sobota, 24 czerwca 2017

Studia #9 - II rok biologii

Witajcie! Ten post dedykowany jest wszystkim tym, którzy interesują się trochę moimi studiami i są ciekawi, jakie przedmioty miałem na II roku i czy jestem z nich zadowolony. Uwaga, tekst jest dość długi, ale wydaje mi się, że ciekawy, więc mam nadzieję, że zainteresowani dobrną do końca :D Ogólne refleksje, jakie mi się nasuwają to przede wszystkim, że było trudniej! Niestety, coraz mniej biologii środowiskowej, która mnie interesuje, a za to coraz więcej molekularnej, która jest dla mnie zdecydowanie mniej ciekawa. Spodziewałem się również, że w końcu pozbędę się tych wszystkich przedmiotów niezwiązanych z biologią, czyli matematyki, informatyki, wf, itp. Fakt, pozbyłem się ich, ale za to doszły nowe bezsensowne, więc z deszczu pod rynnę...


Przede wszystkim, II rok to zdecydowanie mniej biologii środowiskowej, czyli takiej klasycznej jak rośliny i zwierzęta, ale za to masa molekularnej. Ja zdaję sobie sprawę, że biologia molekularna to jest przyszłość, bo dzięki niej jesteśmy w stanie zdziałać naprawdę cuda, ale mnie to niezbyt interesuje. Zdecydowanie wolę chodzić po lesie niż siedzieć w laboratorium. No, ale kilka ciekawych przedmiotów również tu się znalazło, więc aż tak źle nie było :P 


SEMESTR ZIMOWY



Biofizyka
Wydawać by się mogło, że biofizyka to taka biologiczna fizyka. Guzik prawda. Wykład to była typowa fizyka, czyli bezsensowny bełkot dziwnego człowieka o tajemniczych rzeczach. Byłem może dwa razy na tym wykładzie, lecz kompletnie nic z niego nie wyniosłem, więc dałem sobie spokój. Ćwiczenia za to były kosmiczne, kompletnie niezwiązane z niczym. Jakieś dziwne przelewanie pustego w próżne - musiałem robić jakieś okropne sprawozdania, które były dla mnie niczym piekło dantejskie, ale jakoś przez to przebrnąłem i egzamin bezproblemowo zdałem, bo powtarza się ten sam od lat...

Biochemia
Przedmiot mega trudny, ale niesamowicie ważny w dalszej edukacji biologicznej. Nawet fajny. Bez biochemii nie ma co się dalej uczyć. Ogólnie wykład był dość ciekawy w pewnym sensie. Prowadziły go dwie kobietki, jednej dało się słuchać, a drugiej nie. Ale cóż, przynajmniej połowa była w porządku. Ogólnie, o czym była biochemia? Aminokwasy, białka, enzymy, cykl Krebsa, fotosynteza, glukoneogeneza i te wszystkie inne dziwne rzeczy związane z metabolizmem. Wszystko omawiane było oczywiście mega szczegółowo. Ćwiczenia również były bardzo przyjemne, za to egzamin już nie, jednak szczęśliwie udało się zdać!

Genetyka
Taki sobie przyjemny przedmiot o allelach, muszkach owocówkach, dziedziczeniu cech i kodzie genetycznym. Było naprawdę przyjemnie, miło i spokojnie. Treść wydawała się bardzo łatwa, wszystkim się podobał ten przedmiot. Do czasu, aż prowadzący dowalił egzamin - kosmos, większość roku nie zdała, a taki łatwy przedmiot... Na ćwiczeniach robiliśmy hodowlę zmutowanych muszek owocówek i robiliśmy mnóstwo zadań związanych z genetyką, więc było ciekawie :)

Ekologia 
Przedmiot o wszystkim. Dosłownie! Ekologia to temat tak szeroki, że prowadzący na wykładzie mówił absolutnie o wszystkich roślinach i zwierzętach, o różnych ekosystemach i zjawiskach. Ćwiczenia były w terenie i w sali komputerowej i w laboratorium i wszędzie, czyli naprawdę rozmach duży. Ja jednak stwierdziłem, że aby zdać ten przedmiot wystarczy pooglądać sobie te filmy przyrodnicze BBC i przyswoić trochę wiedzy z nich. No i miałem rację :) Ekologia to taki przedmiot, który przede wszystkim wymaga obycia i biologicznego ogarnięcia. Ciężko jest się tego nauczyć z książki chyba.

Fizjologia zwierząt i człowieka
Z tym przedmiotem wiązałem ogromne nadzieje. Będąc na pierwszym roku wydawało mi się to strasznie ciekawe, to jak działa mózg, jak zachodzą te wszystkie procesy oraz, że tak naprawdę jest wciąż niezbadany i kryje wiele tajemnic. Zamierzałem je odkryć. I powiem Wam, że na zajęciach starałem się jeszcze w miarę jako tako tę myśl kontynuować. Chodziłem na wykłady i uczyłem się pilnie z myślą, że to na tej katedrze będę pisał licencjat a później magisterkę. Wszystkim opowiadałem, że niezmiernie mi się podoba i tak było do pewnego momentu... W dniu, kiedy musiałem podejmować już decyzje, jakich przedmiotów zamierzam uczyć się na III roku, dotarło do mnie, że ja wcale tej fizjologii nie lubię aż tak bardzo: materiał jest strasznie trudny, nudny i monotonny. Egzaminy i wejściówki tak trudne, że ucząc się najwięcej ze wszystkiego, udawało mi się mieć ledwo 3. Do tego zrozumiałem, że mózg interesuje mnie jednak z innej perspektywy niż z tej widzianej przez współczesną naukę... Koniec końców, pożegnałem się z fizjologią człowieka na dobre i w ciągu jednej chwili zmieniłem swoje plany na przyszłość o 180 stopni.



SEMESTR LETNI



Biologia molekularna z biotechnologią
W semestrze letnim przedmioty były o wiele przyjemniejsze. Molekuły były naprawdę super - prowadząca przyjaźnie to wszystko tłumaczyła, a materiał wchodził mi do głowy szybko, prosto i przyjemnie. Ogólnie zagadnienia obejmowały tu replikację DNA, rekombinację, a także ekspresję genów, czyli transkrypcję i translację. Oczywiście było to strasznie zagmatwane, mnóstwo było różnych czynników, które te procesy regulowały, ale ogólnie przedmiot był dla mnie bardzo przyjemny.

Immunologia
Ja nigdy nie lubiłem immunologii. Zawsze zagadnienia z nią związane wydawały mi się mega trudne i skomplikowane. Do tego zajęcia były z prowadzącą, która w poprzednim semestrze beznadziejnie prowadziła zajęcia z biochemii... Ostatecznie nie było tak źle - immunologia wydała mi się nawet ciekawa. Wyobrażałem sobie, że to jakaś gra RPG: że te wszystkie linfocyty, komórki NK, dendrytyczne, makrofagi i inne to taka jakby nasza armia, która na różne sposoby walczy ze złymi antygenami, a jako broń ma przeciwciała!

Mikrobiologia
Na początku oczarował mnie ten przedmiot. I myślę, że nie tylko mnie. Było ciekawie, widać było, że facet pasjonuje się tym co mówi i serio starał się przekazać nam jakąś wiedzę. Ale na 3 wykładzie, kiedy to ciągle mówił to samo co na pierwszym dotarło do mnie, że coś tu nie gra... Zrobiłem szybki wywiad i okazało się, że facet przez wszystkie wykłady mówi coś o mikrobiologii, co jest w sumie nawet ciekawe, ale niezbyt ważne. Na egzaminie zaś są zagadnienia, które dał każdemu na kartce na początku roku. Jak dla mnie jest to mega nieporozumienie. Uważam, że biologia to jest coś takiego, czego nie da się nauczyć samemu z jakiejś książki, to ktoś nam musi wytłumaczyć, a kto ma to zrobić, jeżeli profesor gada sobie od rzeczy? Na szczęście egzamin udało mi się zdać, bo pytania powtórzyły się z zeszłego roku, ale wszystko to sprawiło, że niezbyt polubiłem mikrobiologię.


Fizjologia roślin
Chyba najgorszy przedmiot na studiach. Fakt, ćwiczenia były bardzo przyjemne, ale wykład to jakaś masakra. Ja naprawdę lubię rośliny i się nimi interesuję, ale tego normalnie się nie dało słuchać, notować ani uczyć. Prowadzący był beznadziejny - niesamowicie pretensjonalny człowiek, co irytowało już na samym początku. Do tego mega nieciekawie prowadził te swoje zajęcia - każdy temat ostatecznie sprowadzał się u niego do jakiś skomplikowanych fizycznych wzorów. W każdym razie szkoda, bo przedmiot mógłby być ciekawy - raz mieliśmy zastępstwo i było super. Szkoda, że tylko raz...

Ochrona środowiska
Przedmiot taki sobie. Jakieś konwencje prawne, parki narodowe, dziury ozonowe i inne. Jak dla mnie to było trochę nudne, bo te wszystkie prawnicze niuanse i ustawy mało mnie interesują. Za dużo się nie wypowiem, bo również rzadko bywałem na tym wykładzie.

Podstawy przedsiębiorczości
Śmiech na sali, proszę Państwa... Nie mam pojęcia, po co marnować nasz czas takim czymś! Nie rozpiszę się zbyt długo na temat tego przedmiotu, bo po kilku spotkaniach dałem sobie z nim spokój. Na szczęście zaliczenie było proste, trzeba było jakiś absurdalny projekt zrobić. Ogólnie to nie wiem po co to w ogóle miało miejsce...

Angielski
Ten przedmiot wlókł się za mną przez dwa semestry i to w zatrważająco dużej liczbie godzin, bo aż 3 tygodniowo! Za każdym razem zastanawiałem się, co ja robię w tej sali i kiedy to się skończy. Nie nauczyłem się nic, zmarnowałem tylko swój czas i tyle w temacie!

Praktyczne zajęcia terenowe II: fitosocjologia
Chyba najlepszy przedmiot w tym semestrze! I to jest właśnie ta strona, w którą obróciły się moje zainteresowania, kiedy odpuściłem sobie fizjologię zwierząt i człowieka. Przede wszystkim, dla mnie w biologii najcudowniejsze jest to, że jestem w stanie nazwać rośliny, które spotykam. A ten przedmiot właśnie na tym polegał, żeby rozróżniać różne zbiorowiska roślinne, nazywać rośliny, które w nich rosną i dzięki temu ogarniać co gdzie rośnie. Prowadząca też była super, chyba najlepsza z jaką miałem do tej pory do czynienia na studiach.

Praktyczne zajęcia terenowe II: kręgowce
Kompletny brak organizacji dobijał. Facet informował dzień przed, że następnego dnia o 4 rano mamy być w Helu w jakiejś stacji ornitologicznej. Ja czegoś takiego nie lubię, wolę wiedzieć wcześniej, żeby się psychicznie przygotować. Oprócz braku organizacji, nie podobała mi się również tematyka tych zajęć, czyli ptaki. Ja nie lubię ptaków. Kiedy widzę jakiegoś, w głowie zapala mi się lampka ostrzegawcza, że może nasrać na mnie. Poza tym, rok temu robiłem sekcję ptaka, więc tym bardziej źle mi się kojarzą. Jak dla mnie to wszystkie ptaki są identyczne i wydają takie same głosy, a tu muszę się nauczyć rozpoznawać po wyglądzie i głosie setkę ptaków...


PODSUMOWANIE


Na koniec, chciałbym zwrócić uwagę na specyfikę moich studiów. Do czego zmierzam? Otóż, studia studiom nie równe - są takie kierunki, gdzie chodzi się tylko na wykłady i nie ma ćwiczeń laboratoryjnych, są takie, gdzie pisze się różne prace semestralne pisemnie i różne inne. Na moich studiach najważniejszy jest prowadzący wykład. Jeżeli prowadzący jest odpowiedni, to opowie o swoim przedmiocie w ciekawy sposób i nigdy nie ma problemu na egzaminie. Dlaczego tak jest? Bo z książek uczyć się nie da. One są jak zły prowadzący, czyli strasznie nudne, napisane w sposób niezrozumiały. Mam wrażenie, że książki biologiczne są pisane dla profesorów, którzy już wszystko wiedzą, bo naprawdę nie da się ich czytać.

Kolejna sprawa to brak jakichkolwiek prac pisemnych. Ja wiem, że inni ludzie piszą różne prace na zaliczenie czegoś czy coś. U nas jest to trochę bez sensowne. Wiedza, którą zdobywamy polega na tym, by zrozumieć pewne procesy i wiedzieć jak one działają. Pisanie o nich wypracowań byłoby głupim pomysłem. U nas nawet pracy licencjackiej nie robi się w formie pisemnej. Tak naprawdę, jedyne co biolog ma do napisania to są różne rozprawy naukowe, a wiadomo, że raczej nikt nie będzie niczego takiego na studiach robił.

No i na koniec terenówki. Na innych kierunkach studiów nie ma czegoś takiego. Co to tak właściwie jest? Po prostu wychodzimy w teren z prowadzącym i w praktyce uczymy się na przykład o roślinach czy zwierzętach. Niektórzy tego nie lubią, jednak dla mnie zawsze jest to coś wspaniałego. Uwielbiam wychodzić w teren, czuję się wtedy szczęśliwy i wiem, że jeżeli miałbym ewentualnie kiedyś pracować w swoim zawodzie, to jedynie w terenie.

To już koniec moich biologicznych refleksji na zakończenie II roku :) Mam nadzieję, że jeżeli ktoś z Was zastanawia się nad biologią, to dzięki moim słowom łatwiej będzie mu podjąć decyzję :) 

4 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze lubiłam biologię i byłam zrozpaczona, gdy musiałam zakończyć ją na podstawie, ale powiem Ci, że to, co tu powypisywałeś mnie naprawdę przeraża. Najbardziej interesowała mnie zawsze ekologia i ochrona środowiska i właśnie też lubię wiedzieć, jakie rośliny spotykam na swej drodze ( zwłaszcza, ze jestem ze wsi), ale biologia jednak jest chyba straszna xD. A połączenie jej z chemią i fizyką dla mnie wydaje się iście traumatyczne :D
      Dobrze jednak, że o tym piszesz :) Być może dzięki takim wpisom ktoś inaczej spojrzy na kierunek, będzie wiedział czego się spodziewać itp. :)

      Pozdrawiam serdecznie :)
      //N.

      Usuń
  2. Mój brat miał parę dni temu egzamin z biochemii, okropna rzeź u nich była - oni mieli zajęcia cały rok, nie zdało 80 % studentów. Mój brat już nigdy nie zamierza patrzeć w stronę tego przedmiotu :)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Mówisz z deszczu pod rynnę...? :)))

    OdpowiedzUsuń