niedziela, 11 października 2015

Studia #1 - Trudny początek

Jak zapewne wiecie, od tygodnia studiuję sobie biologię na Uniwersytecie Gdańskim. W sumie miałem napisać ten post po co najmniej miesiącu, ale pomyślałem sobie, że powinienem już teraz, bo przecież jako takie pojęcie już mam. W każdym razie, może później pojawi się tych postów więcej, w miarę rozwoju sytuacji. Aha, przy okazji mam też smutną wiadomość dla fanów "Dobrej Duszy". Nie wyrobiłem się. Mam tyle pracy, że nie byłem w stanie nic konkretnego sklecić. Mam nadzieję, że przetrwacie tę tygodniową przerwę...

Zaczęło się cudnie! Inauguracja roku - uroczysta akademia, garnitur, powaga, poczęstunek, wybór starosty roku. Byłem przeszczęśliwy! Poznałem dość dużo nowych osób, a jak wiecie, jestem aspołeczny i nawiązywanie nowych kontaktów przychodzi mi z wielką trudnością. No, ale się udało na tyle, że miałem się do kogo odezwać i było super. Cały poniedziałek chodziłem z bananem na twarzy, że tak dobrze mi poszło, że wszystko przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Od razu wspomnę też o naprawdę fajnym miejscu, jakim jest wydział biologii na UG. Nowy budynek, stylowy i modernistyczny, lubię taki miejsca.

Pierwszy dzień zajęć był spokojny. Najpierw dwa wykłady, potem dwa ćwiczenia. Były to pierwsze zajęcia, więc z przyczyn oczywistych, dotyczyły raczej organizacji tej naszej przyszłej pracy. Mam bardzo lajtowy plan zajęć:
  • Poniedziałek - wykład z matematyki, wykład z chemii i raz na 2 tygodnie ćwiczenia z chemii
  • Wtorek - 2 wykłady (bezkręgowce i rośliny zarodnikowe) i 2 ćwiczenia (matematyka i bezkręgowce)
  • Środa - ćwiczenia z anatomii roślin
  • Czwartek - ćwiczenia z roślin zarodnikowych
  • Piątek - 3 ćwiczenia (anatomia człowieka, technologie informacyjne i chemia)
Zajęć jest naprawdę malutko. Dwa razy w tygodniu tylko jedna lekcja. Myślałem, że będę miał dużo czasu na wszystko. Poza tym, byłem święcie przekonany, że bezproblemowo poradzę sobie z nauką. Miałem dość dużo punktów na maturze, zostałem przyjęty jako 12 na 160 osób, czyli niezły wyczyn. Cieszyłem się, że nie będę musiał wyrównywać poziomu... 

No i ten pierwszy dzień zajęć upłynął bardzo przyjemnie. Był to wtorek (poniedziałek przepadł, bo była inauguracja). Rozmawiałem sobie z nowymi znajomymi, oglądałem ciekawy budynek uniwersytetu. Ale już wtedy pojawiła się maleńka rysa na moim obrazie idealnego życia - trochę nauki z bezkręgowców. Pani doktor postraszyła wejściówkami na każdych zajęciach, kolokwiami, łacińskimi nazwami (tego to akurat się nie boję). Myślę sobie, że jeden przedmiot ze wzmożoną nauką to nie jest dużo. W liceum trzeba było uczyć się wszystkiego, to te bezkręgowce spokojnie opanuję. 

Środa i czwartek były jeszcze przyjemniejsze, bo miałem tylko jedne zajęcia. Na środowej anatomii roślin pani prowadząca podobnie jak na bezkręgowcach postraszyła wejściówkami. Rośliny zarodnikowe będę miał początkowo w terenie, więc póki co, o wejściówki nie ma się co obawiać. Tego dnia jednak pojawił się pierwszy większy problem. Musiałem udać się do biblioteki wypożyczyć podręczniki. Błądziłem tam chyba godzinę między półkami, aż w końcu znalazłem niezbędne książki. Oczywiście nie wszystkie, bo części nie było. Nie spodobały mi się one jednak. Podręczniki do liceum były nowe, przystępnie napisane, zawierały wszystkie niezbędne i tylko niezbędne informacje. Podręczniki studenckie są stare, napisane w trudny, niezrozumiały sposób, nie ma w nich żadnych grafik, nic. I nie są zintegrowane z programem studiów. W liceum do każdej lekcji przyporządkowany był odpowiedni rozdział. Tutaj trzeba szukać informacji po całej książce.

Jedna z prowadzących nastraszyła nas, że wiedza, którą musimy zdobyć na kolokwium jest ilościowo równa wiedzy z matury. Myślałem sobie, że pewnie tak straszy, jak wszyscy... No niestety, nie straszyła...

Weekend był straszny. Postanowiłem opanować materiał z bezkręgowców i anatomii roślin. Z pierwszego przedmiotu miałem gorzej, bo tylko zagadnienia na kartce i wielka stara księga, którą całą przeczytałem i nic z niej nie rozumiem, bo była pełna niezrozumiałych dla mnie słów. A anatomii roślin miało być łatwiej, bo prowadząca podała konkretne zagadnienia i nawet rozdziały z podręcznika, które należy przeczytać. Fakt, ta książka też była stara i trudna, ale miałem więcej zapału do pracy, bo wiedziałem co konkretnie muszę zrobić. I przeczytałem sobie te rozdziały i okazało się, że nie było w nich informacji, których prowadząca oczekiwała. 

Wtedy się wkurzyłem...

Kurde, człowiek czyta jakieś dziwne stare książki z których nie rozumie ani słowa po kilka razy, żeby cokolwiek ogarnąć a i tak okazuje się, że nie było tam tych informacji, których szukałem! To jest mega dołujące! A pomyśleć, że chciałem być najlepszy na roku i dostać stypendium... Teraz chcę zdać - skończyć tę uczelnię i mieć w końcu wolne.

Poza tym, kto to widział, żeby uczyć się na przód! Wyobrażacie sobie, że macie jakaś lekcję i już zanim ona się odbędzie musicie być na nią przygotowani i macie z tego sprawdzian? Co się w takim razie robi na zajęciach, skoro wszystko trzeba opracować samemu?

Może przesadzam. Może nie przyzwyczaiłem się jeszcze do nauki po wakacjach. Może nie rozgryzłem jeszcze tych nauczycieli, nie wiem czego wymagają i uczę się po prostu na zapas, bo może się okazać, że te wejściówki są łatwe tak naprawdę. Ale może się też okazać, że tak naprawdę uczę się jeszcze za mało. Już jestem załamany, więc nie wiem, co zrobię wtedy. A tyle się mówi, że studia to najlepszy czas, że imprezy, że zaczyna się życie, że lajtowo jest i wgl. Gdzie to wszystko jest? 

Słuchajcie, jeszcze tak w kwestii wyjaśnienia. Nauka nigdy nie sprawiała mi problemu. Łatwo zapamiętywałem wszystko z lekcji  i wystarczyło, że raz przeczytałem dany materiał przed sprawdzianem, żeby otrzymać piątkę lub szóstkę. Zawsze miałem dobre oceny...

Nie wiem jak będzie. Uczyłem się cały weekend z tych dwóch nieszczęsnych przedmiotów i mam wrażenie, że wciąż nic nie wiem. Materiału do opanowania jest cała masa! Proszę Was, moi drodzy. Jeśli są jacyś studenci wśród Was, powiedzcie mi jak to jest... Czy studia to naprawdę jest tyle nauki, że nie ma się na nic czasu? Czy naprawdę moje życie będzie teraz składało się tylko i wyłącznie z nauki? Gdybym chociaż wiedział, czego mam się tak naprawdę uczyć...

Wybaczcie mi zaniedbanie "Dobrej Duszy", ale sami widzicie, że nie mam czasu. Fakt, studia są fajne, bo spotkałem tylu wspaniałych ludzi. No, ale mam nadzieję, że to tylko trudny początek, że niedługo wszystko będzie lepiej... 

46 komentarzy:

  1. Jak chodziłam do liceum grożono mi maturą i studiami, ale ze względu na moje nerwowe podejście do tych spraw (gdy o tym myślałam, zawsze coś mi się przekręcało w żołądku... :(), nie chodziłam tam dłużej niż rok, ale w sumie nie miałam też wyboru. Teraz chodzę pierwszy rok do zawodówki i też nie wiem, jak będzie dalej.
    Oczywiście studia są Twoją osobistą sprawą i w to nie wnikam. Jednak ja też wyobrażałam sobie studia jako masę nauki, a ja jestem z reguły taka, że muszę mieć czas tylko dla siebie. Myślę, że to zależy od tego gdzie na takowe studia trafisz, oraz od tego, jak sobie zagospodarujesz czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas dla siebie jest bardzo ważny. Mam nadziej, że sobie poradzę!

      Usuń
  2. Jak wspominałeś u mnie- nasze studia są zupełnie różna. Ja oprócz angielskiego praktycznie nie mam się z czego uczyć. Znaczy będę miała, bo póki co jeszcze nie muszę.
    Niestety chyba Cię nie pocieszę, moja współlokatorka studiuje coś powiązanego z biologią i cóż wczoraj cały dzień robiła notatki (podobno w internecie można znaleźć dużo przydatnych informacji) a dziś się uczy. I też ma podejście aby tylko to przetrwać.
    Z drugiej strony podobno nie ma co się jednak spinać, trzeba wszystkich wykładowców wybadać, zaprzyjaźnić się ze starszymi rocznikami i nie dać sobie zniszczyć życia.
    Wiesz, że ja w Cb wierzę i życzę powodzenia, M :)

    OdpowiedzUsuń
  3. super post!
    http://nataliakraj.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Trochę postraszyłeś, zwłaszcza z uczeniem się przed lekcją a nie po, ale mam nadzieję, że aż tak źle nie będzie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurczę nie zdawałam sobie sprawy, że to może wyglądać w takie sposób :3 Co prawda jestem dopiero w trzeciej technikum, więc mam jeszcze dwa lata (i swoją drogą nie wiem czy chcę iść na studia), ale to co opisujesz wydaje się być nielogiczne... Wejściówki, czyli tak jakby testy sprawdzające "co wyniosłeś z liceum"? Ok, to jeszcze rozumiem, ale najbardziej zdziwiły mnie te stare podręczniki. Korzystanie z nich samo w sobie musi zniechęcać do nauki :3 Jak widzę ta sytuacja podcięła Ci trochę skrzydła. Opadłeś z aspiracji, ale miejmy jeszcze nadzieję, że to tylko Twoje pierwsze wrażenie :) Może wcale nie jest tak źle, może przedmioty okażą się być łatwe, a podręczniki nabiorą przejrzystości i klarowności :) Oby!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby wejściówki dotyczyły wiedzy z liceum, to byłaby bajka!
      to jest tak, że na ćwiczeniach masz mieć jakiś temat przerabiany powiedzmy. I na te ćwiczenia musisz przyjść już z opanowanym materiałem i masz z tego sprawdzian. Potem na zajęciach robicie do tego ćwiczenia.

      Usuń
  6. nigdy na studiach nie byłam i nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić, ale czuję, że dasz radę i że tylko początek będzie trudny, a później wszystko się unormuje i nauka będzie przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja studiuję finanse przedsiębiorstw drugi rok i powiem Ci, że na początku też byłam przerażona ogromem materiału, ale z czasem wszystko powoli się ładnie uregulowało. Przeszłam do porządku dziennego nad tym, że muszę opanować materiał, że jest tego dużo i tak dalej. W liceum też miałam dużo nauki, bo chodziłam do liceum gdzie każdy w klasie miał świadectwo z paskiem, więc poziom i wymagania były ogromne. Być może dlatego na studiach było mi łatwiej. Ale głowa do góry, na wszystko znajdziesz czas, tylko kwestia organizacji! A jak naprawdę zaczniesz czerpać przyjemność z tego, co studiujesz nawet nauka będzie stanowiła dla Ciebie przyjemność właśnie. Teraz mam ochotę się pouczyć bankowości, mimo, że zajęcia z tego przedmiotu mam dopiero za tydzień w poniedziałek.
    Na pierwszym roku moją zmorą była statystyka - nie przedmiot, bo do trudnych nie należy, ale pan Profesor, którego, cóż, każdy się boi. W tym roku takim przedmiotem jest ekonometria, bo mam ją z tym samym Profesorem.
    Także jeszcze raz- głowa do góry - jak się wdrożysz, to na wszystko znajdziesz czas, a po pierwszym kolokwium całkiem inaczej spojrzysz na studia i naukę. Przynajmniej ja tak miałam :)
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, te słowa były mi bardzo potrzebne! Dziękuję!

      Usuń
  8. Ja osobiście chemią się dławię, biologi nie trawię więc i tak cię podziwiam, że w ogóle tam jesteś. Mi bliżej do matmy i fizyki i mam nadzieję, że w przyszłości na politechnikę pójdę.
    "Miłego" :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nieźle wystraszyłeś mnie tym postem, wiesz? Ale mam nadzieję, że na polonistyce i historii, gdzie planuję iść na studia, nie będzie tak trudno (nie ciężko XD), jak u Ciebie na biologii.

    A tak swoją drogą, czy to na jakiej uczelni studiujemy, na jakiejś bardziej znanej typu UW, UG, UJ, czy na jakiejś w mniejszym mieście, ma znaczenie w kwestii ilości materiału i ogólnie nauki. Jestem strasznie ciekawy xD

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie:
    http://subiektywniekrystix.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozwolę sobie odpowiedzieć na pytanie :D Ja studiuję na uczelni w mniejszym mieście, a moja koleżanka ten sam kierunek na UJ. I to właśnie ja mam więcej materiału i więcej zajęć niż ona. Ale pewnie nie ma reguły, ja mam tylko takie porównanie stąd wiem :D

      Usuń
    2. Nie chciałem straszyć :)
      Napiszę później, jak sprawy się ułożyły!

      Usuń
  10. Jestem studentką już trzeci rok i to wcale nie łatwego przedmiotu, bo studiuję matematykę na Politechnice Krakowskiej. Jeśli mam być szczera, to wydaje mi się, że Twoje przerażenie, iż teraz życie będzie się opierać jedynie na nauce jest nieco błędne. Spokojnie, zobaczysz, że na wszystko będziesz w stanie znaleźć czas, ale... No właśnie - i tutaj nieco się rozpiszę.

    Pierwszy rok faktycznie wydaje się być najtrudniejszy, chociaż patrząc na moje studia, co roku materiał z niektórych przedmiotów jest okropny, tylko to ja już się do tego przyzwyczaiłam. Ale wracając - studia to coś innego niż szkoła. Ludziom się wydaje, że matura to takie okropieństwo i co to będzie, ale idąc na studia, uświadamiają sobie, że taka matura i liceum to było tak naprawdę wielkie nic. Na studiach co semestr ma się taką "maturę" w postaci sesji. I faktycznie, początkowo ogrom materiału przytłacza, a student panikuje, że nie da rady się ze wszystkim wyrobić. I tutaj pojawia się coś ważnego - grunt, to nie zawalić pierwszego semestru, a potem już będzie z górki, serio.

    Dobrze jest się uczyć w miarę systematycznie, bo inaczej faktycznie zostaniemy zasypani setką notatek, które spędzają nam sen z powiek. Trzeba mieć dużo samodyscypliny, bo momentami ciężko jest się zmusić do ślęczenia nad teorią czy zadankami, kiedy np. znajomi zapraszają na imprezę... Ale i na przyjemności da się znaleźć czas, kiedy się studiuje. Grunt to tak naprawdę nie panikować. Wszystko da się ogarnąć, łącząc zarówno naukę z przyjemnościami. :) Tylko nie zostawiaj niczego nie ostatnią chwilę, bo potem jest panika (wiem, co mówię :D).

    Pozdrawiam
    A.

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak jak pisze A.! Chociaż ja kończę socjo(logię), więc tutaj jest jeszcze inaczej, bo to "tylko" nauka społeczna, pokrewna humanistyce! Dużo zajęć, które kończą się zdaniem projektu, prezentacją zagadnienia lub własnych badań. Sporo czytamy, ale mało kto robi wejściówki czy coś. Ja mam taką strategię przetrwania, że chodzę na wszystkie wykłady, mam własne notatki, które potem nawet udostępniam innym studentom w wersji cyfrowej (notuję dość dokładnie, więc otrzymując ode mnie materiały większość wpada w panikę) i jeszcze NIGDY nie miałem żadnej poprawki na studiach. Chodząc na wszystko zawsze jesteś uprzywilejowany, wiesz na co wykładowca zwraca uwagę, kojarzy Twoją mordeczkę itd.! Wszystko zaliczone w pierwszych terminach, stypendia i szmery-bajery!

      Też się opiszę, a co!
      www.kulturaifetysze.blogspot.com

      Usuń
    2. O, niesamowicie mi tymi słowami pomogliście!
      Naprawdę, uratowaliście moją psychikę i jestem Wam mega wdzięczny!

      Usuń
    3. Pionek - zazdro, co do stypendiów, zaliczeń w pierwszych terminach itp. Chociaż dobra, może przesadzam, bo sama do tej pory też zaliczam wszystko w pierwszym terminie :D Jednak jeśli chodzi o stypendia, to moja uczelnia ma nieco dziwny sposób ich przyznawania, więc różnie z tym bywa, nieważne, jak bardzo się człowiek stara. Ale fakt faktem opłaca się chodzić na wszystkie wykłady, a ćwiczenia to już w ogóle oczywiste, bo swoje notatki są jednak najlepsze, a co więcej jak piszesz - wykładowca jednak zwraca na to uwagę. :D

      Indwyidualny Obserwator - Cieszę się zatem niezmiernie. Btw. Życie studenta mimo wszystko jest świetne. :D

      Usuń
  11. Mogę ci życzyć tylko powodzenia i mniej stresu, bo jako dzieciak chodzący do gimnazjum, na studiach się kompletnie nie znam xD Ale po twoim opisie nie widzę tego zbyt kolorowo ;/ Jednak na pewno dasz radę, może potrzeba czasu żeby to wszystko lepiej rozgryźć ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. Pamiętaj złe dobrego początki. Dasz radę, powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nominowałam cię do LBA ;)
    zubrzycanka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Heh, z jednej strony pozytywny choć lekko trochę straszny post :D
    Ja do studii mam jeszcze sporo czasu, dokładnie do października 2017 roku xD Zdążę sobie wybrać kierunek oraz uczelnię :P
    Powodzenia :)

    truelifebydamien.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. W tym momencie mam ochotę schować się pod łóżko i nie wychodzić spod niego przez najbliższe 6 lat. W tym roku pisze maturę, kierunek wybrałam (logistykę), uczelnie mniej więcej również, wybrałam też drugi kierunek (filologię polską), którą chciałabym dla przyjemności studiować jako drugi kierunek, najlepiej zaocznie. Wszystko fajnie, tylko najpierw muszę zdać rozszerzoną matematykę na przynajmniej 80%. To właśnie mnie przeraża. A tak, przerażają mnie same studia. Wszyscy mówią, ze pierwszy rok jest najgorszy, a ja boję się, że po tym pierwszym roku, który mam nadzieję zdam, wyjdę z założenia, że chce robić coś zupełnie innego i przez to będę rok do tyłu. Nadchodzi czas, by podejmować decyzje, a ja nie wiem czy to co wybrałam jest dla mnie odpowiednie.
    No ale cóż innej opcji nie ma, trzeba dać radę, bo jak nie my to kto?
    Także życzę powodzenia, początki zawsze są najgorsze :)
    shinyygirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Studia, to wspaniały czas, bardzo miło wspominam :) i też studiowałam na UG ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. cięzkie studia... choć może kiedyś sama bym się cieszyła na tyle chemii :D niestety nauczyciele potrafią każdą miłość zabić, również tę do przedmiotów szkolnych ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Huhuhu jednak studia to nie taka bajka jaką wszyscy malują :'( Jak na razie to najlepszą częścią wydają się imprezy, samotne mieszkanie i pierwsze kroki w dorosłości. Ja i tak wierzę, że Ci się uda! Przesyłam telepatyczną moc zapału do nauki :)

    Zapraszam do mnie na osobiste napompowanie swojego ego :) COUSE YOU'RE FUCKIN PERFECT!

    Pozdrawiam cieplutko
    Idealna
    LadyinBlack

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja już od jakiegoś czasu się zastanawiam, jak sobie poradzę z 3 rozszerzeniami (biochem z matmą, matmy nie znoszę), a co tu dopiero myśleć o studiach... Prawdą jest, że na studiach kompletnie innych rzeczy się wymaga, tym bardziej więc nie rozumiem, czemu jest to tak beznadziejnie skonstruowane. Dasz sobie radę! Podobno początki są trudne. Ja dawno przestałam chcieć być najlepsza, zwłaszcza że jestem w najlepszej klasie w mieście ;_; To czasem dołujące. Trzeba wyznaczyć sobie realne cele. Ja sobie wyznaczam. Mimo to zdążyła mi wpaść 1+ z biologii. I też mnie to załamało.Ale co zrobić? Trzeba wstać i iść dalej. Z czasem znajdzie się taką metodę, by pogodzić obowiązki z materiałem, pomocami naukowymi, wolnym czasem i ogólnie zapanować nad tym bałaganem. Powodzenia, kolego biologu! :D:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też byłem na biolchemie z matmą! Poradzisz sobie! :D
      Dziękuję za miłe słowa!

      Usuń
  20. Słuchajcie Kochani!
    Bardzo Wam dziękuję za pokrzepiające słowa, nawet nie wiecie, ile dobrego dla mnie zrobiliście!
    Dzięki Wam, wszystkie moje obawy jakoś się rozwiały i wszystko dobrze się ułożyło!
    Jeszcze raz dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  21. Wybrałeś sobie kierunek, który do nauki zobowiązuje :) Ja siedzę na trzecim roku humanistycznej bestii, i co prawda w trakcie semestru nie mam raczej kolosów (jeśli już, zapowiadane z odpowiednim wyprzedzeniem), ale sesja to jest wyzwanie. Gorzej jest z czytaniem tektów, i ich zdobywaniem - przynajmniej na moim uniwersytecie. Pan-Szanowny-Prowadzący zażyczy sobie przeczytania na następne zajęcia rozdziału z książki takiejiowakiej, nie bierze jednak pod uwagę, że a) w uniwersyteckiej bibliotece książki nie ma, w publicznej jest ale wypożyczona, a Internet niestety proponuje skrócone wersje czy coś.
    U mnie niestety profesorowie wychodzą z założenia, że przychodząc na zajęcia robią nam łaskę. Niejednokrotnie przychodziliśmy na JEDYNE w danym dniu zajęcia tylko po to, by pocałować klamki. A spróbuj się sam człowieku spóźnić, to koniec i kropka.
    Chyba chodzi o to, byś się jakoś zorganizował, wyrobił przyzwyczajenia, żeby Ci jakoś łatwiej ogarnianie tego bajzlu szło. Ale to dopiero początek, drugi tydzień, a czas pokaże jak Ci naprawdę idzie.
    Powodzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie latwy kierunek, choc uwazam ze najlepiej studiuje sie zaocznie gdzie mozna pracowac i studiowac i to jest wyczyn (studiowalam dziennie). Poza tym czesto jest tak, ze jak czlowiek w liceum byl super to ja studiach nie koniecznie. Na studiach trzeba sie liczyc z innymi przedmiotami, ktore sa w programie, z prowadzacymi.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja wspominam studia naprawdę cudownie. No fakt, że trzeba Wiesz.. jakoś się w ten rytm" wbić " i na początku może być trochę ciężko, ale mniej więcej po miesiącu już znajdowałam czas na wszystko i zobaczysz, Ty też tak będziesz miał:)
    Studia, to najlepszy okres w życiu - mówię Tobie ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. a ja narzekam na liceum xD powodzenia ;)

    Zapraszam:
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  25. Słuchaj, nie obraź się, ale według mnie możesz troszkę przesadzać (czas zacząć monolog "nie znam się, to się wypowiem"). Dopiero zacząłeś, ile czasu minęło? Tydzień? Dwa? Całkowita zmiana środowiska i systemu uczenia się - to zabiera trochę czasu, aby się przestawić i zaaklimatyzować. A na pewno nie wybiegaj myślami na przód o rok, bo to, jakie wyniki będziesz miał pod koniec pierwszego roku to szmal czasu, jeszcze zdążysz wyćwiczyć się w byciu studentem i kombinować jak cholera na dobre oceny jak to przystało na stereotypowego studenta.
    Parę minut temu obejrzałam to: https://www.youtube.com/watch?v=6h_RxFh-2xo
    Rozbawił mnie fakt, że potem weszłam na Twojego bloga, aby przeczytać, że rzeczywiście studenckie biblioteki wyglądają tak, jak o nich mówią. Więc może i reszta z tych wszystkich studenckich plotek i powyższego filmiku to też prawda, może studia to naprawdę zlewka, a wystarczy być chociaż trochę zaangażowanym, jak to w szkole średniej, by mieć satysfakcjonujące wyniki.
    Nie przejmuj się! To dopiero początek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się nigdy nie gniewam :D
      Haha, też oglądałem ten filmik i powiem Ci, że zawsze trochę prawdy się w nim znajdzie :)
      Masz rację - duża zmiana + moja panika...

      Usuń
  26. faktycznie kierunek biologii na UG jest piekny w porownaniu np do wydzialu matematycznego na ug.
    ja mysle ze bez przesady, pewnie wydaje Ci sie ze jest tak strasznie bo dopiero co wpasowujesz sie w to srodowisko. Oczywiscie biologia jest przedmiotem gdzie trzeba sie bardzo duzo uczyc, ale jak wspominales - nie masz z tym problemu. Na pewno wpadniesz w ten rytm i dasz rade bez wiekszego problemu, no bo skoro inny daja rade to czemu Ty nie? :)/K

    OdpowiedzUsuń
  27. Kurcze, nie strasz tak! :D Nie doceniam teraz moich podręczników ale po tym poście chya zacznę o.O Nie jest łatwe pewnie to szukanie w przestarzałych książkach, chyba że mamy wyjątkowo mocne nerwy. Sama wiem jak probowalam znalezc 1 informacje w ksiązce, a co dopiero..podobnie z tym uczeniem sie przed zajęciami, widać że lekko nie jest..ale nam nadzieje że mimo nauki jakos sobie poradzisz i czekam na wiecej takich postów ;) Ah, tesknie za Dobrą Duszą ale ok- poczekam ;)
    you-always-be.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja studiuję farmację na GUMedzie i mam znajomych na biologii na UG. Powiem Ci tak, spokojnie! Nie musisz czytać wszystkiego z książek. Ważne są tak zwane giełdy - czyli pytania z poprzednich lat. Na pewno takie znajdziesz u osób z 2 roku biologii. Wystarczy trochę popytać, poszukać. Jak chcesz popytam mojego znajomego, ale on już mgr robi. Generalnie otrzymanie stypendium naukowego nie jest mega trudne, tylko trzeba opanować system nauki na dany przedmiot, dowiedzieć się czego wymagają najczęściej prowadzący i o co pytają. Wszystko jest do przejścia. Ja już jestem na IV roku farmacji i nadal ŻYJĘ, prowadzę bloga, videobloga, spotykam się ze znajomymi, czasami jakaś impreza, kino, opera, teatr, do tego związek - a to mega absorbuje czas. Na razie jesteś przerażony, czytasz sterty książek których nie rozumiesz. Wrzuć trochę na luz. Wyślę Ci maila z moim facebookiem i trochę Ci napiszę więcej i mam nadzieję,że uspokoję. I pamiętaj: początki zawsze są trudne! A dodam, że ja na początku studiowałem medycynę i też poprzez swoje nieogarnięcie i w sumie niechęć do jej studiowania rzuciłem. Teraz jestem na farmacji i bardzo się cieszę. Ważne, żeby kierunek, który studiujesz sprawiał Ci dużo satysfakcji. Oczywiście znajdą się przedmioty, których będziesz nie lubił i cały czas w głowie będzie myśl: Nie wiem jak, ale muszę to zdać. Ale jak już zobaczysz 3 w indeksie a pewnie w Twoim przypadku 5, to szybko zapomnisz o trudach i kłopotach. Ale więcej napiszę Ci w mailu.

    Pozdrawiam,
    Adam (www.brakujacykolorteczy.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Omg, naprawdę zdjąłeś mi kamień z serca! Dziękuję Ci bardzo za te pokrzepiające słowa!
      Trochę zbyt emocjonalnie podchodzę do tego wszystkiego i za bardzo się przejmuję...

      Usuń
  29. Właśnie zaczęłam doceniać to, że w liceum chociaż mówią czego dokładnie mamy się na sprawdzian nauczyć. Życzę Ci, żeby kolejne dni na studiach były łatwiejsze ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  30. NIgdy nawet nie wyobrażałam sobie jak to wygląda,nawet nigdy o nich nie marzyłam choć przyznam szczerze,że może i bym chciała...Zyczę powodzenia i wytrwałości !!

    OdpowiedzUsuń