niedziela, 20 września 2015

Gadanie #14 - Internat

O, to jest temat dla mnie! Że też wcześniej na to nie wpadłem? A dlaczego temat dla mnie? Bo w internacie mieszkałem przez trzy lata i jako takie pojęcie mam, więc każdy, kto rozważa szkołę z internatem tego posta powinien przeczytać, bo planuję tu być szczerym do bólu. Najpierw jednak scharakteryzuję pokrótce mój internat, bo jednak różnił się on od takich "typowych".

Chodziłem do męskiej szkoły katolickiej i tam internat był piętro wyżej nad klasami. W mojej szkole było około 80 osób, jakieś 90% mieszkało w internacie. Samo miejsce było dość ładne, pokoje dwuosobowe, max trzyosobowe, każdy pokój z łazienką, pełnym wyposażeniem, czyli wszystko ładnie, pięknie. Już kit z tym, że te pokoje zostały urządzone 10 lat temu i przez tą dekadę różni mieszkańcy zdążyli je skutecznie podniszczyć, no ale dało się żyć, bo pan Andrzej - woźny - zawsze był na posterunku, żeby coś naprawić, kiedy się zepsuło. Już zanim poszedłem do tego liceum, wiedziałem, że internat jest ładny. Byłem tam wcześniej, zobaczyłem, że wszystko fajnie, schludnie, czysto. Postaram się teraz przedstawić kilka wad i zalet takiego miejsca. Zacznę może od negatywów, żeby optymistycznie skończyć :)

Wady

Brak Internetu 

Ogólnie w szkole Internet był, w internacie też i wszędzie kwitł nielegalny przemyt haseł do Wi-Fi - w końcu wprowadzili takie długie hasło, że nawet nauczyciele go nie znali, a router zamknęli w pancernej skrzynce. Trzeba było kraść neta z różnych okolicznych miejsc, albo mieś własny. Oczywiście można było w każdej chwili skorzystać z sali komputerowej, ale tam był chlew i nie lubiłem tam chodzić, bo trzoda grała w CS. Ja często miałem problemy z Internetem, ale zawsze, kiedy był potrzebny, udało mi się go wykombinować, więc tak źle nie było. Moja rada jest taka - pierwsze, o co powinniście pytać jest powszechny dostęp do Internetu. Jeśli go nie ma, podpytajcie uczniów, jak sprawa wygląda.

Brak prywatności

Ta sprawa naprawdę mnie wkurzała. Jestem człowiekiem, który nie przywiązuje uwagi do komórki, mam stary, beznadziejny telefon, który zawsze leżał gdzieś w moim pokoju. Mnie często w pokoju nie było - chodziłem na różne zajęcia, szwendałem się po ogrodzie albo uciekałem do miasta na kebaba po ciszy nocnej. Zawsze znalazł się wtedy ktoś, kto w naszym pokoju był, rozmawiał na przykład z moimi współlokatorami, usiadł na moim łóżku i grzebał mi w rzeczach. Nie tylko mi - wszyscy wszystkim grzebali w rzeczach, wyżerali słodycze, podbierali środki czystości, bo przecież każdemu przypomni się o sprzątaniu po 22.00 oraz robili różne durnowate psikusy jak podmienianie numerów w telefonie czy rysowanie genitaliów po zeszytach. I to wszystko osiemnastoletni ludzie. Do czego zmierza ten chory świat? Oczywiście zakluczanie pokoju nic by nie dało - kiedy pokój był pusty, nic się nie działo, ale wystarczy, że jeden z nas był w pokoju, zaraz ktoś się do niego napatoczył i grzebał innym w rzeczach. (Nie pozdrawiam Kolarza, jeśli to czyta) Moja rada jest taka - znajdźcie sobie jakąś kryjówkę na słodycze, a telefon noście ze sobą. 

Ograniczenia czasu

Ja jestem człowiekiem, który nienawidzi ograniczeń. Dlatego też nigdy nie będę pracował "u kogoś" - tylko i wyłącznie własny biznes. Prefekci w internatach to ludzie, którym zależy, żeby poukładali Ci czas. Wyznaczają konkretne godziny na wyjście do miasta, na odrabianie lekcji, na ciszę nocną, na posiłki. I tak, jak czas posiłków da się jeszcze zrozumieć, bo przecież panie kucharki gotowały na konkretną godzinę, tak próby ułożenia pozostałego czasu uważam za kompletny bez sens. Przede wszystkim, i tak nikt nie robił tego, co powinien. Ja na przykład nie korzystałem z czasu na naukę, ponieważ ja się nie uczę w szkole uczę się późnym wieczorem. I na przykład miałem ochotę na kebaba o 20.00 a czas na wyjście do miasta skończył się 4 godziny wcześniej (oczywiście jak chciałem wyjść to wychodziłem i o dziwo - nikt mnie nigdy nie złapał, a włóczyliśmy się czasami po mieście całe wieczory). Próby ułożenia ludziom dnia miały rzekomo na celu nauczyć właściwego gospodarowania czasem - poskutkowały właściwym marnowaniem czasu. I tak nikt tego nie przestrzegał, więc po cholerę to wszystko było?  Moja rada jest taka - nie przestrzegajcie narzuconego Wam planu dnia, jeżeli jest sprzeczny z Waszymi nawykami. Stwarzajcie pozory, że robicie to, co wam każą, albo zawrzyjcie układy z Prefektami, ale proszę Was, nie dajcie zrobić z siebie niewolników.

Trzoda w stołówce refektarzu

Refektarzu, a jakże! W końcu mamy do czynienia ze szkołą z prawie dwustuletnimi tradycjami! Nie wiem, czy taj jest we wszystkich stołówkach, ale u nas było wyznaczone alfabetycznie, przy jakim stole kto siedzi. Dyrektor podobno uważał, że to zapewnia porządek oraz motywuje do zawierania nowych znajomości. Otóż nie, CENZURA! To prowadzi do CHLEWU. Nie mam w tej kwestii nic więcej do dodania, sprawa była beznadziejna i rady z tym związanej też nie mam. Mam tylko nadzieję, że jakbyście trafili do internatu, to będziecie mieli normalną stołówkę.
PS. Przepraszam, że się uniosłem, ale emocje wzięły górę...

Kontrole czystości

Ja lubię czystość, nie potrafię żyć w brudzie, sprzątam regularnie. Ale z jednej strony szkoła chce, żebyśmy zachowywali się jak dorośli, a sami traktują nas jak dzieci. A gdzie jakieś zaufanie? Otóż, w moim internacie, Prefekci sprawdzali czystość pokojów przed wyjazdem do domu w piątki. I ja rozumiałbym, jakby weszli, zobaczyli, że nie śmierci i wyszli. Ale oni osuwali łóżka, szafy, itp. Tylko czekałem zawsze, aż zaczną rozrywać podłogę, ale byli zbyt leniwi, żeby się za to zabrać.  No ale tak było, bo dyrektor był idiotą... Moja rada jest taka - sprzątajcie w internacie, bo będzie wam przyjemnie się mieszkało.

Garderoba

Ta wada jest bardzo subiektywna i wynika raczej z mojego charakteru niż z jakiejś konkretnej przyczyny. Ja jestem człowiekiem, który musi mieć wszystkie swoje rzeczy w szafie, żeby czuć się komfortowo. Nie potrafiłem w niedzielę zaplanować sobie garderoby na kolejny tydzień, bo nie wiedziałem, co będę chciał ubrać, więc brałem 3 razy więcej ubrań niż potrzebowałem i oczywiście wszystkie potem zabierałem do domu, bo nigdy nie wiedziałem, co będę chciał akurat założyć w weekend. Oczywiście ze studiami będzie tak samo i już martwię się na zapas. 

Zalety

Dyspozycyjność

Zdecydowanie największa zaleta, którą trzeba brać pod uwagę przy wyborze szkoły z internatem i która jest w stanie przeważyć te wszystkie powyższe wady. Mój nauczyciel matematyki (cudowny człowiek, nie to co ten idiota dyrektor) był też prefektem, co był wprost nieocenioną pomocą - ludzie chodzili do niego zawsze, kiedy mieli problem z matematyką, on zawsze pomagał, nigdy nie odmówił. Chłopina nie miał ani odrobiny wolnego czasu tylko dla siebie, bo do późnych godzin nocnych prowadził zajęcia wyrównujące z matematyki, pomagał innym w lekcjach, przygotowywał nas do matury. Prowadził też dodatkowe zajęcia z chemii, biologii i fizyki - normalnie człowiek wybitnie uzdolniony. Do tego uczniowie go lubili - był trochę sztywny, trochę ograniczony poglądami, jak każdy ksiądz zresztą, ale zawsze miał perfekcyjną ciętą ripostę, a niektóre jego teksty były w szkole wręcz kultowe. O jest tylko przykładem - w internacie było więcej osób, które zawsze były gotowe do pomocy i według mnie, ta dyspozycyjność to coś, czego nigdzie indziej nie ma i to jest absolutnie cudowne w mieszkaniu w internacie. Niestety, zdaję sobie sprawę, że nie każdy internat ma takich prefektów: akurat u mnie się tak zdarzyło, że byli to tacy wykształceni ludzie (dwóch doktorów się przewinęło), ale często, w innych internatach, są to po prostu ludzie pilnujący porządku.

Brak rodziców

Nie będę tu za dużo pisał, bo każdy wie o co chodzi. Podczas pobytu w internacie udało mi się porządnie odpocząć od mojej rodziny. Nie dzwoniłem do nich, chyba, że czegoś potrzebowałem. Uznałem to za zaletę, bo są oni nadopiekuńczy i traktują mnie jak dziecko (fakt, dałem im do tego powody)

Późne wstawanie

Druga największa zaleta. Wiecie jak to jest: wstać o 7.45 i zdążyć na 8.00 do szkoły? Ja wiem ^^ No, ale bez przesady, często wstawałem wcześniej - włosy się same nie wystylizują... Chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego tak bardzo cenię sobie możliwość dłuższego pospania? 

Przebieralnia na WF

Jestem człowiekiem, który ceni sobie komfort i dlatego zawsze irytowały mnie te okropne szkolne szatnie. W szkole z internatem było zupełnie inaczej. WF nigdy nie był w środku zajęć, zawsze wieczorami. Przez lekcją mogliśmy na spokojnie się przebrać w swoich pokojach - nikt nie musiał nosić stroju cały dzień ze sobą, albo co gorsza na sobie, jak to się działo w gimnazjum i podstawówce, a potem śmierdzieć cały dzień - po zajęciach można było na spokojnie wziąć prysznic w swojej własnej łazience. Za to ceniłem sobie pobyt w internacie.

Brak plecaków

W mojej szkole każdy po skończonej lekcji wracał do pokoju, odkładał podręczniki i po prostu brał inne z półki. Nie trzeba było nosić plecaka i całe szczęście, bo kiedy patrzyłem na stos książek z jednego dnia, to było przerażające...

Szybki koniec lekcji w piątki

Tak chyba dział większość szkół z internatem, ale nie jestem pewien. U nas w piątki było tylko 5 lekcji i to też maksymalnie. Ja często miałem mniej a w środku jakieś okienka (ogólnie miałem pełno okienek w planie). Dzięki temu byłem w swoim domu już o godzinie 13.00 i miałem praktycznie cały piątek dla siebie. Byłoby ciężko, gdybym miał lekcje na przykład  do 15.30, potem w domu byłbym o 16.00. Ale coś za coś - w poniedziałki miałem zwykle 11 lekcji - miły początek tygodnia, prawda?

Ogrody

Kolejna bardzo subiektywna cecha. Chociaż może się wydawać, że było inaczej, bardzo kochałem moją szkołę. Najbardziej za Ogrody, którymi była otoczona. Naprawdę piękne miejsce. I nie był to jakiś tam sobie park, tylko porządne kilkuhektarowe ogrody ze stawami, wyspami, kwiatami, rzadkimi okazami drzew, mostkami i huśtawkami. 

Podsumowanie


No, to by było na tyle. Wyszło więcej zalet niż wad, co bardzo mnie zaskoczyło, bo naprawdę się nie spodziewałem. Myślałem, że więcej rzeczy mi się nie podobało, ale dobra. Mam nadzieję, że pomogłem komuś podjąć ważną decyzję oraz naświetliłem niektóre sprawy. O wielu z nich, takich jak dostęp do Internetu się nie mówi, a problem wychodzi po czasie, kiedy jest już za późno, żeby zmienić szkołę. 

CENZURA 16 listopad 2015 - niestety, w tym momencie musiała nastąpić cenzura tego posta. Treści ujęte tutaj były bardzo mocne i dość agresywne, więc nie chciałbym, żeby ktoś z mojego otoczenia je zobaczył...

Piszcie, czy uważacie tego posta za przydatnego. A może mieszkaliście kiedyś w internatach? Jeśli tak, podzielcie się ze mną swoją opinią. Oczywiście nie chciałem nikogo zniechęcać! Wbrew wielu wadom, które opisałem, internat to fajne miejsce, gdzie można spotkać naprawdę wspaniałych ludzi. Moje najpiękniejsze, najcudowniejsze wspomnienia są z tym miejscem związane. Ale też najgorsze, chociaż to już inna sprawa.

Zapraszam do moich stron!
Q&A
Filmy
Domy
Indywidualny Literat

40 komentarzy:

  1. Post przydatny, ja się cały czas zastanawiam czy by nie iść do szkoły z internatem (jest jedna taka która mnie interesuje, jednak i tak wątpliwe jest czy się do niej w ogóle dostanę) jednak myślę, że mimo wszystko to nie dla mnie. Coś myślę, że mimo wszystko ciężko było by mi się dostosować do reguł. W domu mogę sobie puścić na full muzykę o 7 rano i nikt się mnie czepiać nie będzie (zazwyczaj), mogę też iść na spacer o 22 i ogólnie rzecz biorąc... Robić co chcę, tak więc mimo, że internat ma dużo zalet, chyba ciężko było by mi się do niego przekonać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbyt bardzo cenisz sobie wolność, żeby przeżyć w internacie :D

      Usuń
  2. Szkoła z internatem to całkiem fajna sprawa. Chciałabym do takiej chodzić :) Na pewno byłaby to pewnego rodzaju "próba". Takie kolnie, tylko 9- cio miesięczne i z nauką :D
    Poszerzając horyzonty - Klik!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkie wady o jakich napisałeś nie zrobiły na mnie takiego wrażenie, jak te 11 lekcji w poniedziałki. Możliwe, że można się do takiego planu przyzwyczaić, ale to brzmi absolutnie strasznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. nigdy nie mieszkałam w Internacie... zawsze jesienią był taki temat, że dojazd daleko, że jak będzie duży mróz.. ale jakoś nigdy się nie złożyło, bo niby mróz był, ale wtedy już nie było miejsc:D za to te 11lekcji... w 3 i 4 klasie technikum miałam po jednym takim dniu, że lekcje były 7:10 -17:00. dało się przeżyć;d

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mieszkałem tylko w tureckim akademiku dla mężczyzn pół roku i było strasznie fajnie :v Oglądanie meczów w stołówce, wspólne śniadania, integracja z opiekunami pięter, z innymi studentami międzynarodowymi, zostawianie butów w szafkach na dole, podwędzanie sobie klapek, potajemne spożywanie alkoholu, próby rozmów z personelem po angielsko-turecku, Wi-Fi, które można złapać tylko na korytarzu i na niższych piętrach, autobus pod sam uniwerek. I wiele, wiele innych rzeczy o których można poczytać w moim cyklu Erasmus Life w kategorii Podróże.

    A nie przeszkadzał Wam brak dziewuszek? W liceum w końcu pierwsze miłostki się zaczynają, obalania jabolów za garażami, a jak się poszczęści, to i obkład z młodych piersi się zdarza!

    No i Counter-Strike'a to Ty szanuj Chłopcze! x)

    www.kulturaifetysze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie miałam do czynienia z internatem. Nigdy nie mieszkałam poza domem (nie wliczając wyjazdów) i raczej nie będę mieć okazji :) Do technikum mam 20 minut autobusem, mimo że mieszkam poza miastem. Jednak Twoje zdanie (plusy i minus) mieszkania w internacie pokrywają się z opiniami moich znajomych :) Ponad połowa mojej klasy mieszka w rzeszowskim internacie, które nie znajduje się ponad klasami, ani nawet nie przy szkole, ale na drugiej części miasta. Dojeżdżają dłużej niż ja, narzekają na brak prywatności i brak domowego jedzenia :D Jedną koleżankę osobiście dokarmiam moimi domowymi specyfikami :D Do tego są ściśle pilnowani i muszą przeznaczać dwie godziny na obowiązkową naukę, nawet kiedy nie mają się czego uczyć... Dlatego właśnie cieszę się, że mieszkam w domu. Robię co chcę i kiedy chcę, mam dobre obiadki i sama dysponuję swoim czasem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ten Wasz internat to rzeczywiście dość nieciekawy :P

      Usuń
  7. 11 lekcji? :O nigdy! dopiero bym poniedziałków nie lubiła..
    są zalety i wady, ja chyba jednak jakbym miała wybór nie chciałabym mieszkać w internacie.. przeraża mnie brak prywatności i internetu, z którego codziennie korzystam, zazwyczaj do nauki
    z drugiej strony to późne wstawanie do mnie przemawia.. :D

    http://triviaaboutme.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Internetem jest różnie:
      - no niby jest w sali komputerowej, ale nie lubiłem tam chodzić
      - można było wykradać z pobliskiego hotelu
      - dużo osób miało swój i byli na tyle uprzejmi, że pozwalali z niego korzystać

      Usuń
  8. Świetny post ;)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie na nowy post !
    http://zubrzycanka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Ahh mieszkanie w internacie, chyba każdy o tym marzył, szczególnie po obejrzeniu Harry'ego Pottera :D No cóż, widzę, że jednak w rzeczywistości są PEWNE RÓŻNICE między internatem w Potterze, a w prawdziwych szkołach, ale to szczegół. Ja co prawda okazji nie miałam, bo moja podstawowka byla niemal kilka zakrętów dalej, kolejna podstawowka i gimnazjum zaoferowały mi autobus, wiec nie miałam takiej potrzeby. Do katolickiej szkoly rowniez bym sie nie nadawała z moimi poglądami, do tego takiej jednopłciowej :D Myślę jednak że mogłaby to być naprawdę ciekawa przygoda i zazdroszcę Ci że mogles zasmakować. Oj, mi też dyrektor niesamowicie umilił poniedziałki - mamy 3 matmy co dla humanistki jest ogromnym bólem :D
    Pozdrawiam!
    you-always-be.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję 3 matematyk! Tak źle, to nawet ja nie miałem. Mam nadzieję, że nie jedna po drugiej - jak między tymi matematykami macie jakieś inne lekcje, co można psychicznie odpocząć, to jeszcze ujdzie, ale takie 3 matmy z rzędu to zwyczajnie męczy mózg...

      Usuń
  10. Tak już jest z większością rzeczy. Mają one zarówno swoje zalety, jak i wady. Mnie akurat nie zaskoczyła (mimo tego, że rzadko w zasadzie używam internetu, prócz bloga) przewaga plusów.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo to genialny trolling, albo ktoś tu robi fabryczkę komentarzy xD
      Jeśli to pierwsze - zazdroszczę komentatorów, jeśli drugie, to cóż... cieszę się, że u mnie prawie nikt nie zostawia po sobie śladów :D

      www.kulturaifetysze.blogspot.com

      Usuń
    2. Pionku, co Ty mi tu moim czytelnikom trolling zarzucasz, co? :D

      Usuń
    3. Internet = Internat? :O To sorry, widocznie ja coś poplątałem... :/

      Usuń
    4. Źle to ujęłam, chodziło mi o coś innego i teraz nie wiem, jak wytłumaczyć. Haha.

      Usuń
    5. Chodziło z używaniem internEtu, że nie czytam dużo o internAtach, ale kiedyś o tym myślałam i wydało mi się to całkiem interesującym rozwiązaniem na przyszłość.
      Taa... Tego nie dało się zrozumieć.

      Usuń
  11. Internat nie jest dla mnie ze względu na brak prywatności :) Każdy człowiek potrzebuje jakiejś chwili dla siebie ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. To nie rosa, tylko krople deszczu xD nawiasem mówiąc cholernie zmokłam podczas tych zdjęć bo padało dosłownie co 5minut .

    OdpowiedzUsuń
  13. Nigdy nie mieszkałam w internacie, więc trudno jest mi wyrobić jakąkolwiek opinię na jego temat. Od zawsze uczęszczałam do publicznych szkół, które znajdowały się dość blisko mojego domu. Pamiętam, jak do gimnazjum miałam zaledwie 10 minut drogi. Oczywiście zależało to od tego, jak szybko chciało mi się iść pod górkę :D
    Do liceum dojeżdżam autobusem i tramwajem. Dojazd jest w porządku, nie mogę na niego narzekać. Jedyne co mnie denerwuje to to, że nauczyciele często nie liczą się z uczniem oraz z tym, że on też ma swoje życie prywatne i nie będzie całymi dniami przesiadywał w książkach. Ja naprawdę rozumiem, że nauka jest bardzo ważna, że trzeba zdobywać wiedzę i tak dalej, ale... Ja nie jestem robotem, który po powrocie ze szkoły do domu o godzinie 16:00 będzie miał siłę na uczenie się na kolejne milion sprawdzianów...
    Ale się rozpisałam :D

    INNA MYŚL [blog] | NOWY FILMIK NA KANALE!

    OdpowiedzUsuń
  14. Internat i życie z nim to niezła szkoła przetrwania, niejeden się tam zahartował i niejeden wyłożył. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Internat wydaje mi się kuszącą propozycją, taką dodatkową przygodą, ale sama raczej wybrałabym normalne liceum i dojazdy. Jak dla mnie minusy tutaj przeważają, a wstawanie rano i rodzice w domu to dla mnie akurat żaden problem ;)
    I w ogóle strasznie Ci dziękuję za wszystkie twoje komentarze, bo pojawiały się od samego początku na moim blogu, a ja na twojego raczej za często nie wpadam, więc dziękuję. Tacy czytelnicy są super : )
    malinowynotes.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie mam problemu z dojazdem do szkoły, więc nigdy nie zastanawiałam się nad wyborem internatu, ale nie wiem, czy kiedyś nie będę musiała zastanawiać się nad akademikiem. Internatowy świat znam z opowieści dwóch koleżanek, które mieszkają w internatach, i czasami są one zabawne, a czasami aż przerażające. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że podczas wyglądania za okno zobaczyłabym spadający z góry telewizor. :D Swoją drogą, bardzo fajny post. Na pewno wielu osobom, które stoją nad wyzwaniem wyboru odpowiedniego dla siebie miejsca zamieszkania na czas liceum się przyda.
    Sztuka parzenia herbaty [klik]

    OdpowiedzUsuń
  17. To ja jak miałabym możliwość mieszkania blisko uczelni czy to w akademiku czy w wynajętym mieszkaniu to na pewno bym się przeniosła. Akurat działa mi na nerwy takie dziecinne zachowanie jak grzebanie komuś np. w osobistych rzeczach, ale jestem osobą z reguły, która szybko jest się w stanie dostosować np. do określonych godzin wstawania czy do godzin przychodzenia do mieszkania. I chyba największym plusem byłby po prostu odpoczynek od rodziny.

    OdpowiedzUsuń
  18. Kiedy trafiłam na Twojego bloga i wyczytałam, że chodzisz do szkoły z internetem, byłam bardzo ciekawa jak naprawdę to wygląda i miałam nadzieję, że o tym napiszesz.

    Szczerze mówiąc odnoszę wrażenie, że jednak przedstawiłeś więcej wad. A przynajmniej ich "waga" jest dużo większa niż zalet. Teoretycznie można pomyśleć, że mieszkanie poza domem, gdzie nie czuwają nad Tobą rodzice może pomóc się usamodzielnić, ale chyba jest dokładnie odwrotnie? Przerażające byłoby dla mnie, że mam uczyć, odpoczywać, uczyć się w określonych godzinach, które ktoś mi narzuca. Nie mogę też wyjść w określonych godzinach. Do tego ciągłe towarzystwo ludzi w moim wieku... Bywa bardzo męczące. Mam na myśli sytuacje, które opisałeś - na przykład głupie żarty. Do tego ciągły brak jakiejkolwiek prywatności.

    Mieszkanie w szkole z internatem zawsze było dla mnie ciekawe, kiedy ktoś o nim opowiadał. Ale sama nigdy nie chciałam uczęszczać do niego. I Twój post, swoją drogą bardzo ciekawy, upewnił mnie w tym. :D

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, starałem się być jak najbardziej szczery, żeby właśnie pomóc komuś, kto się zastanawia.
      A samodzielność? Cóż, według mnie zależy raczej od osoby niż od miejsca, w którym się mieszka :D

      Usuń
  19. internat to szkoła przetrwania,niektórym naprawdę się przydaje :P
    poklikasz w banery u mnie ? :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja zawsze chciałam mieszkać w internacie -to wina wszystkich amerykańskich filmów.... Fajnie, że wszystko przyblizyles w tym poście, przynajmniej już wiem jak to wygląda w rzeczywistości :D


    http://mikijiu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie postrzegam internatu jako czegoś złego, ale swoje minusy również ma. Niewątpliwym plusem jest brak rodziców, też chętnie bym się od nich uwolniła, ale doskonale odstrasza mnie brak prywatności.

    OdpowiedzUsuń
  22. To musi być jakieś przeznaczenie, że trafiłam akurat na post o Internacie, ha! Tego potrzebowałam. Co prawda, za rok mnie dopiero czeka takie pomieszkiwanie, ale warto coś wiedzieć wcześniej.
    Dowiedziałam się na przykład, że, mimo mojego trudnego charakteru, dałabym radę tam przeżyć. Wady nie takie straszne się wydają, jak można by pomyśleć. Chociaż wysoko cenię sobie prywatność, myślę, że do wszystkiego da się jako tako przyzwyczaić.
    Szkoda tylko, że nie każdy Internat jest tak blisko szkoły i nie każdy wygląda dobrze - szczególnie nie ten, do którego mam zamiar się wybrać. Ale nie ma co się martwić na zapas, prawda?

    Jasne, że przydatny post. I jeszcze bardzo miło napisany.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  23. Mnie osobiście jakoś nie ciągnęło do szkół z internatem..z resztą u mnie internaty nie są z reguły przy samych szkołach, więc tak czy siak trzeba by było nosić wszystkie książki.
    http://okiem-kobiety-na-swiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  24. Na szczescie nie musze mieszkać w internacie :P Warszawa ma swoje plusy i minusy ale komunikacja miejska, metro to duzo udogodnienie :D Dzięki temu w 20 min jestem w szkole :D Co prawda moglaby to byc fajna przygoda, ale jednak nie ma to jak komfort domowy i twoj wlasny prywatny pokój

    OdpowiedzUsuń
  25. O nie. grzebania w moich szafach nigdy, przenigdy bym nie zniosła! Nigdy nie studiowałam, trochę żałuję i nawet nie potrafię sobie tego wszystkiego wyobrazić.

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie miałam okazji w internacie mieszkać i cieszę się z tego, bo to nie byłoby miejsce dla mnie. Cenię zasady, ale i lubię układać plan według swoich wyobrażeń.

    OdpowiedzUsuń
  27. po pierwsze: jak ja ci zazdroszcze talentu do pisania...! piszesz tak po prostu, tak dobrze, z sensem, zabawnie... po prostu fajnie. chciałabym tak.

    w tym roku zaczęłam mieszkać w internacie no ale chyba jest to jednak zupełnie inne miejsce niż twój internat... wystrój sprzed jakichś 20 paru lat, na podłogach gumoleum i niezły syf w niektórych pokojach... ale to nieważne ja w swoim mam porządek! gorzej z łazienką bo jest wspólna na dwa pokoje (5 osób) a dyżurami sprzątania nie zawsze każdy się przejmuje. internetu też brak wiec na starcie wyblagalam mame o pakiet w komorce chociaz czasem ktos tam ma jakis dodatkowy w laptopie i sie dzieli albo dzieki temu mozna cos obejrzec w necie. wychowawcy są spoko ale to raczej ci od pilnowania porzadku chociaż jest jedna babka do ktorej chyba można uderzać nawet po życiowe rady :)
    mnie też najbardziej wkurza plan dnia i wyznaczone godziny na wszystko: jedzenie, spanie, sranie, lekcji odrabianie i wyjścia. ale prawda jest taka jak sie ostatnio okazało że można się dogadać z wychowawcami i wyjsc z internatu nawet wtedy kiedy teoretycznie nie można. u nas to o tyle jest specyficzna sytuacja że niektorzy pracują i późno wracają przez to.

    poza tym do przyzwyczajenia. grzebania w rzeczach jeszcze nie zaznałam na szczęscie!! chyba nie zniosła bym tego i ostro delikwenta czy delikwentkę opieprzała za takie coś. ludzie spoko a z koleżanką z pokoju chyba sie nawet zaprzyjaźniam...

    ale u mnie to dopiero pierwsze dwa miesiace i to niecałe... ciekawe co powiem za 3 lata na koniec tego wszystkiego!

    pozdro!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję internatu... Uciekaj, póki jeszcze możesz... xD

      Usuń