piątek, 25 grudnia 2015

Psychoanaliza #2 - Dystans

To jest niesamowite uczucie, móc pisać o sobie! Szczególnie, kiedy ma się co pisać. Długo się zastanawiałem, na jakiej mojej cesze powinienem skupić się w drugim poście tej serii i w końcu zdecydowałem się na dystans. Umiejętność bardzo ważna, która przydaje się każdemu. Historia mojego dystansu także jest krótka, podobnie jak uporu. W każdym razie, warto nauczyć się dystansu do siebie i świata, bo jest to faktycznie przydatne w życiu! 

Dystans do siebie


Jeszcze jakieś trzy lata temu nie miałem go w sobie za grosz! Przejmowałem się każdym złym słowem, wszystko brałem do siebie, nawet głupie i niewinne żarty i roztrząsałem je. Przez to pojawiało się w moim życiu mnóstwo spięć i niepotrzebnych nieporozumień. Pojawił się jednak w moim życiu przyjaciel, który nauczył mnie, jak mieć dystans do siebie. Była to terapia szokowa, która przyznam, nie podobała mi się, ale efekt był znakomity i dziś zbieram jej efekty. 

Dzięki dystansowi, potrafię śmiać się z samego siebie. Kompletnie nie przejmuję się hejtem, potrafię wyciągać wnioski z konstruktywnej krytyki, czyli poprawiać swoje błędy, a nie załamywać się i narzekać, że coś mi się nie udało. Ta umiejętność, pozwoliła mi zderzać się z życiem i wychodzić z tego bez szwanku. Można powiedzieć, że dzięki temu nauczyłem się życia.

Dystans do siebie nie oznacza jednak, że wyzbyłem się wrażliwości! Po prostu wiem, że nie jestem idealny, że mam mnóstwo wad oraz że ludzkie słowa kierowane do mnie nie powinny być powodem moich zmartwień, a wręcz przeciwnie, powinny dawać mi okazję do śmiechu, nawet gdy są niepochlebne. Dlatego staram się obracać wszelkie obelgi w żart. Chociaż w sumie, odkąd wypracowałem w sobie tę cechę, to raczej nie zaznaję już obelg - raczej są to po prostu sympatyczne docinki, które przecież ubarwiają każdemu życie. 

Oto świąteczny ja! W tle widać fragment mojej skromnej choineczki! 


Dystans do świata


Bardzo podobne pojęcie, lecz różniące się tym, że nie dotyczy bezpośrednio mnie, ale całego świata. Tę cechę wypracowałem w sobie sam, ale nie pamiętam już kiedy. W sumie zawsze miałem w sobie dystans do świata. A polega on na tym, że nie przejmuję się pierdołami, nie szukam dziury w całym, nie martwię się i nie szukam sobie problemów. Można powiedzieć, że lekkoduch ze mnie, ale to nie do końca o to chodzi, bo przecież nie jestem nieodpowiedzialny. 

Ludzie po prostu zbyt bardzo przejmują się błahostkami, typu czy okna są umyte na święta. Wiem, głupi przykład, bo przecież raczej powinno się utrzymywać w swoim domu czystość, no ale w końcu to nie sprzątanie jest zasadniczym celem świąt, prawda? No właśnie, dużo ludzi zajmuje swoją głowę głupotami, o których tak naprawdę wcale myśleć nie muszą, którymi nie ma po co się przejmować. 

Albo przejmowanie się innymi! Ludzie boją się iść ulicą i śmiać się, bo to podobno głupie. Boją się uśmiechać się do innych, bo to niepoważne... Ale trzeba mieć dystans do świata! Jeżeli czujemy radość, to należy się śmiać, a nie stwarzać niepotrzebne pozory, że jesteśmy ponurymi, poważnymi ludźmi, bo prawda jest taka, że zamiast wywoływać pozytywne wrażenie, robimy coś zupełnie przeciwnego... 

Dlatego zachęcam wszystkich: wrzućcie na luz! Co ma być to będzie, zamartwianie się i denerwowanie nikomu nie pomoże, a tylko zaszkodzi waszemu zdrowiu oraz faktycznie stres może spowodować, że dane przedsięwzięcie Wam nie wyjdzie. Dystans do siebie i świata nie jest trudną rzeczą!

Tego Wam życzę na święta:
DUŻO DYSTANSU!



31 komentarzy:

  1. Z dystansem akurat nie miałam nigdy problemu. Chyba, że chodzi o początki twórczości i ,,konstruktywnej krytyki'', bo z tym bywało różnie. Moja mama twierdzi wręcz za mam za duży dystans do siebie i tak dalej. Kompletnie mnie nie obchodzi zdanie innych, a to jej zdaniem dziwne i powinnam więcej robić tego, co wszyscy lubią i się dostosowywać do ogółu, bo tak trzeba, ech. Spodobało mi się to określenie ,,Dystans do świata'', takie nowe, przynajmniej dla mnie.
    Wesołych Świąt. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, nie wiem, jak można mieć za duży dystans do siebie :P

      Usuń
    2. No ja też nie, więc piątka.

      Usuń
  2. O tak, do tej choinki trzeba mieć dystans :D Żeby nie złamać biedaka....
    Dystans do świata chyba też mam, w każdym razie nie jestem ,,roszczeniowym" człowiekiem i takiego typu ludzkiego nie lubię. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym obu tych dystansów nie spaczyła i nie zboczyła w dziwne strony, ale ogólnie uchodzę za osobę zdystansowaną.
    Znam dwa skrajne przypadki: dziewczynę pozbawioną dystansu do siebie która żyje w ciągłym stresie, jest w stanie ulec wszystkiemu byleby klasa nie pomyślała o niej źle, byleby nikt na nią krzywo nie spojrzał. Tak, mówiłam jej ze to chore, ze zachowuje się jak owca, ale gdzie tam...Z kolei mój chłopak ma taki dystans, że mógłby w siebie kamieniami rzucać i jeszcze by nie trafił. To czasami przerażające, serio, człowiek który te wszystkie niepisane zasady społeczeństwa ma gdzieś i choćby się waliło i paliło i tak zrobi co chce. Na razie wyrzucili go ze szkoły i z pracy, nie wiem co będzie dalej, ale podejrzewam że daleko zajdzie.
    W sumie zabawne, widocznie można żyć z ludźmi skrajnie przeciwnymi i wszystkich ich lubić. Każdy jest na swój sposób irytujący i zabawny, o ile masz dystans do tych wszystkich ludzkich typków plątających się tu i tam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Twój chłopak na pewno daleko zajdzie, bo taki dystans do siebie i świata zawsze pozytywnie wpływa na ludzi :)

      Usuń
  3. Nie wiem, jak to się dzieje, że zawsze piszesz o tym, o czym chciałabym poczytać. ;) Ja cały czas walczę ze sobą, żeby nauczyć się dystansu do siebie. Ta świetna cecha na pewno bardzo ułatwia życie. Teoretycznie wiem, że nie należy się przejmować docinkami ludzi, hejtami etc. Jednak w praktyce każde takie niemiłe słowo się przeżywa. Ale zdecydowanie łatwiej idzie mi z dystansem do świata. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie tak samo! Zainteresuję się jakimś tematem i od razu ktoś pisze posta na ten temat xD

      Usuń
  4. Myślę, że dystans do siebie miałam już wiele lat wcześniej, ale nie zawsze o tym pamiętałam... Hmm... To bardzo ciekawe. Należy umieć śmiać się z samego siebie i nie być takim ponurakiem :)

    INNA MYŚL [blog] | MÓJ KANAŁ NA YOUTUBE

    OdpowiedzUsuń
  5. Mało osób w tych czasach ma dystans do siebie...

    OdpowiedzUsuń
  6. No to wypróbujmy Twój dystans do siebie! ;))

    Jak zobaczyłem to zdjęcie, Ciebie z włosami zaczesanymi w stylu pięćdziesięcioletniego zgreda, czerwonej koszuli zapiętej psychopatycznie na ostatni guzik i szelkach świadczących o chorobliwym lęku przed utratą kontroli, a także wyliniałą choineczkę w tle, to poczułem się jak mały chłopczyk, na którego chutliwie zerkasz. Jakbyś za chwilę chciał sięgnąć po mojego małego, przestraszonego, jednookiego węża i bezpruderyjnie się nim zabawić. Uwierz mi, to nie była miła fikcja literacka ;d

    Jeżeli moja wyobraźnia popchnęła mnie zbyt daleko, to wybacz! Nie szukaj skakanek ani żyletek ;*
    I tego... dzięki za życzenia, ja mam już wuchte dystansów! A zdecydowanie najbardziej martwi mnie duży dystans pieniądza do mojego portfela.

    www.kulturaifetysze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, wiedziałem, że ktoś napisze coś w tym stylu i tak sobie nawet myślałem, że to możesz być Ty, bo któż by inny? W sumie, to byłbym rozczarowany, gdybyś nie napisał :D Symbolika szelek bardzo ciekawa! Wiesz, że chyba nawet coś w tym jest...

      Usuń
    2. Ba! Królestwo za mój komentarz! Szczególnie wtedy, gdy jestem w formie... ;d

      Usuń
  7. Ja mam dystans do siebie, tzn czasami za bardzo się trochę przejmuję, ale nigdy się nie obrażam czy coś w tym stylu/Karolina

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też kiedyś nie miałem dystansu. Wszystko, co złego mi ktoś powiedział, brałem bardzo do siebie i sprawiało mi to wiele przykrości. A teraz? Teraz nie dość, że mam dużo dystansu, to diametralnie zmieniłem nastawienie do ludzi. Uważam, że jeśli ktoś mnie lubi, to ok, ale jeśli nie, jeśli komuś coś we mnie przeszkadza, to przecież jest jeszcze siedem miliardów innych osób, prawda? Takiej filozofii życiowej życzę wszystkim! ;)

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie! ;D
    http://subiektywniekrystix.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Do wszystkiego trzeba mieć dystans.
    P.S. Wesołych świąt :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdecydowanie ludziom przydałaby się umiejętność śmiania się z samych siebie. Chociaż znam takie dość dramatyczne przykłady, gdy osoby, którym się wydawało, że mają dystans po jakimś czasie stwierdziły, że takie obracanie wszystkiego w żart jest dla nich zbyt obciążające psychicznie, no i ludzie wykorzystywali to przeciwko nim. Ależ optymistycznie mi wyszedł ten komentarz, ale medal ma dwie strony o tym też dobrze pamiętać :>

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie najbardziej śmieszą momenty, jak ktoś ewidentnie chce mi dopiec, pokazać, że o, mam nad tobą władzę, a ja wtem... wybucham śmiechem. Bo właśnie ten dystans pozwala mieć wiele rzeczy przysłowiowo w tyłku. Tak, jak napisał wyżej Dread Nogitsune, moja mama też mi się nieraz pyta, dlaczego mnie to nie rusza? Powinnam się bardziej ludźmi przejmować, tym co mówią! Ale, skoro mowią o mnie to znaczy że serio nie mają włąsnego życia, i ta moja uwaga im się nie należy. A dzięki dystansowi zawsze jest się z czego pośmiać - np. z samej siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ze mną jest całkiem podobnie - niegdyś przejmowałam się wszystkimi docinkami, głupimi żartami, nawet jeśli to był maluteńki sarkazm, brałam to na poważnie. Wszystko się zmieniło odkąd poszłam na studia. Potrafię śmiać się sama z siebie (mój brat mówi, że chyba śmieję się z własnej głupoty, ale tak chyba mają bracia). A jeśli ktoś obrabia mi tyłeczek za plecami to nic, bo wiem, że pewnie bał mi się to powiedzieć prosto w oczy. Może bał się mnie? (Nie gryzę). Dystans do siebie to ważna rzecz, najważniejsza! Bez niego pewnie jest troszkę trudno ;)

    Pozdrawiam serdecznie i Życzę Ci Wesołych Świąt i lepszego Nowego Roku.

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedyś znajoma zapytała mnie...ale powiedz mi co to jest mieć dystans do siebie? Próbowałam jej wyjaśnić, nawet bardzo obrazowo, ale jakoś nie mogła zakumać.
    A więc w końcu nie wytrzymałam u mówię...wiesz Jola , mieć dystans do siebie to mieć w d...to co inni o tobie mówią. I dopiero wtedy zatrybiła :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak zawsze świetnie napisane i prawdziwe!
    Przy czytaniu "dystans do świata", przy uśmiechaniu się do innych przypomniał mi się mężczyzna z yt, "taki śmieszek jestem" i jego śmiech, ten to ma dystans do siebie i do świata haha

    OdpowiedzUsuń
  15. Pamiętasz może (ah, pamiętasz na pewno!) post na blogu moim i Liseła, w którym próbowałyśmy nauczyć ludzi dystansu? Oby było takich postów więcej, bo jednak BRAK DYSTANSU to choroba XXI wieku. Może takim pisaniem chociaż parę ludzi się nawróci ;]
    Świetnie, że ty też masz dystans. Tacy ludzie w życiu mają łatwiej, potrafią brać z żartem wszystkie niepochlebne opinie na ich temat lub nawet je wymyślać.
    Wszystko pięknie, fajnie, no ale jednak z tym zdjęciem rzeczywiście jest coś nie tak. Twoje oczy spoglądają jakoś tak złowieszczo, poza tym TOP KNOT to totalny nie wypał ;c
    /Agrafka
    you-always-be.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, oczy takie złowieszcze, bo spoglądają na pierniki i mają ochotę je pożreć!

      Usuń
  16. Dobry wpis, nie powiem, że nie. Akurat ten dystans, zarówno do siebie jak i do świata się przydaje. Sama często śmieję się z siebie, bo też jestem osobą nieco roztrzepaną, która często zrobi tzw. "siarę", tak też ten dystans jest ze mną od zawsze. :D
    Pozdrawiam
    A.

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetny post, masz bardzo fajny blog a Twoje wpisy są naprawdę bardzo interesujące Emotikon smile !
    ja juz obserwuje i zapraszam do mnie
    nowy post
    milentry-blog

    OdpowiedzUsuń
  18. Piona! Dzisiaj ubrałam do Kościoła baleriny, bo ciepło... Wszyscy poubierani w kozakach, a mama stwierdziła, że wyglądam jakby mnie na inne buty nie było stać. Spoko, kozaków tylko 4 pary, ale po co? Skoro ciepło... Ważne to, żeby być sobą i się nie przejmować. :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Czekając wczoraj na autobus byłam świadkiem kompletnie bezsensownego zachowania. Dwójka dzieciaków (13lat?) siedzi i pokazuje język przejeżdżającemu na rowerze mężczyźnie (50+). Tak go to dotknęło, że cofnął się i zaczął wydzierać... dodał do tego kilka gróźb i uderzeń rowerem o metalowy jeszcze przystanek.
    To był tylko język. Nie rozumiem i współczuję.

    OdpowiedzUsuń
  20. Według mnie dystans do siebie, jest w dzisiejszych czasach bardzo ważny, więc warto go mieć :) Osobiście uważam, że ja chyba ten dystans posiadam :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Dystans do siebie to bardzo pomocna rzecz, o wiele łatwiej się żyje mając taką cechę, choć o nią trudno ;)

    veronicalucy.blogspot.com
    facebook.com/Veronica-Lucy-1640180546233277/?ref=hl

    OdpowiedzUsuń
  22. Dystans do siebie jest bardzo potrzebny. Mi go na szczęście nie brakuje! Umiem śmiać się ze swoich błedów, co bardzo w sobie lubię! Kiedyś również brałam wszystko do siebie, najśmieszniejszy żart sprawiał, że było mi smutno i czułam się źle. Ale po jakimś czasie się zmieniłam. W zasadzie nie mam pojęcia skąd ta zmiana ale myślę, że trochę dojrzałam! :)
    Co do uśmiechania się, pamiętam jak kiedyś idąc ulicą śmiałam się z koleżanką, i nagle wszyscy zaczęli na nas naskakiwać,a to że nie kulturalne, a to że nie wypada i inne bzdury. Ale moim zdaniem to zwykła radość i nie powinna była nikomu przeszkadzać! :)
    Zostanę na dłużej :)

    angelika-akkie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  23. Mi brakuje na ulicach uśmiechu, a przyznam, że i mi trudno się często przełamać, gdy widzę miny przechodniów ;) Ale byłoby dużo przyjemniej gdyby zwyczajny uśmiech do kogoś obcego przestał być traktowany jako coś dziwnego ;)

    OdpowiedzUsuń