wtorek, 29 września 2015

Q&A #2

Q: Czy masz chociaż jednego, prawdziwego przyjaciela?
A: Mam i to nie jednego. Przyjaciele są dla mnie bardzo ważni, wręcz najważniejsi na świecie. Ogólnie to jestem samotnikiem i domatorem. Lubię siedzieć w swoim pokoju, dlatego nie jestem raczej typem człowieka, który spędza z przyjaciółmi każdą wolną chwilę. Jednakże odczuwam bardzo silną potrzebę budowania z nimi tej relacji, spotykania się, spędzania wspólnie czasu. Bardzo mi na nich zależy. W sumie to nie wiem, czy moi przyjaciele teraz to czytają. Wiem, że czasem wpadają do mnie popatrzeć, co ciekawego napisałem, kiedy się nudzą, więc jeśli to teraz czytacie: jesteście dla mnie najważniejsi na świecie!

Q: Kim chciałbyś zostać w przyszłości?

sobota, 26 września 2015

Gadanie #15 - Łacina

Łacina jest językiem, którym jarałem się od najmłodszych lat - zawsze uważałem go za język mądrych ludzi, który fajnie brzmi, jest szpanerski, no i poza tym, był to urzędowy język Starożytnego Rzymu, czyli państwa, które ja z nieznanych powodów niezwykle gloryfikuję. 

Będąc w gimnazjum, nigdy nie pomyślałbym, że kiedykolwiek będę się go uczył! Wybrałem sobie jednak takie liceum, gdzie miałem możliwość go poznać - lekcje łaciny miałem przez 3 lata po jednej godzinie w tygodniu. Trochę mało, ale jednak coś się udało z tego wynieść. 

Większość ludzi uważa, że nauka martwego języka, jakim jest łacina to kompletny bezsens. To prawda, dzisiaj nie spotkamy już nikogo, dla kogo byłby to ojczysty język, a jednak to właśnie z niego wyewoluowały wszystkie pozostałe języki romańskie (włoski, francuski, hiszpański, portugalski) a także wiele słów z angielskiego, niemieckiego i nawet polskiego ma łacińskie pochodzenie. Ja dopiero po czasie doceniłem przydatność tego języka w życiu codziennym.

czwartek, 24 września 2015

Polecam #37 - Ruchomy zamek Hauru

"Ruchomy zamek Hauru" to cudowna książka na podstawie której nakręcono świetne anime. Na samym wstępie mówię, że film jest naprawdę bardzo luźną adaptacją, która różni się od literackiego pierwowzoru absolutnie wszystkim: od imion głównych bohaterów do głównego antagonisty. Dlatego każde z nich traktuję jako osobne dzieło, nie zaś jako dwie wersje tego samego. W tym poście będę mówił o książce.

Gdzieś wspominałem, że spośród wszystkich literackich postaci, dwie zachwyciły mnie najbardziej na świecie: Akkarin i Nicci. Hauru z całą pewnością także należy do tego grona. Chociaż stroi się łazience długimi godzinami, bywa humorzasty i nieznośny, to jest też naprawdę czułym i zabawnym człowiekiem, obdarzonym dużą dozą tajemniczości i wielką magiczną potęgą. Hauru to postać, która na długo zapada w pamięć.

niedziela, 20 września 2015

Gadanie #14 - Internat

O, to jest temat dla mnie! Że też wcześniej na to nie wpadłem? A dlaczego temat dla mnie? Bo w internacie mieszkałem przez trzy lata i jako takie pojęcie mam, więc każdy, kto rozważa szkołę z internatem tego posta powinien przeczytać, bo planuję tu być szczerym do bólu. Najpierw jednak scharakteryzuję pokrótce mój internat, bo jednak różnił się on od takich "typowych".

Chodziłem do męskiej szkoły katolickiej i tam internat był piętro wyżej nad klasami. W mojej szkole było około 80 osób, jakieś 90% mieszkało w internacie. Samo miejsce było dość ładne, pokoje dwuosobowe, max trzyosobowe, każdy pokój z łazienką, pełnym wyposażeniem, czyli wszystko ładnie, pięknie. Już kit z tym, że te pokoje zostały urządzone 10 lat temu i przez tą dekadę różni mieszkańcy zdążyli je skutecznie podniszczyć, no ale dało się żyć, bo pan Andrzej - woźny - zawsze był na posterunku, żeby coś naprawić, kiedy się zepsuło. Już zanim poszedłem do tego liceum, wiedziałem, że internat jest ładny. Byłem tam wcześniej, zobaczyłem, że wszystko fajnie, schludnie, czysto. Postaram się teraz przedstawić kilka wad i zalet takiego miejsca. Zacznę może od negatywów, żeby optymistycznie skończyć :)

piątek, 18 września 2015

Kulinarnie #2 - Cukinia w cieście naleśnikowym

Moja mama stwierdziła, że to najlepsza rzecz, jaką ostatnio jadła, więc musi to o czymś świadczyć :) W każdym razie, sezon na cukinię trwa i nie byłbym sobą, jakbym nie podzielił się z Wami przepisem na moją ulubioną cukiniową przekąskę. Przepis ogólnie nie jest do końca mój - gdzieś kiedyś go wyczytałem i zmodyfikowałem na własne potrzeby. Danie kieruję głównie do wielbicieli czosnku, bo jest go tu naprawdę dużo! Chociaż można dać mniej, jeśli ktoś nie lubi, ale naprawdę, bez czosnku to nie to samo :D
Zapraszam!

poniedziałek, 14 września 2015

Polecam #36 - Atramentowe Serce

Chciałem napisać o uchodźcach, islamizacji Europy i ogólnie moim stosunku do Muzułmanów, ale boję się, że zostanę za to przez nich zamordowany.

"Atramentowe Serce" to historia, którą znam zarówno z książki jak i z filmu. Literacki pierwowzór ma dla mnie wielką wartość sentymentalną, bo dostałem go ponad trzy lata temu od przyjaciela. Natomiast film odkryłem całkiem niedawno i od razu mi się spodobał. Wiadomo, były różnice - pojawiły się imponujące efekty specjalne, a niektóre problemy poruszane w książce zostały dość ograniczone, ale film to film, a książka to książka. Historia ta sama, ale z dwóch różnych perspektyw i każda z nich jest niesamowita. Przy okazji oglądania filmu i szukania informacji na temat obsady, dowiedziałem się, że "Atramentowe Serce" doczekało się kontynuacji, a nawet całej trylogii, co bardzo mnie ucieszyło, bo na pewno ją przeczytam. 

Historia przedstawiona w książce i filmy jest naprawdę niezwykła. Mortimer Folchart, introligator, podróżuje wraz z córką Meggie po świecie w poszukiwaniu pracy i pewnej rzadkiej książki. Pewnego dnia jednak wszystko się zmienia, kiedy spotykają zwariowanego piromana, Dustfingera. który wraz ze rogatą kuną pragnie się dostać do swojego świata. To niby niepozorne zdarzenie wywołuje istną lawinę następstw, które ostatecznie zaprowadzą naszych bohaterów do małego miasteczka na włoskiej prowincji (przepiękne krajobrazy!). Fabuła pędzi aż do samego końca i nie zwalnia nawet na moment. Mo, jego córka Meggie, rezolutna ciotka Elinor, Dustfinger i Farid wpadają z jednej rozpaczliwej sytuacji w drugą, ciągłe niebezpieczeństwa nie dają chwili wytchnienia, a cała opowieść pełna jest najbardziej nieprawdopodobnych wydarzeń, jakie można sobie wyobrazić. 

Opowieść jest bardzo dynamiczna i emocjonująca i chociaż momentami bywa też dość zabawna, to przede wszystkim jest fantastyczna. I to w taki niezwykły baśniowy sposób. W końcu każdy kiedyś marzył, bo postacie z jego ulubionych książek istniały naprawdę. 

W filmie wypatrzyłem wielu znanych z innych produkcji aktorów. Andy Serkis, znany z roli Golluma, zagrał Koziorożca, Paul Bettany, którego kojarzę z roli Silasa z "Kodu Leonarda da Vinci" był Dustfingerem, a Jim Broadbent, grający Fengolia znany jest z roli Horacego Slughorna. Obsada jest świetna, znakomicie poradzili sobie z odegraniem swoich ról i chociaż początkowo wyobrażałem sobie te postaci inaczej (myślałem na przykład, że Mo ma okrągłe okulary, Elinor jest gruba, a Dustfinger ma krótkie, czarne włosy), to film naprawdę mnie zachwycił. 

Tłumaczenie imion wyszło dość zabawnie i pod tym względem zarówno książka jak i film są winne. No bo wiadomo, że imion się nie tłumaczy, bo często brzmią wtedy po prostu głupio (w "Mieczu Prawdy" przetłumaczono imię Darken na Posępny!). Dlaczego Dustfinger i Capricorn nie mogliby się tak właśnie nazywać? W książce Dustfingera przetłumaczono na Smolipalucha, przez co kojarzył mi się z kominiarzem, a przecież był czymś w rodzaju tancerza w ogniu, za to w filmie ktoś bezmyślnie nazwał Capricorna Koziorożcem, przez co zamiast straszny, wydawał się raczej śmieszny i groteskowy, zwłaszcza, że kojarzył się z Gollumem. Ja jestem przeciwnikiem tłumaczenia imion, ale w sumie ani książka ani film na tym nie tracą, bo to przecież nie o to chodzi, kto się jak nazywa, tylko co robi, prawda?

ZAPRASZAM WSZYSTKICH DO NOWEJ ZAKŁADKI Q&A, GDZIE MOŻNA ZADAĆ MI PYTANIE!

Pojawił się też nowy Domek z simsów, który zbudowałem i pozostawiam Wam do obejrzenia i do oceny. Utworzyłem też nową zakładkę na tym pasku u góry: Filmy, nad którą pracowałem kilka ładnych godzin i w sumie wciąż mam tam jeszcze dużo do zrobienia, ale już teraz możecie tam wpadać, bo myślę, że wyszło mi to fajnie. Ogólnie ta zakładka filmami powstała po to, żeby w jednym miejscu zebrać wszystkie fajne filmy, które oglądałem, posegregować je, wyróżnić najlepsze oraz zebrać w jednym miejscu linki do wszystkich moich recenzji. ZAPRASZAM!

piątek, 11 września 2015

Gadanie #13 - Spoilery

Tekst o spoilerach, więc z góry ostrzegam, że pojawi się SPOILER "Gry o Tron"

Ten temat chciałem poruszyć już dawno, zwłaszcza, że wymyśliłem swoją teorię na ten temat i jestem ciekawy, co o niej sądzicie. Spoiler to zdradzenie zakończenia fabuły jakiegoś filmu bądź książki. Wiadomo, ludzie ich nie lubią, bo wolą sami się o tych szczegółach dowiedzieć, dlatego spoilery często uważane są za ostateczną formę zła i niegodziwości. Ale zdarzają się wyjątki (które nie potwierdzają żadnej reguły! Pisałem o tym TUTAJ) takie jak ja, które tolerują spoilery - w dalszej części tego posta wyjaśnię dlaczego.

Czy istnieją jednak sytuacje, kiedy spoilery są społecznie akceptowane? Oczywiście, jest ich kilka. Pierwsza i najbardziej oczywista jest taka, kiedy o danym dziele rozmawiają osoby, które je przeczytały/obejrzały. Skoro każdy i tak zna treść, to można spoilerować do woli i nikt nie będzie tego żałował. Druga sytuacja jest wtedy, kiedy coś recenzujemy. Wiadomo, da się napisać recenzję bez spoilerów, jestem tego dowodem, ale kiedy piszemy na temat jakiegoś kolejnego tomu całości, gdzie musimy odnieść się do poprzednich, żeby nasze słowa trzymały się kupy? Wtedy trzeba napisać ładnie u góry, że będzie spoiler. Można nawet w środku tekstu jeszcze raz przypomnieć czytelnikowi o spoilerze albo napisać go białą czcionką, żeby było go widać tylko po zaznaczeniu. Wtedy przeczyta go tylko ten, kto chce. 

A jak to jest ze mną? Wyżej napisałem, że toleruję spoilery, ale dlaczego to robię? Dlaczego nie jestem jak wszyscy inni normalni ludzi, którzy chcą się wieszać, jak ktoś zdradzi im zakończenie książki, którą akurat czytają? Otóż, ja jestem dziwnym człowiekiem i dlatego tak właśnie jest... No dobra, gadam głupoty. Toleruję spoilery, bo podchodzę bardzo emocjonalnie do książek i filmów. Strasznie się przejmuję i jakbym nie miał tej pewności, że dany bohater przeżyje "starcie" to chyba umarłbym na zawał. Zdajecie sobie sprawę, w jakim stanie znalazła się moja psychika, kiedy [SPOILER] Joffrey kazał ściąć Neda Starka? A poza tym, odczuwam też pewnego rodzaju satysfakcję (pozdrawiam Dread Nogitsune, która też odczuwa), że czytam o czymś, o czym wiedziałem wcześniej, że niby wiedziałem, co się wydarzy, ale teraz sam się o tym przekonałem. 

Istnieje też coś takiego jak spoilery naturalne. Tak naprawdę, to nie istnieje, tylko ja je wymyśliłem, ale to jest bardzo ciekawe :D Opowiem na swoim przykładzie. Pierwszym tomem Harrego Pottera, który przeczytałem był "Więzień Azkabanu" i przeczytanie tej książki było naturalnym spoilerem w stosunku do dwóch poprzednich tomów, bo przecież dowiedziałem się tam kilku faktów i chociażby tego, że główni bohaterowie przeżyli poprzednie tomy, więc mimo niebezpieczeństw, nic złego się im tak właściwie nie stało. Jeszcze bardziej naturalnym spoilerem jest, kiedy czytamy sobie jakąś książkę normalnie, po kolei, jak została napisana i wydana, na przykład "Opowieści z Narnii". Pierwsze cztery tomy idą chronologicznie, ale potem, w piątym i szóstym cofamy się w czasie. W takim przypadku, tamte pierwsze cztery tomy są naturalnymi spoilerami dla piątego i szóstego, bo wyjaśniają niektóre sytuacje. Podobnie rzecz ma się z prequelami. Mam nadzieję, że dobrze wytłumaczyłem Wam naturalne spoilery, dajcie znać, czy dobrze rozumuję, bo to zagadnienie to mój autorski pomysł :D

A jak spoilery wyglądają na moim blogu? Czasami się zdarzają, bo po prostu nie mogę się powstrzymać, żeby o jakimś fakcie wspomnieć, ale w takim przypadku zawsze Was ostrzegam. Czy to w przypadku filmu czy książki. No dobra, to by było na tyle, jeśli chodzi o moje gadanie o spoilerowaniu. Jestem mega ciekawy, co myślicie o mojej teorii spoilerów naturalnych :) 

Ogłoszenia

Korzystając z okazji, napiszę tu kilka blogowych ogłoszeń. tradycyjnie zachęcam do odwiedzenia Indywidualnego Literata, czyli mojego bloga literackiego, gdzie piszę opowiadanie fantasy. Rozdziały pojawiają się co tydzień, w każdą sobotę, czyli już jutro będzie kolejny. Przypominam o tym ciągle, bo wciąż liczę, że doczekam się jeszcze większego zainteresowania tą historią, niż jest. Ona jest naprawdę ciekawa - mnie się podoba! Oglądajcie też Dom Jabłońskich, bo już wkrótce pojawi się mój następny simsowy projekt. Chciałbym też podziękować za tak liczny odzew pod moim pierwszym kulinarnym postem. Nie spodziewałem się takiego entuzjazmu z Waszej strony - bardzo mnie tu ucieszyło i napełniło moją głowę nowymi pomysłami, dlatego już w przyszłym tygodniu możecie się spodziewać kolejnego przepisu. Pozdrawiam!

ZAPRASZAM DO ZAKŁADKI Q&A, GDZIE MOŻNA ZADAĆ MI PYTANIE!Zbieram się też do tego, by się Wam pokazać! Zarost rośnie i rośnie. Jak urośnie na tyle, że stwierdzę, że jest ładnie, to się Wam pokażę :D

wtorek, 8 września 2015

Polecam #35 - Uczennica maga

UWAGA, LUDZISKA! :) SPOILERY MOGĄ BYĆ! :D

Z góry uprzedzam, że mogą pojawić się SPOILERY odnośnie "Trylogii Czarnego Męża Maga" i będę posługiwał się skrótem TCM, żeby nie pisać ciągle ten długiej nazwy. Przepraszam za tego męża, ale tak mi się jakoś napisało i tak bardzo spodobał mi się ten błąd, że nie chciałem się go pozbywać :D

Jak widzicie, twórczość Trudi Canavan bardzo przypadła mi do gustu, bo po przeczytaniu "Trylogii Czarnego Maga (TCM)" sięgnąłem po jej prequel, "Uczennicę Maga" i nie zawiodłem się. Akcja książki toczy się kilkaset lat przed akcją trylogii i opowiada o wydarzeniach wspominanych przez bohaterów. Książka rozwiewa też wiele niejasności i tajemnic, więc każdy, ko trylogię czytał i chciałby dowiedzieć się czegoś więcej o historii Kyralii no i przede wszystkim o Wojnie Sachakańskiej, po tę książkę powinien sięgnąć. 

Prequele mają w sobie coś niesamowitego. Podobne uczucia do tej pory towarzyszyły mi jedynie, kiedy czytałem "Pierwszą Spowiedniczkę", prequel "Miecza Prawdy". Jest to świadomość, że czyta się o czymś ważnym, co odegra wielki wpływ na cały świat kilkaset lat później. Poznawanie z bliska tych postaci, którzy tworzyli historię jest dla mnie szalenie ekscytujące (wiem, bardziej się wczuwam w fantastyczne światy niż w realny). No i uwielbiam doszukiwać się różnic w obyczajowości postaci żyjących w czasach akcji właściwej i czasach prequelu. 

Fabuła kręci się wokół Tessi, córki uzdrowiciela u której niespodziewanie objawia się talent magiczny. Tessia nawet się nie spodziewała, że dzięki temu stanie się naocznym świadkiem Wojny Sachakańskiej. Muszę wspomnieć, że główna bohaterka to wykapana Sonea - obie dziewczyny mają bardzo dużo wspólnych cech i podobny charakter. Ale to już chyba cecha prequeli, bo Magda Searus, główna bohaterka "Pierwszej Spowiedniczki" także była wykapaną Kahlan Amnell. W sumie nie wiem, czy autorzy, którzy decydują się na prequel świadomie upodabniają bohaterów do postaci z książki właściwej. W każdym razie podobieństw jest więcej: Dakon ma podobne do Rothena usposobienie, a Jayan pod pewnymi względami przypomina Akkarina, ale nie do końca, bo Akkarin jest przecież jedyny w swoim rodzaju.

Pozytywnie zaskoczyła mnie bardzo wartka akcja, niezwykle spójna fabuła i odpowiednie dawkowanie napięcia. Widać, że Trudi Canavan pisząc tą książkę miała już znacznie więcej pisarskiego doświadczenia, bo z technicznej strony książka prezentuje się o wiele lepiej. No i zakończenie też było znacznie bardziej przemyślane: w "TCM", autorka po prostu pozbyła się niewygodnej dla siebie postaci (czego ja do dziś nie mogę odżałować), no bo najwyraźniej ułożenie mu życia na nowo byłoby zbyt trudnym przedsięwzięciem, którego się jednak podjęła w "Uczennicy maga", co bardzo przypadło mi do gustu. 

Przy okazji wspomnę, że zabrałem się ostatnio także za czytanie kontynuacji TCM, "Trylogii Zdrajcy" (na razie tylko "Misję Ambasadora", ale już zabieram się za "Łotra", więc niedługo skończę). W Kyralii minęło około 20 lat od akcji poprzedniej książki i ja osobiście liczyłem, że Lorkin chociaż w pewnym stopniu wda się w ojca, którego tak lubiłem. Niestety, charakter po części odziedziczył po matce. "Trylogia Zdrajcy", chociaż jest bardzo wciągająca, to ma jeden minus - zupełnie nie o to chodzi w kontynuacjach! Rozumiem, Akkarin umarł 20 lat wcześniej, ale był najbardziej tajemniczą i rozbudowaną postacią - to wokół niego kręciła się cała akcja, on nadawał całej książce uroku. Trudi Canavan odebrała cały ten urok "Trylogii Zdrajcy", bo potraktowała go kompletnie marginalnie - jego syn nie odziedziczył nic z tajemniczości ojca, a pamięć o nim też była przedstawiona niezwykle pretensjonalnie. 

Widzę, że wyszedł mi strasznie długi post - zwykle wypowiadam się o książkach i filmach bardziej zwięźle, ale "Uczennica Maga" przypadła mi do gustu tak bardzo, że wprost musiałem rozdrobnić się na szczegóły. Myślę, że mogłaby się spodobać każdemu, nawet temu, kto nie czytał wcześniej "TCM", dlatego książkę jak najbardziej polecam. "Trylogię Zdrajcy" też warto przeczytać, chociażby z sentymentu do kochanej Kyralii i bohaterów. 

piątek, 4 września 2015

Kulinarnie #1 - Zapiekanka ziemniaczana z warzywami sezonowymi.

Kto nie lubi zapiekanek? Są szybie, pyszne i proste w wykonaniu, dlatego pierwszym przepisem, który Wam zaprezentuję będzie własnie zapiekanka. Z dumą przyznam, że jest to mój autorski przepis oraz praktycznie wszystkie składniki pochodzą z mojego ogrodu, z czego jestem szczególnie zadowolony, bo wiem co jem. Lubię ten przepis, bo można go dowolnie modyfikować, ale o tym powiem na końcu. Ogólnie, to zapiekanka jest pyszna, ale to już sami oceńcie, kiedy zrobicie ją u siebie.

Składniki:
- 1 kg ziemniaków
- 1 cukinia
- kilka pomidorów
- 2 cebule
- 3 ząbki czosnku
- starty ser
- 2 łyżki oliwy
- 2 łyżeczki octu balsamicznego
- przyprawy (szczegóły - punkt 5)



1. Ziemniaki gotujemy w mundurkach, obieramy i kroimy na plastry.
2. Cukinię kroimy na plastry i posypujemy solą, gdy zbierze się woda, wylewamy.
3. Cebulę i czosnek siekamy (można przez praskę, jak komuś się nie chce) i smażymy.
4. Pomidory parzymy, obieramy ze skórki i kroimy w plastry.
5. Przygotowujemy przyprawy: ja użyłem pieprzu, gotowej przyprawy do ziemniaków, słodkiej papryki, odrobiny chili, soli i ziół prowansalskich.
6. W wysmarowanym naczyniu układamy warstwę ziemniaków (około 1/3 ziemniaków) i posypujemy ją przyprawami.
7. Na ziemniakach układamy odsączone z wody plastry cukinii (wszystkie).
8. Na cukinii kładziemy połowę cebuli z czosnkiem, całość skrapiamy oliwą i octem balsamicznym.
9. Powtarzamy kroki 6, 7 i 8, ale zamiast cukinii kładziemy pomidory.
10. Układamy ostatnią warstwę ziemniaków i posypujemy ją przyprawami.
11. Danie posypujemy startym serem, po czym skrapiamy oliwą i octem balsamicznym.
12. Pieczemy w piekarniku przez około 30 minut w 180 stopniach.



ZAPIEKANKA TROCHĘ SIĘ ZA BARDZO SPIEKŁA, PONIEWAŻ ZAPOMNIAŁEM, ŻE SIEDZI W PIECU I ZAJĄŁEM SIĘ CZYMŚ INNYM - ALE NIE UJMOWAŁO JEJ TO SMAKU - BYŁA PRZEPYSZNA!

Wyżej wspomniałem, że ten przepis można dowolnie modyfikować. Jest to prawda, bo nawet ten, który właśnie Wam pokazałem jest modyfikacją. W oryginalnej wersji zamiast pomidorów była fasolka szparagowa. Ogólnie, to zamiast cukinii i pomidorów można dać absolutnie dowolne składniki i stworzyć własną wariację tej zapiekanki, choćby nawet kurczaka i brokuły, chociaż tej wersji nie próbowałem. Koniecznie dajcie mi znać, czy wypróbujecie mój przepis i czy zapiekanka przypadła Wam do gustu!
 
No i w końcu nastał długo oczekiwany dzień premiery moich kulinarnych wyczynów. Naprawdę intensywnie zastanawiałem się, co dać na początek. Zdecydowałem się na tą zapiekankę, bo ją uwielbiam, bo jest sezonowa, bo jest prosta i ogólnie genialna :) Mam nadzieję, że nie zostanę spalony na stosie za jakość zdjęć i ogólnie za brak jakiegokolwiek merytorycznego przygotowania do ich robienia - nie jestem profesjonalistą w tej dziedzinie i zdaję sobie sprawę, że przedszkolaki lepsze zdjęcia robią. Gównie dlatego są one takie małe - żeby nie straszyły za bardzo :D Na blogu też nie potrafię zbytnio tych zdjęć jakoś porozmieszczać, dlatego znajdują się one gdzieś na boku, ale mam nadzieję, że smak tej zapiekanki Wam to wynagrodzi.