czwartek, 10 marca 2016

Studia #6 - Co jedzą studenci? [MC #10]

A nie mówiłem, że przygnębienie minie? Mówiłem, że minie. No i minęło! Dzisiaj jednak wracając z KFC zacząłem zastanawiać się, co tak naprawdę jedzą studenci? 

Kiedy jest się na studiach, to rzadko ma się okazję do jedzenia tradycyjnych obiadków. Są oczywiście niezawodne bary mleczne, w których można zjeść smacznie, tanio i przede wszystkim domowo, ale niecodziennie się w takich miejscach bywa, prawda? Zwykle jedzenie studenckie bywa dość skromne. Nie chce się nam spędzać zbyt dużo czasu w kuchni i nie chcemy wydawać za dużo pieniędzy. Co zatem jedzą studenci?

Wszystko zależy od tego, czy jestem sam czy nie. To wydaje się niepozorny powód, ale kiedy się nad tym zastanowić, to wszystko nabiera sensu. Kiedy jest się samemu, to nie ma sensu urządzać jakiegoś wielkiego gotowania. Po pierwsze nie chce mi się za nic zabierać, a poza tym, ja jem dość niewiele, więc musiałbym od razu ugotować więcej, a nie uśmiecha mi się jedzenie kilka razy pod rząd tego samego! (Burżuj ze mnie!)

Dlatego własnie różnie jest z tym jedzeniem, kiedy jestem sam. Zdarza się, że idę własnie do jakiegoś baru mlecznego, lecz najczęściej kupuję coś po prostu w sklepie, ale na ogół nie jest to nic gotowego. Już wolę kupić sobie kilka bułek i warzywa na jakąś sałatkę, niż gotowy półprodukt, bo przecież o zdrowie należy dbać. Ale zdarza się też tak, że po prostu snuję się od szafki do lodówki w poszukiwaniu czegokolwiek, co nadaje się do zjedzenia, bo przecież dla jednej osoby gotować się nie opłaca.

Co innego, kiedy nie jestem sam, czyli na obiedzie jest mój współlokator. Wtedy to można poszaleć, bo wiem, że skoro jest nas dwóch, to jedzenie się nie zmarnuje, a ja bardzo nie lubię kiedy jedzenie się marnuje... U mnie w takich wypadkach najbardziej powszechny jest makaron. Oczywiście z truflami. Żartowałem, na ogół z sosem do spaghetti (ale nie takim z paczki, tylko takim porządnym) lub szpinakiem. Czasem gotujemy ryż z kurczakiem, tortillę, a raz nawet przygotowywałem tu pieczone ziemniaki, czyli pełen luksus.

Oczywiście, nie można zapominać o naszych kochanych mamach, które nieustannie obdarowują nas słoikami pełnymi pyszności! :D Ogólnie, będąc na studiach porzuciłem tradycyjny podział posiłków na śniadanie, obiad i kolację. Mój obiad przesunął się zdecydowanie na wieczór i stał się bardziej taką obiadokolacją a między tymi posiłkami pojawił się do tego lunch, czyli coś lekkiego po zajęciach, jeżeli szybciej skończę :D

Całe szczęście, że nie toleruję zupek chińskich! Wiem, że bardzo dużo studentów odżywia się w ten sposób, ale przecież to jest okropne! Mnie mdli na sam widok, a do tego potwornie śmierdzi. Jak można jeść coś takiego? Albo różne półprodukty z proszku. Paskudztwa!

15 komentarzy:

  1. Zgadzam się z Tobą w kwestii zupek w proszku. Zresztą obecnie wszystko, co się jadło dawniej normalnie, w naturalnej postaci, można wysuszyć i sproszkować. Ludzie to kupują ze względu na cenę, a nie jakość, chociaż powinniśmy zwracać uwagę na to drugie. Jednak z jakością danego produktu spożywczego też nie jest łatwo.
    Skąd na przykład możesz wiedzieć, czy ten ładny, zielony brokuł był poddawany obróbce chemicznej? Oczywiście, podaję tutaj przykład.

    Osobiście nie rozumiem, jak można tak bardzo oszukiwać ludzi na sprzedaży żywności. Jedno jest pewne: supermarkety to zło ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przerażające jest to, że nawet kupując drogą, niby ekologiczną żywność, nie mamy pewności, że jest w 100% naturalna...

      Usuń
  2. U mnie moi znajomi jedzą byle co bo nie mają czasu gotować ... Ja natomiast jem świeże gotowane jedzenie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam gotować na zapas! Wracam z zajęć i tylko trzeba co nieco podgrzać. I z tego też faktycznie wynika, że pora obiadowa się przesuwa bo dość późno kończę zajęcia.
    W sumie najważniejsze, że jednak starasz się gotować, a nie wcinać te zupki chińskie, takim jedzeniem można sobie krzywdę zrobić.

    PS. W środy mam zajęcia do 13 a potem kolejne na 16.45. Także nie tylko mogę iść do kina, ale nawet wrócić do akademika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oho, przesadzają z tymi okienkami. Ale lepsze takie niż na przykład 2 godziny, kiedy to jest za krótko, żeby gdzieś iść, ale i strasznie się dłuży...

      Usuń
  4. Eee tam , ja sobie kolejkuję: pizza z Biedry, Nuggetsy z Biedry, Lasagne z Biedry, parówki zawinięte w ciasto francuskie z Biedry, ryba do odgrzania w piecu z Eurochaty, tortilla z Biedry i znów od początku!

    No dobra, aż tak źle nie jest, choć przynajmniej dwa z powyższych "posiłków" przypadają na każdy tydzień... ;] Co z moim zdrowiem?

    MÓJ ZAJEBIASZCZY BLOGASEK (KLIK!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale powiem Ci, że Biedronka w ciągu ostatnich kilku lat znacznie poszerzyła swój asortyment o tego typu dania gotowe. Kiedyś pamiętam, że było tego znacznie mniej, a teraz cała lodówka.

      Usuń
  5. Makaron ze szpinakiem! <3 W ogóle makaron jest bardzo wdzięcznym produktem, bo można wyczarować z niego cuda. Ja osobiście uwielbiam jeszcze z brokułami albo zapiekankę makaronową, a najlepsze jest to, że wszystko robi się szybko :)
    Ja podczas studiów mieszkam w domu, więc mam obiadki (:D) ale i tak zatarły się godziny racjonalnego żywienia, bo przeważnie jem śniadanie przed wyjściem z domu czyli przed 8, potem dopiero obiad jak wracam czyli 18/19. A na uczelni, jak to na uczelni, żywię się głównie bułkami z tuńczykiem i owocami :) Ale nie ma porównania z pełnowartościowym posiłkiem, a o racjonalnych, regularnych porach to już w ogóle.. I narobiłeś mi ochoty na tortille! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie przepadam za makaronem, ale szpinak to co innego, uwielbiam go.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja chyba bym jadła na okrągło ryz :D Mysle ze bywałabym czesto w tanszych restauracjach, ale w których mozna zjesc własie po domowemu, nie lubię gotowac sama/Karolina

    OdpowiedzUsuń
  8. Najszybsze do przygotowania są różnego rodzaju kasze, płatki, ryż... i przede wszystkim makaron. Także polecam, gdy nie masz czasu :D
    Zupki chińskie to najgorsze, co można w siebie wpakować... Sama chemia, która bardzo ciężko się trawi i żołądek nie jest w stanie sobie z nią poradzić. Chociaż przyznam, że kiedyś zjadłam parę takich zupek, ale już nigdy do nich nie wrócę. Szkoda zdrowia.

    INNA MYŚL [blog] | FILMIKI NA YOUTUBE

    OdpowiedzUsuń
  9. Z racji studiów również rzadziej jadam teraz tradycyjne obiady, ale moja sytuacja jest jednak odmienna od Twojej. Otóż na uczelnię dojeżdżam i niby fajnie, bo w końcu jedzenie mam w domu. Są jednak minusy, a konkretniej dojazdy - zdarzyć się może nawet 2-godzinna przerwa w jeździe pociągów do mojego miasta, to jest akurat skrajny przypadek, ale jest. Wracając do tematu; zwłaszcza w I semestrze miałam taki głupi plan, że w pewien dzień miałam zajęcia na 8.00 do 18.15 - ale miałam oczywiście pomiędzy okienka i to dwa pod rząd! Dla studentów w akademikach to doskonała szansa, żeby chociaż sobie coś ugotować czy uciąć drzemkę. Ja natomiast umierałam wtedy z głodu i zmęczenia! No dobra, aż tak źle nie było, bo brałam kanapki czy batony - ale na tym się właśnie kończyło, podczas gdy z chęcią spożyłabym wtedy ciepły posiłek. A przecież nie będę zawsze w takiej sytuacji chodzić do maka, restauracji czy knajp, bo zbankrutuję. Całe szczęście teraz mam o niebo lepszy plan, gdyż jest zdecydowanie mniej zajęć. Wydaje mi się, że specjalnie najpierw postawili nas w takich warunkach, by dokonać swoistej selekcji. xD
    Ale na tym skończę moje użalanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego jeszcze nie było, żeby robili selekcję poprzez zły plan :D
      Ale znam osoby, które dojeżdżają na zajęcia. Jak dla mnie, nieprzyjemna sytuacja...

      Usuń
  10. O tak, kiedy wyjadę na studia moim podstawowym pokarmem staną się kluski :D Też nie lubię zupek chińskich, ale kiedy jestem mega głodna a w domu nic nie ma zjadam suchy makaron z tych torebeczek. Najzdrowsze to to nie jest, ale mi smakuje bardziej niż zwykła zupka chińska.

    OdpowiedzUsuń
  11. Aż boję się pomyśleć, co będę jadła na studiach... Nie cierpię gotować i prawie spaliłam kuchnię mrożoną fasolą (wrzuciłam ją na rozgrzany olej, chyba rozumiesz, jak się to skończyło...) Już teraz żywię się głównie pierogami (mrożonymi oczywiście), zapiekankami i chlebem z serem. Po prostu totalnie nie odpowiada mi to, co gotuje mama, nie jem ziemniaków ani mięsa, co dyskwalifikuje mnie w typowej, wiejskiej rodzinie...
    Może dzięki temu będę miała większe doświadczenia na studia? Chyba lepiej zamieszkam po prostu z kimś kto lubi gotować :D

    OdpowiedzUsuń