piątek, 25 marca 2016

Gadanie #28 - Czy zamiłowanie do piękna świadczy o próżności? [MC #24]

Ostatnio wdałem się w dyskusję na temat kościołów. A mianowicie niektóre osoby uważają, że piękno przedmiotów nie ma w kościołach znaczenia. Chodzi sobie taki człowiek do świątyni, gdzie na ścianach nie ma obrazów, wykorzystuje się gliniane kielichy a ministranci noszą zwykłe białe komże. 

Moja opinia była inna. Powiedziałem, że uwielbiam patrzeć na piękne obrazy, na przepych szat liturgicznych i złote kielichy. Sprawia mi to przyjemność. W odpowiedzi dowiedziałem się, że jestem pustakiem, który niczym sroka patrzy tylko na to, co się błyszczy... 

Czy zamiłowanie do piękna świadczy o próżności?



No właśnie, co myślicie na ten temat? Na samym początku zaznaczę, że wiem iż gusta są różne: niektórzy lubią minimalizm a inni przepych, ale nie o to mi dzisiaj chodzi. po prostu ludziom wydaje się, że jeżeli ktoś lubi otaczać się pięknymi przedmiotami (materialista) i na nie patrzeć to jest próżny i nic nie warty. W związku z tym nurtem gloryfikuje się minimalizm, czego najlepszym przykładem jest papież Franciszek, którego osobiście nie darzę nawet cieniem pozytywnych uczuć. To tyle, jeśli chodzi o Kościół. Podobne trendy jednak obserwuje się w ocenianiu ludzi: niektórzy patrzą na wygląd (materialiści), inni tylko na wnętrze (minimaliści). Łatwo jest zaszufladkować takich ludzi i oskarżyć ich o brak serca, ale czy tak jest naprawdę?

Przede wszystkim to na pewno nie jest tak, że dla człowieka, który kocha piękno nic innego się nie liczy. Niektórzy ludzie myślą, że to pustak, ponieważ zachwyca się przedmiotami. Ale przecież po to je stworzono, aby się nimi zachwycać, czyż nie? Prawda jest taka, że na przykład dla mnie piękno wcale nie jest najważniejsze. Fakt, że zwracam uwagę na wygląd drugiego człowieka, wcale nie świadczy o tym, że pozostaję ślepy na jego charakter. I myślę, że tak jest też z innymi ludźmi: patrzą nie tylko na wygląd, ale i na serce drugiego człowieka.

Wróćmy do kościołów. Czy osoba wierząca, która chodzi do kościoła i cieszy się pięknem złotych kielichów jest gorsza od osoby, która uczestniczy we Mszy Świętej sprawowanej w glinianych naczyniach? Czy osoba modląca się na złotym różańcu jest gorsza od osoby modlącej się ma drewnianym? Modlitwa to modlitwa, nie ma znaczenia, w jakiej scenerii się ją przeprowadza. Oczywiście do wszystkiego można dodać wytłumaczenie. Można powiedzieć, że kielichy są złote na chwałę Pana albo że Jezus urodził się w stajence, więc lubi minimalizm. Ludzie do każdego faktu są w stanie dopowiedzieć sobie ideologię.

Miłość do piękna nie jest zatem niczym złym. Po to mamy oczy, aby patrzeć, po to mamy rozum, aby oceniać, więc korzystajmy z tych darów. Cieszmy swoje oczy dziełami sztuki, które są w kościołach i patrzmy na innych ludzi. W żadnym wypadku nie świadczy to o próżności. Koniecznie napiszcie, co myślicie na ten temat, bo jestem strasznie ciekawy Waszych opinii!

12 komentarzy:

  1. Jestem za minimalizmem, bo po prostu do mnie trafia, ale nie widzę nic złego w otaczaniu się pięknymi rzeczami. Mogę wiedzieć, dlaczego żywisz tak... powiedzmy, że skrajne, uczucia do papieża Franciszka? Minimalizm w moim przypadku nie ma nic wspólnego z dostrzeganiem wnętrza, bo jakby rozdzielam to wszystko ze sobą. Sprawy duchowe nie podpinam pod ,,mini'' i ,,maks''. Co do kościołów, tu moje zdanie, chyba, może Cię zadziwić. Nie lubię przepychu w kościołach. Złote ramy obrazów (kocham sztukę, do obrazów się więc nie przyczepię), wszystko wszędzie, bogato zdobione ornaty... To mnie zawsze... odrzucało? Bo w sumie po co widzieć coś pięknego w świątyni, skoro chodzi się do niej z zupełnie innych powodów? Nie mówię od razu o pustych czterech ścianach, krzyżu, Tabernakulum i nędznym ołtarzu, a księdzu i ministrantach w szatach pokutnych... W ogóle nie lubię złota jako koloru. Kojarzy mi się z przepychem, do którego mam wrodzoną awersję. Po prostu, jak widzę wszystko wszędzie, czuję się przytłoczona (klaustrofobik pozdrawia) i jednocześnie odbiera mi to jakieś poczucie estetyki. Zamiast zdobić, w moim odczuciu szpeci. Tak czytając, pomyślałam chyba trochę zbyt bardzo o kwestiach religijnych. Skojarzyło mi się z tym, że u nas ludzie bardziej dbają o swój wygląd, ubiór, a na zachodzie o piękną okolicę, domy, parki, a ubierają się raczej skromnie. No wiesz, o co chodzi, rewolucja francuska, angielska, rozłam, schizmy itd. Nie lubię ludzi, którzy się oszukują, twierdząc, że wygląd nie liczy wcale. W jakimś stopniu liczy się dla każdego. Chodzi też o to, ile można z wyglądu wyczytać. Wyraz twarzy, styl ubierania się, poruszania, stopień dbania o siebie. Choć jednocześnie nie rozumiem obsesyjnego dbania (zwłaszcza wśród celebrytów) o swój wygląd, w ogóle pomijając ważniejsze kwestie. Wszyscy się odchudzają, katują, a rzadko słyszy się o kimś, kto pracuje nad swoim charakterem, próbuje stać się lepszym człowiekiem, mimo że już zalicza się do tych ,,dobrych''. I znów wracamy do religii... Masz rację, w zupełności, ale niektórym też chodzi o kwestie finansowe. Kościół zbiera pieniądze i zdaniem wielu zbyt wielką kwotę przeznacza na remonty, odnawianie obrazów, nowe szaty liturgiczne itd., skoro mogłoby to pójść na coś bardziej pożytecznego. Dla misjonarzy itp.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba zbyt bardzo rozmiłowałem się w Janie Pawle II i dlatego cieżko jest mi zaakceptować kogoś innego na Tronie Piotrowym.

      Usuń
  2. Właściwie zgadzam się z tobą. Wychowałam się na wsi ze skromnym, białym kościółkiem, niby ideał minimalizmu - i nie doświadczyłam w nim nic dobrego. Z kolei gigantyczna, bogato urządzona Bazylika stała się moim drugim domem. To, czy kościół jest bogaty czy skromny absolutnie nie świadczy o tworzących go ludziach.
    Dodatkowo jestem estetką. Po prostu kocham piękno - obojętnie czy stworzone przez ludzi, czy natury, czy bogate czy minimalistyczne. Uwielbiam malarstwo, literaturę, nawet rzeźby, wszystko co może być piękne. Potrafię zachwycać się rzeźbionym płotem. Każdy zachód słońca to dla mnie niesamowita przygoda i przeżycie godne zapamiętania. Każda rzeka jest tak piękna w swoim nurcie. Estetyka to dla mnie sprawa najwyższa, jedyna wartość dla której jeszcze warto żyć. Nic więc dziwnego, że w kościele najbardziej przekonują mnie obrazy, wystrój, pieśni - obojętnie czy bogate czy nie, byleby były piękne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli cenisz piękno, potrafisz je dostrzec nie tylko w przepychu, ale i w minimaliźmie. Chodzi mi tutaj przede wszystkim o sztukę. Wiadomo, że ludzie żyli w różnych epokach i w każdej sztukę postrzegali jako coś innego.
    Ja sądzę, że jestem bardziej rozdarta na pół - fascynuje mnie zarówno przepych, jak i skromne piękno. Staram się podchodzić z szacunkiem dla tych rzeczy. Akceptuję to, co ludzi zachwyca w obrazach, freskach, posągach czy innych formach sztuki.
    Sama w domu stawiam na minimalizm, bo wtedy łatwiej jest znaleźć pożądaną rzecz :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz dużo racj! Zastanowię się nad tym :)

      Usuń
  4. Ja to negatywnie oceniam ze względu na coś innego. Owszem, przepych może być ładny, tyle że to czy konsumpcjonizm jest raczej wbrew ideologi jezusowej, chrześcijańskiej. Dlatego kościelne bogactwa są w istocie obłudą, no i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  5. jeżeli chodzi o kościoły, to w sumie nie mam kompletnie zadnego zdania, nie zwracam raczej uwagę na ich wygląd, ale wolę siedzieć w zadbanym, wygodnym kościele. A jezeli chodzi ogólnie o piękno, to uważam ze nie ma nic złego na zachwycaniu się nim. Jezeli cos dla nas jest piękne to logiczne że będę się tym zachwycać i nawet jezeli to piękno jest warte 10000000zł to nie znaczy ze jestem próżna bo równie dobrze doceniam rzeczy o niższej wartości. Trochę zagmatwana ta moja wypowiedz, ale trudno xD/Karolina

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękno, dobro i prawda muszą iść ze sobą w parze. Tak twierdzili Starożytni Grecy, a ja w swojej naiwności nadal chcę w to wierzyć. Z powyższego można wywnioskować, że przyzwalam i aprobuję bogactwo świątyni wszelakich. Pułapką tego świata są dualizmy. Ludzie pytają: być czy mieć? A ja mówię: żeby być, trzeba trochę mieć, a żeby mieć, trzeba być. Rzekłem.

    No i nie wiem do końca, czy prawidłowe jest przeciwstawianie materialistów z minimalistami. Nie jest powiedziane, że minimalista skupia się na życiu wewnętrznym, po prostu jego ceni prostotę i przestrzeń w swoim otoczeniu. Poza tym, czy każdy z nas nie zna wielu minimalistów w sferze ducha? :D

    Ale wartościowy komentarz mi wyszedł. Jestem SWOIM fanem!

    WIĘCEJ MĄDROŚCI PIONKA NA JEGO SUPERFAJNYM BLOGU (KLIK!)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tam nie uważam, aby zamiłowanie do piękna świadczyło o próżności, wręcz przeciwnie ... Są rzeczy, które się podobają i te, które mniej ... po prostu

    OdpowiedzUsuń
  8. w zamiłowaniu do piękna nie ma nic złego, to, że ktoś lubi sztukę, podoba mu się to czy tamto absolutnie nie świadczy o tym, że jest pustakiem, ale, że jest wrażliwy na takie czy inne piękno

    OdpowiedzUsuń
  9. Zgadzam się z Tobą :)
    Sam lubię przepych i ładne rzeczy, owszem minimalizm też jest u mnie mile widziany, ale skoro na coś wydaje już pieniądze to chciałbym by podobało mi się jak najbardziej :)

    truelifebydamien.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie no zgadzam się, nie ma nic złego w zamiłowaniu do piękna, a takie mówienie, że ktoś jest pustakiem jest... Typowe i proste?
    Ja lubię przepych ale taki specyficzny, jednocześnie nie lubię posiadać przedmiotów, jak to tam mówili, stajesz się własnością rzeczy które posiadasz, ludzie mogą zaprzeczać i krzyczeć, że nie, skądże, jednak uważam, że to jednak prawda, nie wiem czy moja wypowiedź ma sens ale cii...

    OdpowiedzUsuń