wtorek, 8 marca 2016

Polecam #46 - Przyczajony tygrys, ukryty smok [MC #8]

Ten najsłynniejszy chiński film świętuję w tym roku swoje 16 urodziny i pomimo upływu czasu nie przestaje zachwycać swoją baśniowością, niebanalną fabułą i epickimi pojedynkami w koronach drzew oraz na dachach uśpionego miasta w rytmie żywej muzyki bębnów. Już nawet nie wspomnę o gwiazdorskiej obsadzie, czyli Michelle Yeoh w roli Shu Lien znana chociażby z "Wyznań Gejszy" oraz genialna Ziyi Zhang jako Jen także znana z "Wyznań Gejszy" a także z filmu "Dom latających sztyletów". 



Akcja zaczyna się, kiedy wielki wojownik Li Mu Bai postanawia odłożyć swój słynny miecz i odpocząć. Jest bardzo zniechęcony, gdyż nie udało mu się pomścić swojego mistrza zabitego przez Nefrytową Lisicę. W tym celu odwiedza Shu Lien, swoją dawną przyjaciółkę, która się w nim podkochuje, aby podarowała miecz w jego imieniu pewnemu ważnemu dostojnikowi, aby ostatecznie zerwać z dawnym trybem swego życia.

Gdy Shu Lien przybywa do miasta poznaję tam córkę gubernatora, z którą się zaprzyjaźnia. Dziewczyna spędza dni na nauce kaligrafii, a do miasta przybyła, aby wziąć ślub. W nocy jednak miecz ginie w dziwnych okolicznościach, zwłaszcza, że w mieście widziano Nefrytową Lisicę. W poszukiwania oręża angażuje się sam Li Mu Bai, lecz wszystkie poszlaki prowadzą do młodej córki gubernatora. 


Najbardziej charakterystycznym elementem tego filmu są epickie wręcz sceny walki. Pojedynki w koronach drzew opierając się jedynie na liściach? Pokonywanie niebotycznych odległości jednym susem? Chodzenie po wodzie? Wspinanie się, a raczej wbieganie po pionowych ścianach na dach? Wszystko to ujrzycie w tym  niezwykłym filmie. A może chcecie zobaczyć, jak Ziyi Zhang rozbraja kilku mężczyzn i roznosi w perzynę gospodę jedną ręką, podczas gdy w drugiej najspokojniej w świecie trzyma filiżankę herbaty? W filmie nie ma ani krztyny prawdopodobieństwa. Brak grawitacji jest wręcz nachalny, ale z drugiej strony sceny walki, które mają to charakter tańca są czymś naprawdę przepięknym i mocno przeniknęły one do popkultury. Wyraźną inspirację tym filmem widać chociażby w teledysku zespołu Coldplay do piosenki "Princess of China":


Nie brakuje też niesamowitych historii miłosnych. Pierwszą parą, którą poznajemy jest historia Shu Lien i Li Mu Baia. Para nie była już pierwszej młodości i była zdecydowanie rozważniejsza i bardziej dojrzała. Shu Lien wiedziała, że niełatwo jest kochać wojownika, który niewiele widzi poza końcem własnego miecza, ale historia tej dwójki miała słodko-gorzki koniec. 

Kolejną parą była wspomniana już Jen, córka gubernatora oraz Lo (dziwne mają ci Chińczycy imiona). Ta dwójka miała zdecydowanie trudniejszy start, gdyż Lo był porywaczem, a Jen szlachcianką, lecz los chciał, że zakochali się w sobie, nie bez trudności oczywiście. Zakończenie tego wątku było odmienne, gdyż los potraktował ich znacznie bardziej łaskawie.


Czym zatem jest "Przyczajony tygrys, ukryty smok"? Czy jest to film o wschodnich sztukach walki? Moim zdaniem nie. Walki jest dużo, ale przypomina ona bardziej jakiś księżycowy taniec. Ta produkcja to po prostu romans. Piękna i baśniowa historia wśród przepięknej chińskiej architektury i zachwycających krajobrazów. W świecie, gdzie grawitacja nie istnieje. 

W filmie można znaleźć też niebanalne nawiązania do taoistycznej filozofii. Bohaterowie nieustannie dążą do samorozwoju poprzez dyscyplinę i sprawność fizyczną. Starają się pokonywać bariery własnego ciała. To właśnie stąd owe niecodzienne umiejętności latania.

Podsumowując, "Przyczajony tygrys, ukryty smok" to film niezwykły. Epickie i monumentalne pojedynki wśród chmur i wielkie tragiczne miłości, a wszystko to w klimacie dalekiego wschodu. 

4 komentarze:

  1. Teraz tak patrze i wydaję mi się, że jak byłem młodszy to oglądałem ten film w telewizji. Nie wiedziałem, że to jest właśnie "ten" film, ale doskonale pamiętam że bardzo mi się podobał /Mikołaj

    OdpowiedzUsuń
  2. To jeden z tych rodzajów filmów, do których nigdy się nie przekonam. Nudzą mnie strasznie i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba nigdy nie słyszałem o tym filmie... I jakoś nie wydaje się czymś, co mogłoby mnie wciągnąć.

    Pozdrawiam!

    http://subiektywniekrystix.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszałam niejednokrotnie o tym filmie :) Jednak nigdy nie miałam okazji, by obejrzeć. Nie wiem, czy jeszcze takie produkcje puszczają w telewizji - jak już, to mogę sobie poczekać na jakąś komedię kung-fu z Jackie Chanem :)
    Jednak nie ukrywam, że film ten bardzo mnie ciekawi. Lubię azjatyckie klimaty. Motyw pokonywania barier grawitacji jest bardzo powszechne we wschodnich sztukach walki - czy to typowy styl walki ,,na pięści i kopniaki" czy za pomocą miecza.

    OdpowiedzUsuń