sobota, 28 listopada 2015

Polecam #40 - Dom latających sztyletów

Coraz mniej czasu na oglądanie filmów, skutkuje coraz rzadszymi recenzjami, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie, ponieważ dziś przychodzę z filmem, który skradł moje serce i mam nadzieję, że poruszy też Was...



Dom latających sztyletów


Od kilku dni chodziło za mną kino azjatyckie. Długo wahałem się, po jaki film sięgnąć, aż w końcu wybór padł na ten. Dużo słyszałem o nim pochlebnych opinii, lecz nie ukrywam, że o mojej decyzji najbardziej przesądziła moja ulubiona chińska aktorka, piękna Ziyi Zhang, grająca rolę Mei, znana chociażby z takiego arcydzieła jak "Przyczajony tygrys, ukryty smok"

Chiny, IX wiek, dynastia Tang chyli się ku upadkowi, więc w Państwie Środka powstały różne wrogie formacje. Jedną z nich jest tytułowy Dom latających sztyletów, a dwaj kapitanowie, Leo i Jin mają za zadanie schwytanie ich przywódcy. Zadanie wydaje się na pozór niemożliwe, lecz nieoczekiwanie na ich drodze pojawia się Mei - tajemnicza niewidoma kurtyzana, perfekcyjnie władająca mieczem, która zdaje się, że doprowadzi żołnierzy do kryjówki przywódcy. 


"Dom latających sztyletów" to historia tragicznej miłości. Zdrada goni zdradę, a odwrócenie ról pojawia się nad wyraz często. Momentami trudno się zorientować, kto jest po czyjej stronie, jednak ostatecznie pojawia się zrozumienie, które daje ostateczny obraz. Zdecydowanie miłość i nieszczęśliwi kochankowie grają pierwsze skrzypce w tym filmie. Zresztą, każdy z nas dobrze wie, co się dzieje ze związkiem, kiedy nagle pojawia się "ten trzeci"... Tylko kto jest tym trzecim? Jin czy Leo? Momentami ciężko to ocenić, jednak na koniec wszystko okazuje się jasne.

Na wielką pochwałę zasługują epickie sceny walki. A tego chyba słyną chińskie filmy, że pojedynki są w nich naprawdę niesamowite. Od zaciętej potyczki niewidomej Mei z kapitanem w domu uciech, poprzez zapierającą dech w piersiach bitwę w bambusowym lesie, aż do epickiego pojedynku Jina i Leo, podczas gdy kolorowa jesień cudownie przechodzi w zimę. To właśnie dla tych niezwykłych scen warto obejrzeć ten film. Tu prawa fizyki nie grają roli: walcząc, bohaterowie zdają się wprost unosić nad ziemią, są niebywale celni, że już nie wspomnę o tym, że prawie wcale się nie męczą... Tytułowe latające sztylety też się pojawiają, które zdają się żyć własnym życiem i zawsze trafiać do celu.


Zdecydowanie wielkim plusem tego filmu są przepiękne krajobrazy, które zachwycą każdego estetę. Akcja toczy się głównie na zewnątrz, więc mamy bardzo dużo czasu, żeby się tym pięknem zachwycać. Ciężko jest nawet powiedzieć, jaki widok był najpiękniejszy: czy tajemniczy bambusowy las, spowity mgłą, czy roześmiana jesienna łąka, czy też może pokryty różnokolorowymi liśćmi las o jesiennej porze, albo śnieżnobiały zimowy krajobraz? Zdecydujcie sami. Muzyka także była przepiękna - znakomicie wpasowała się w klimat tego filmu. 

Film polecam każdemu wielbicielowi azjatyckiego kina. Każdemu, kto lubuje się w epickich scenach walki i nie stroni od wzruszeń z powodu nieszczęśliwej miłości. Zdecydowany "must have" na filmowej liście każdego kinomana!


15 komentarzy:

  1. A oglądałeś może ,,Za wszelką cene''? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, ale słyszałem o nim. Może być ciekawy...

      Usuń
  2. Jeden z moich ukochanych filmów, mogłam go oglądać non stop jak byłam dzieckiem, teraz chyba muszę to powtórzyć ;)

    Faktycznie nasze posty fajnie się uzupełniają, że tak powiem ;>

    OdpowiedzUsuń
  3. Widziałam jedynie fragment tego filmu (właśnie scena tańca oraz walki w domu uciech- zapiera dech w piersiach), ale chętnie obejrzałabym go w całości. ,,Przyczajony tygrys. Ukryty smok" to naprawdę piękny film, nie tylko z powodu niesamowitych scen walk. Uwielbiam go. Aż bym sobie go teraz obejrzała;)
    Pozdrawiam,
    P.

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszałam o tym filmie wiele pochlebnych opinii :). Aż zachęciłeś mnie do obejrzenia go :)

    world-chinese-rat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie moja parafia, ale tytuł jest genialny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Totalnie nie moje klimaty, te wszystkie miłości i zdrady niepokojąco przypominają mi meksykańskie telenowele, ale rzecz jasna mogę się mylić :D Dodatkowo nie przepadam za azjatyckim kinem, wolę produkcje głównie Amerykańskie. Cenię jednak ponad wszystko Twoją "inność", bo jesteś chyba jedyna osóbą, która słucha celtyckie piosenki i ogląda azjatyckie filmy, którą znam. Plusik dla ciebie :D
    /Agrafka
    you-always-be.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. chociaż raz mogę pod tą serią napisać, że nie tylko widziałam, ale i lubię. strasznie mi się podobał ten film, dlatego oglądam przy każdej możliwej okazji. a niewiele jest takich filmów.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ostatnio ten film nawet widziałem chyba w telewizji późnym wieczorem, widoki są bardzo ładne. Film wzbudza jednak skrajne emocje. Czekam na kolejne propozycje filmowe, bo będę nadrabiać w święta.

    Pozdrawiam,
    Adam (brakujacykolorteczy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja ostatnio robię sobie powtórkę z Gwiezdnymi Wojnami :)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedyś bardzo lubiłam kino azjatyckie. Teraz na pewno też by tak było, gdybym oglądała tak wiele filmów jak w przeszłości.
    Tego filmu jednak nie miałam okazji zobaczyć, ale przyłapałam raz mamę na oglądaniu go i powiedziała, że jest świetny. :D
    http://zadumam.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak złapię nastrój do oglądania tego typu filmów, to obejrzę, na razie tylko przyznam, że zapowiada się ciekawie ;) Tylko azjatyckie kino... Nie no, zawsze jakoś mnie to odpychało, ale chyba czas dać temu szansę :P

    OdpowiedzUsuń
  12. http://brajank.blogspot.com/2015/11/liebster-blog-award.html
    jesteś nominowany przeze mnie ! :P

    OdpowiedzUsuń
  13. O proszę, chyba właśnie czegoś takiego potrzebuję. Kino azjatyckie, no że też wcześniej o tym nawet nie pomyślałam :D A co mnie przekonało? Krajobrazy :p

    OdpowiedzUsuń