru.

To trudne pytanie, bo czym jest trudny charakter, tak właściwie? Myślę, że jeśli o książkę chodzi to Akkarin z "Trylogii czarnego maga" Trudi Canavan. Co prawda mnie tam jego charakter odpowiadała, ale dla innych bohaterów trylogii był tajemniczy do granic możliwości, co na pewno nie było przyjemne w prowadzeniu relacji. No, ale lubię go. W przypadku filmu, to będzie Clementine Kruczynski, bohaterka filmu "Zakochany bez pamięci". Jest to pierwsza osoba, która przyszła mi na myśl, ale pasuje. Jej charakter był bardzo wkurzający, lecz mimo to ją polubiłem. 

Książka/film, do których masz ogromny sentyment.

Miecz Prawdy! Mam taki sentyment, że mam symbol z tych książek w awatarze i mam poważny zamiar wytatuować to sobie na nadgarstkach! Kocham tą sagę, mogę czytać w nieskończoność, jest cudowna. Jeśli zaś chodzi o film, to wspomniana wyżej "Amelia". Dla mnie najlepszy film ever, oglądałem wiele razy i jeszcze wiele razy obejrzę. No i na uwagę tutaj zasługują też "Muminki", które regularnie czytuję na poprawę humoru. 

Oczywiście ciągle zapraszam do zapoznania się z prologiem mojej historii, bo już w weekend pojawi się pierwszy rozdział i Ci, którzy zwlekają z przeczytaniem prologu, będą mieli potem zaległości, a tego chyba nie chcecie, prawda? Proszę bardzo, oto LINK.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Polecam #32 - Efekt motyla


Efekt motyla to jeden z tych filmów, które mają tak skomplikowaną fabułę, że można je oglądać wielokrotnie i za każdym razem na nowo się zaskakiwać. Wszyscy miłośnicy Thrillerów z wątkiem miłosnym i elementem fantastycznym znajdą w tym filmie coś dla siebie. Uświadamia on nam, jak ważne są codzienne, z pozoru błahe decyzje, jakie podejmujemy i jak wielki wpływ mogą one mieć na nasze późniejsze życie. Zresztą, sam tytuł filmu "Efekt motyla" na to wskazuje. 

Chociaż w świecie tego filmu można cofnąć czas, by naprawić błędy z młodości, nie jest to wcale takie pozytywne zjawisko, jak mogłoby się wydawać, bo kaskada zdarzeń, która następuje po zmianie wydarzenia z przeszłości często wymyka się spod kontroli. Główny bohater, Evan (genialny Ashoton Kutcher) podróżuje w czasie kilka razy, bo za każdym razem coś nie układa się po jego myśli i dzieje się coraz gorzej. Ostatecznie podejmuje dość niespodziewaną decyzję, która wymagała od niego dość dużego poświęcenia, co na pewno jest wielkim plusem filmu, gdyż kończy się dzięki temu nietuzinkowo. Płynie z tego przesłanie, że nie da się idealnie ułożyć sobie życia. 

Właśnie się dowiedziałem, że "Efekt motyla" doczekał się kontynuacji. Mam nadzieję, że okażą się one równie dobre. Przy okazji - tym, którzy "Efekt motyla" już widzieli i spodobał się im motyw podróży w czasie, aby ułożyć sobie życie, zachęcam do obejrzenia filmu "Czas na miłość", jednak w odróżnieniu od "Efektu motyla" jest to komedia romantyczna. Tych, którzy jeszcze nie widzieli, zapraszam też TUTAJ, do przeczytania prologu mojej historii. Łapcie zwiastun!


piątek, 7 sierpnia 2015

Gadanie #11 - Dieta cud

Ten post piszę zupełnie spontanicznie, bez jakiegokolwiek planowania, bo uznałem, że natychmiast muszę się z Wami podzielić sprawą, która jest absolutnie bardzo ważna! Niech każdy korzysta!

Wielu ludzi chce schudnąć. No nie oszukujmy się, zawsze znajdą się zbędne kilogramy, których wolelibyśmy się pozbyć, ale to pozbywanie się jest na ogół bardzo trudne. Ja w połowie też chciałem schudnąć i póki co z dumą mogę powiedzieć, że mi to wychodzi całkiem nieźle.

Trudne początki

Początek diety to zdecydowanie najtrudniejszy jej okres, który u mnie trwa mniej więcej trzy dni - potem już się przyzwyczajam. Moim sposobem na przetrwanie trudnego początku było picie bardzo dużych ilości wody, żeby zapełnić czymś żołądek i przez to nie czuć głodu. W wyniku tego jadłem mniej, a z czasem, po trzech dniach mój organizm sam się do diety dopasował i nie domagał się już tyle jedzenia - dieta rozpoczęta prawidłowo! Oczywiście przyda się też dużo samozaparcia i motywacji!

Dieta

Sama dieta nie jest jakaś konkretna. Nie konsultowałem jej z żadnym dietetykiem, kalorii nie liczę, bo mi się nie chce. Po prostu trzymam się kilku podstawowych zasad: nie jeść chipsów, słodyczy, słodzonych napojów, przetworzonej żywności i innych wysokokalorycznych i niezdrowych produktów - zamiast nich warzywa i owoce. Ta decyzja poskutkuje nie tylko chudnięciem, ale przede wszystkim zdrowiem! Po drugie, nie jeść przed snem. Ja chodzę spać około północy, ale w sumie to nie jem już od około godziny 17. Wiem, że  mógłbym nawet trochę później coś zjeść, ale wolę napić się wody. Po trzecie, słynna zasada "MŻ", czyli mniej żreć. Jedliście na śniadanie dwie kanapki? Zjedzcie jedną! I tak w kółko - oczywiście nie trzeba ograniczać wszystkiego o połowę, można zacząć od mniejszych wyrzeczeń, potem zdecydować się na więcej. No i oczywiście o tym, żeby nie jeść z nudów, dla towarzystwa oraz, bo "oczy chcą" to nie muszę wspominać. Mam też pewną złotą radę - nie chadzajcie do cukierni jak się odchudzacie, bo tam ładnie pachnie, a czego nie macie w domu, tego po prostu nie zjecie, więc ograniczamy kupowanie! 

Nie popadajmy w paranoję i pijmy dużo wody.

To jest chyba jedno z największych zagrożeń każdej osoby na diecie. Nie odmawiajmy sobie absolutnie wszystkiego - jeśli mamy urodziny podczas diety, są święta, czy po prostu mamy ochotę - nie odmawiajmy sobie, od razu nic się nie stanie, jak raz na jakiś czas zaszalejemy. Byleby nie za często! Ponownie wspomnę o wodzie, bo to jest chyba najważniejsza rzecz na świecie. JAK PIJE SIĘ DUŻO WODY, TO NIE CHCE SIĘ JEŚĆ! Więc pijmy wodę nie tylko na początku diety, kiedy nie jesteśmy jeszcze przyzwyczajeni, tylko przez cały czas. Pijmy tą wodę hektolitrami, jedzmy warzywa, owoce, mniej wszystkiego, zrezygnujmy z niezdrowego żarcia i piękna figura gwarantowana.

I co dalej?

Najbardziej bezsensownym zachowaniem jest wracanie do dawnych nawyków żywieniowych po zakończeniu diety - efekt jojo gwarantowany. Wiadomo, jeżeli jesteśmy już ze swojego chudnięcia zadowoleni i nie chcemy tracić więcej kilogramów, to można jeść więcej, i częściej pozwalać sobie na jakieś szaleństwa. Zdrowe jedzenie też może być smaczne, więc warto się nim zainteresować. Jeśli o mnie chodzi, to od mniej więcej połowy czerwca do dnia dzisiejszego schudłem ponad 10 kilogramów - wszystkie spodnie mi spadają, ale od czego mamy paski? Skoro mi się udało, z moim brakiem motywacji, lenistwem i łakomstwem, to każdemu się uda.

PS. Jakby ktoś się latem bardzo nudził, to zapraszam TUTAJ. Pozdrawiam wszystkich fanów fantasy - właśnie dzisiaj, pod tym linkiem pojawił się prolog to mojej przesławnej historii. Jeszcze raz serdecznie zapraszam!