niedziela, 13 grudnia 2015

Polecam #41 - Ostatni Władca Wiatru

Rzadko się zdarza, że powstaje film na podstawie kreskówki. W sumie nie wiem dlaczego, bo kreskówki na ogół są świetne. Pewnie ludzie boją się, że nie uda im się doścignąć animowanego pierwowzoru. Temu filmowi też to zarzucano. Oskarżano reżysera, że pominął wiele wątków, spłycił postacie i kompletnie nie stworzył tego niepowtarzalnego klimatu znanego z animacji. Ja jednak już kiedyś wspominałem, że dla mnie adaptacja i pierwowzór do dwie inne pary kaloszy i nigdy nie oceniam jednego przez pryzmat drugiego, aczkolwiek lubię sobie trochę porównać...



Nie mam pojęcia, jak mi się udało na ten film trafić, lecz jestem wdzięczny losowi, bo dzięki temu spędziłem bardzo dużo cudownych godzin z Awatarem Aangiem, Katarą i Sokką. Jak możecie się domyśleć, odezwało się we mnie dziecko i natychmiast nadrobiłem 7 sezonów kreskówki.

"Ostatni władca wiatru" to film, którego akcja dzieje się w fantastycznym świecie zdominowanym przez magię, który ze względu na architekturę oraz ludność bardzo przypomina Daleki Wschód. W tym świecie istnieją cztery narody, każdy z nich odpowiada jednemu z czterech żywiołów. Jest też Awatar, czyli coś na kształt duchowego przywódcy, który włada wszystkimi żywiołami i reinkarnuje się za każdym razem w innym narodzie. Akcja filmu rozpoczyna się w czasie, gdy wszystko pogrążone jest w wojnie. Awatar zaginął 100 lat temu, a Naród Ognia pragnie zdobyć cały świat. 


Awatar Aang
W świat awatara wkraczamy na biegunie południowym, na terenie Południowego Plemienia Wody, gdzie dwójka rodzeństwa, Katara i Sokka znajdują dziwną lodową kulę. Jest w niej zahibernowany chłopiec o imieniu Aang, który okazuje się ostatnim magiem powietrza, który tkwił w lodzie przez 100 lat, a co za tym idzie, jest też Awatarem. Rozpoczyna się nowy etap w historii świata. Awatar powrócił, by na nowo zjednoczyć wszystkie cztery narody i przywrócić światu równowagę. 

Karara i Sokka decydują się wyruszyć wraz z Aangiem w podróż w celu opanowania przez niego wszystkich czterech żywiołów. Jako, że istnieje zasada głosząca, by kolejne umiejętności należy zdobywać po kolei, udają się do Północnego Plemienia Wody (to z bieguna południowego jest raczej ubogie), by rozpocząć naukę. W drodze poznają zdesperowanego księcia Zuko, wygnanego syna Władcy Ognia oraz jego wuja, generała Iroh , którzy za wszelką cenę starają się schwytać Awatara. Za to na miejscu, w pięknym lodowym mieście na biegunie północnym poznają księżniczkę Yue, która okazuje się bardzo pomocna w doprowadzeniu całej fabuły do końca. 

Sokka i Katara

Moim zdaniem, największym plusem filmu jest bardzo ciekawa fabuła, lecz tu trzeba zwrócić uwagę na pewien istotny szczegół. Jest to w końcu adaptacja, więc fabuła była już gotowa. Na drugim miejscu stawiam więc efekty specjalne. Miasto Północnego Plemienia Wody wyglądało niezwykle spektakularnie: całe zrobione z lodu, bardzo duże i niezwykle epickie. Magia w wykonaniu przedstawicieli poszczególnych narodów też prezentowała się bardzo pięknie.

Moim zdaniem na uznanie zasługuje też fakt, że reżyserowi udało się zmieścić cały pierwszy sezon kreskówki w niespełna dwugodzinnym filmie, co jest chyba nie lada sztuką. Dużo wątków zostało pomiętych, lecz chyba nikt nie oczekiwał, że wszystko, co było przedstawione w animacji zostanie tu zrealizowane. 

Stolica Północnego Plemienia Wody

Nie byłbym sobą, gdybym nie porównał sobie kreskówki do filmu. Oczywiście poniższe wnioski wysnułem już po obejrzeniu animacji, więc nie odnoszą się one bezpośrednio do mojej oceny filmu.
  • Awatar Aang  był przedstawiony całkiem fajnie. Co prawda, jego tatuaże w filmie były czarne, a nie niebieskie, ale za to z wyglądu i charakteru bardzo przypominał siebie, co przypadło mi do gustu.
  • Katara była w filmie lepsza. Od razu wydała mi się ciekawą postacią, a w kreskówce okazała się taką mimozą, że szok.
  • Sokka w filmie był zupełnie inny. Nie mówię, że zły, bo kompletnie zmieniono sens tej postaci! W kreskówce był raczej w wieku pozostałych bohaterów, zawsze zabawny, lecz z drugiej strony tez rozważny, za to w filmie był wyraźnie starszy i nie miał za grosz poczucia humoru. Jedyne fakt, że grał go Jackson Rathbone jakoś ratuję tę postać.
  • Książę Zuko zachowywał się tak, jak się powinien zachowywać. Co tu dużo mówić, Zuko to jeden z głównych antagonistów i w sumie twórcy filmu przedstawili go całkiem przyzwoicie, lecz ja osobiście ubolewam, że nie zekranizowano kolejnych sezonów, gdyż  to właśnie w nich Zuko bardzo się rozwija i staje się niesamowitą postacią. Jedyne, co mam do zarzucenia to jego wygląd, gdyż aktor, który go grał, wcale Zuko nie przypominał...
  • Generał Iroh w kreskówce i filmie to dwie zupełnie różne postaci. Nie mówię tu już nawet o znacznych różnicach w wyglądzie, ale przede wszystkim w charakterze! Biorąc pod uwagę, że zekranizowano tylko pierwszy sezon, nie ma żadnych zgrzytów, ale jeżeli taki Iroh miałby pojawić się później, to ja widzę poważny problem...
  • Księżniczka Yue to według mnie postać znacznie lepiej przedstawiona w filmie niż w książce. Może to dlatego, ze grała ją piękna Seychelle Gabriel, a może po prostu podobało mi się, że nie przeciągano na siłę tego miłosnego wątku, tak jak odnosiłem wrażenie w animacji?

Księżniczka Yue i Sokka

Sama kreskówka to produkcja, którą będę wspominał chyba do końca swojego życia. Nie była to jakaś płytka, infantylna animacja, jak większość tych dzisiejszych, które są praktycznie pozbawione jakichkolwiek form zła i agresji oraz są totalnie odmóżdżone. Tutaj wyraźnie coś się działo, wątki płynnie się łączyły i chociaż tak jak zawsze, zdarzały się epizody kompletnie niepowiązane z wątkiem głównym, to całość dążyła do pewnego konkretnego celu i prezentowała się wręcz znakomicie, co szczególnie wyraźnie było widać w ostatnich sezonach. 

Na wielki plus zasługują też ogromne nawiązania do kultury Dalekiego Wschodu. Chociaż zarówno kreskówka, jak i film to produkcje amerykańskie, to ich akcja wyraźnie dzieje się gdzieś w Azji. Można to zauważyć chociażby po architekturze, czyli charakterystycznych, wygiętych dachach pagody, a także po niektórych elementach elementach fabularnych. Naprawdę zdziwiłem się, kiedy Aang w pewnym momencie zaczął uczyć się o czakrach, albo gdy dotarło do mnie, jak dużo motywów z wielkich azjatyckich religii, takich jak Buddyzm czy Hinduizm zostało w tych produkcjach wykorzystane, na przykład sama koncepcja awatara, która wywodzi się z Hinduizmu. Moim zdaniem, jest to wielki hołd twórców filmu złożony tym wielkim cywilizacjom.

Chcę się przy okazji pochwalić, że mam taką samą fryzurę, jak Sokka :D

Reasumując, film jest godny obejrzenie dla każdego fana fantasy. Warto też sięgnąć później po kreskówkę, ale ostrzegam, ta produkcja naprawdę wciąga. Jestem bardzo ciekawy, jak na film reagują osoby, które naprawdę oglądały przygody Aanga w dzieciństwie, czy naprawdę tak negatywnie odbierają ten film, czy też może sentyment bierze górę? 

21 komentarzy:

  1. Myślę, że film mógłby mi się spodobać. Niestety, najczęściej po prostu brak mi zapału aby zacząć cokolwiek oglądać, ewentualnie dokończyć. Od miesiąca bowiem jestem na 6 odcinku SCREAM i nie mogę się za to zabrać...
    Tak jak mówiłam, film obejrzałabym z chęcią. Po DOBREJ DUSZY jakoś fantasy przestało być dla mnie straszne, a nawet wręcz przeciwnie- zachęciło mnie. Hmmm co do Dobrej Duszy. Narobiłam sobie sporo zaległości i cholernie żałuję, teraz ciężko jest mi się za to zabrać. Ale obiecuję, że wrócę na pewno, potrzebuję tylko chwilowej przerwy. Czytam wszystkie rozdziały regularnie, ale nie mam weny aby je komentować.
    Recenzja świetna, zachęcająca, do tego zdjęcia mają świetną jakoś, a to także bardzo ważne. Pozdrawiam!
    /Agrafka
    you-always-be.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. uwielbiam te kreskowke ! film tez bardzo mi sie podobal, aktor grajacy Sokkę jest przepiekny *.* <3
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaczęłam kiedyś oglądać ten film, ale z jakiegoś powodu nie dobrnęłam do końca. Może teraz do niego wrócę. Chociaż bardziej prawdopodobne, że zajmę się kreskówką :>

    OdpowiedzUsuń
  4. Kreskówki nie widziałam, a film miałam przyjemność oglądać dwa razy. Za każdym razem byłam oczarowana wszystkimi scenami i ogólnym wątkiem filmu. :) Naprawdę nie wiem, czemu nie doczekał się kontynuacji.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnio jakoś nie przepadam za takim typowym fantasy. Może to ogólnie dlatego, że zrobiłam się wybredna (ale chyba bardziej, jeśli chodzi o książki niż filmy). PS Już rozdziały na ,,Dobrej duszy'' nadrobiłam, niedługo postaram się skomentować.
    Trzymaj się, puść się, co tam chcesz. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety, nie miałam do czynienia z kreskówką, ani filmem, lecz fabuła jest jak na moje gusta ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Sceny filmu robią wrażenie i choć nie należy do moich ulubionych gatunków to obejrzałam z zaciekawieniem. Pozdrawiam i zapraszam na ryż z ..... :P

    OdpowiedzUsuń
  8. ja oczywiście też nie miałam pojęcia ani o kreskówce ani o filmie ale historia brzmi niezywkle ciekawie, spróbuję gdzieś dorwać ten film i obejrzeć! :) mówisz że masz już swoją wymarzoną fryzurę?? :D pochwal się zdjęciem! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy nie zrozumiem dlaczego film dostał takie słabe noty, przez które na pewno nie będą nagrane kolejne części (księgi). Mi bardzo się podobał! Świetne odzwierciedlenie kreskówki, którą kocham. Lokacje fajnie przedstawione, postacie w miarę w porządku. Aang bardzo mi pasuje, Sokka też - uważam, że Jackson świetnie nadaje się na tę rolę i jest genialnym przedstawieniem kreskówkowego Sokki w rzeczywistości. Mogliby tylko rozwinąć tę postać i wrzucić kilka śmiesznych wątków z bajki. Za to w przeciwieństwie do Ciebie, nie przepadam za Katarą. Możliwe nawet, że tylko dlatego, że aktorka mi nie przypasowała. Aha, to co mi się jeszcze przypomniało, to wuj Zuko, który w bajcie jest lepszy... z wyglądu. Taki przyjemny śmieszny dziadziuś. W filmie przedstawiony jako młodszy i mniej komediowy, a troszkę szkoda. Właściwie nie mam żadnego idealnego aktora na jego miejsce, musiałabym poświęcić poszukiwaniom dużo czasu.
    Cieszyłam się, że powstał prawdziwy film z prawdziwymi ludźmi. Zawsze lubiłam Avatara i brakowało mi takiego realnego jego odzwierciedlenia. Bardzo podoba mi się fakt, że utrzymali całą koncepcję bajki i że tak kluczowo się na niej wzorowali. Na przykład Królestwo Wody było identyczne jak w bajce, a pamiętam, że zawsze mi się ono podobało. Szkoda, że nie nagrają kolejnych części. Chciałabym zobaczyć Basing Se (czy jak to się tam pisze... hah).
    Bajka jest jakby serialem, co nie? W odcinkach, przedstawiony każdy rozdział domniemanej książki. Gdyby stworzyli z tego serial, też byłoby świetnie. Wtedy na pewno nie narzekalibyśmy na brak momentów z kreskówki.
    Dalej nie mogę przeżyć, że Jackson Rathbone dostał za ten film Złotą Malinę (czyli nagroda za złą rolę). Dla mnie był naprawdę dobry, zagrał to co miał zagrać. Dla mnie chyba właśnie on jest najlepszym wyborem jeśli chodzi o aktorów. Dał Socce trochę bardziej dorosły wyraz i fajnie, bo bajka jest przeznaczona bardziej dla dzieci, więc musieli utrzymać go w niej bardziej infantylnego. Ech, uwielbiam Sokkę!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ani na kreskówkę, ani na film do tej pory nie natrafiłam, ale związku z długimi weekendowymi wieczorami i brakiem pomysłu na nie przypuszczam, że obejrzę film, bo za kreskówkami nie przepadam. Chociaż kiedyś oglądałam anime, ale to było kiedyś :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Kawałek filmu widziałam chyba kiedyś w telewizji, bo jakoś kojarzę postacie i ten moment gdzie rodzeństwo znajduję tą kulę lodową (?) ale nigdy filmu nie dokończyłam, nawet wtedy tytułu nie znałam, cóż trzeba będzie obejrzeć ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. Na załączonych momentach wygląda to trochę kiczowato.

    OdpowiedzUsuń
  13. Wygląda całkiem obiecująco, aczkolwiek przy takich produkcjach zawsze trzymam ogromny dystans, zapewne dużo osób pamięta jakim kiczem był film o Dragon Ballu /Mikołaj

    Dwie Perspektywy Blog

    OdpowiedzUsuń
  14. :) zapraszam na rozdanie ZOEVA http://madziakowo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. nie słyszałem o tym filmie ale po recenzji z pewnością obejrzę, może jeszcze nawet dziś, Avatara - kreskówki nigdy nie oglądałem ale widziałem różne urywki i wydawały się bardzo obiecujące, lubię takie klimaty, taki film mógłbym obejrzeć z moją Natalią, szukałem takiego filmu

    OdpowiedzUsuń
  16. Przyznam, że nigdy nie obejrzałam, ani kreskówki, ani tego filmu na jej podstawie. Jednak zgadzam się całkowicie, że wyczynem jest chociaż w pewnej mierze dorównać filmowi swojemu animowanemu oryginałowi. W kreskówce dużo łatwiej stworzyć pewne sytuacje, zjawiska, efekty, czy nawet same postacie.
    http://zadumam.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. O, kadry dosyć ładne, może kiedyś sobie obejrzę, jak najdzie ochotka na skośne oczka!

    BTW. Co to za zastój na blogasku, mówiłeś niedawno, że z chęcią pisałbyś nawet częściej niż co 2 dni, a teraz co? :P

    OdpowiedzUsuń
  18. Trochę nie mój styl filmowy, jakoś nie przepadam za filmami z Azji :)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń