piątek, 2 czerwca 2017

Polecam #50 - Bardzo długie zaręczyny

Wiecie, że kocham "Amelię". Nie muszę tego w kółko powtarzać :) I powiem Wam, że długo szukałem czegoś, co oddawałoby klimat mojego ukochanego filmu. W końcu znalazłem! Ten sam reżyser - Jean-Pierre Jeunet, ta sama gówna rola - Audrey Tautou. To musiało się udać! I nie zawiodłem się...



Początek, przyznam szczerze, trochę mnie wystraszył - wojna, a ja nie lubię filmów wojennych. Ale zaraz, to nie druga, lecz pierwsza wojna światowa! To zmienia postać rzeczy. Wojna już na samym początku nie była tu aż tak szczególnie dramatyzowana, co bardzo razi mnie w innych filmach. Twórcy raczej traktowali ją jako coś natrętnego i nieprzyjemnego, aczkolwiek nie przekreślającego całego życia poza nią. Naprawdę, widać tu wielki kunszt reżysera! Toczy się wojna, a jednak film zaciekawia widza szczegółami, z pozoru nieprzydatnymi i bez sensownymi: widzimy na przykład pięciu skazanych na śmierć za samookaleczenie, lecz treść skupia się na ich przeszłość, dawnych miłostkach, życiu sprzed wojny i zabawnych chwilach z życia. 

Rzućmy okiem na fabułę: wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że Manech zginął na wojnie, lecz Mathilde się nie poddaje. Z niebywałym uporem stara się rozwikłać zagadkę z frontu, jeżdżąc w tym celu po całej Francji. Prawda może złamać jej serce, lecz przy życiu utrzymuje ją nadzieja - dziewczyna wierzy, że wiedziałaby, gdyby jej ukochany umarł. Audrey Tautou odgrywa swoją rolę znakomicie! Trudno jest mi pozbyć się z głowy porównań Mathildy do Amelii, ale obie bohaterki są do siebie dość podobne pod względem charakteru: uparte i ciekawskie, niekiedy dziecinnie wręcz.

Wojenne opowieści na ogół są dołujące i bardzo przytłaczają mnie swoim katastrofizmem. Tutaj wojny jest tak naprawdę mało, ważniejsza jest intryga, której rozszyfrowywanie przebiega już w czasach powojennych. Bardzo ważny jest tu obraz - cały film sprawia wrażenie, jakby był starą fotografią. Tylko spójrzcie na te kolory na zdjęciu powyżej - to nie jest tylko taki kadr, to cały film utrzymany jest w tym klimacie. Niesamowity jest także humor, o którym już wspomniałem: trochę dziecinny, jakby drażniący się z widzem, sprawia wrażenie, jakby lektor zza kulis drwił z tej całej wojny i jej okropności. 


Zobaczcie sami!


3 komentarze:

  1. Widziałam ten film dawno temu, bo Gaspard ^^ Ale oprócz tego, że długość to nie tylko w tytule, ale i film albo długi, albo się dłużył, niewiele pamiętam ;>

    Co do "ekipy" - na pewno działają mniej, chociaż taki Pionek nieźle poczyna sobie na YT ;> Ale ta działa blogosfera, sam też się ulotniłeś, ale ludzie przychodzą i odchodzą, nie ma się co przywiązywać. Smutna prawda, szczególnie na mniejszych blogaskach ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto obejrzeć ten film, choćby dla Gasparda :) Przyznam, że też mi się odrobinę dłużył, ale to dlatego, że nie skupiłem się dostatecznie na początku, przez co w dalszej części nie rozumiałem kto jest kim i musiałem wracać do początku...
      A Pionkowi już gratulowałem sukcesów :)

      Usuń
  2. Kilka dni temu po raz pierwszy obejrzałam "Amelię"!! Podchodziłam do tego filmu chyba z 5 razy i zawsze wyłączałam - zupełnie nie wiem dlaczego.. bo dziś to jeden z moich ulubionych filmów i zarazem ulubiony o miłości. "Bardzo długie zaręczyny" obejrzałam jakoś dzień później i również zrobił na mnie ogromne wrażenie. Polecam wszystkim ;)

    OdpowiedzUsuń