niedziela, 2 lipca 2017

Co nowego? - Wakacje!

Trochę głupio, że na studiach nie ma jakiejś konkretnej daty zakończenia roku akademickiego, po której już absolutnie kończą się wszystkie zajęcia i egzaminy. Dlatego jest to u mnie strasznie rozmyte - sesja się już zakończyła, lecz przede mną było jeszcze kilka zaliczeń i praktyki zawodowe. A jakie są moje plany na wakacje?


Ogólnie rzecz biorąc, za symboliczny początek wakacji uznaję moment, kiedy przyszły wyniki ostatnich zaliczeń. Wtedy dopiero odetchnąłem z ulgą, że kolejny rok pracy za mną i mogłem z czystym sumieniem zacząć mieć wszystko w poszanowaniu. Mam oczywiście na myśli sprawy uczelniane. Tego lata nie mam przed sobą żadnych spektakularnych wyjazdów, ponieważ w ciągu roku akademickiego odbyłem kilka szybkich, kilkudniowych wycieczek i o tym chciałbym dziś z Wami porozmawiać.

Wszyscy podróżują w wakacje. Bo dużo osób ma wolne, bo jest ciepło, bo w naszej kulturze zakorzeniło się już, że wakacyjne wojaże odbywają się właśnie wakacyjną porą. Ale wydaje mi się, że jest to jedna z tych niepisanych tradycji, która jest bardzo głupia... Latem wszędzie jest masa turystów, jest gorąco na zewnątrz, że już o środkach komunikacji nie wspomnę. Poza tym, latem często trudno się zorganizować. To jest czas, kiedy dużo osób chce sobie dorobić, ludzie wyjeżdżają do pracy, czy chociażby do swoich domów, które często są w różnych odległych końcach Polski. Ciężko jest się wtedy spotkać, a co dopiero wspólnie podróżować.

Ja jestem jednym z tych ludzi, którzy są z cukru. Jak pada deszcz, albo co gorsza, jest za gorąco, to jest mi tak źle, że naprawdę wolę nie wychodzić z domu. Dlatego podróż, kiedy na zewnątrz jest kilkanaście stopni jest dla mnie idealna. Taką właśnie pogodę miałem w lutym w Londynie. Dzięki temu mogłem całe dnie chodzić sobie w dość cienkiej kurtce, ani się nie gotując, ani nie marznąc.

Nawał turystów również nie jest zachęcający. Widzę to po moim Gdańsku, kiedy to w weekend nie da się spokojnie przejść po Głównym Mieście. Ludzie są wszędzie, a Długie Pobrzeże jest tak zatłoczone jak kościół w pasterkę... Dlatego wolę tam chodzić w dzień powszedni, kiedy to ludzi nie ma aż tak wielu. Ale co zrobić, aby mieć pewność, że turyści nas nie stratują? Pojechać w miejsce, które nie jest aż tak turystyczne! Wiem, to banalne, ale jeżeli koniecznie chcemy już zwiedzać Warszawską Starówkę, gdzie w sezonie zawsze jest dużo ludzi, to może lepiej udać się tam w maju, kiedy to tłumy są mniejsze i jest stosunkowo chłodniej? Dam nawet przykład z życia wzięty: wstęp na molo w Sopocie w sezonie kosztuje 8 złotych. Uważam, że to rozbój w biały dzień, dlatego od końca kwietnia tam nie bywam. Za to poza sezonem wstęp jest zupełnie darmowy i to kolejny powód, dla którego warto wygospodarować chwilę wiosną albo jesienią i nie męczyć się latem.

Dlatego właśnie moje plany wakacyjne są dość skromne. Głównie zamierzam lawirować pomiędzy domem rodzinnym a moim mieszkaniem. Ale jestem ciekawy, jakie są Wasze opinie odnośnie wyjazdów wakacyjnych! Też wolicie urządzać sobie spontaniczne wyjazdy przez cały rok, czy upały i tłumy Wam nie straszne? Piszcie w komentarzach! 

10 komentarzy:

  1. Ja też nie cierpię upałów! Ale w deszcz mogłabym chodzić. I również zgadzam się, że lepszym pomysłem jest wycieczka wiosną lub jesienią kiedy temperatura jest optymalna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie tłumy są nie straszne i generalnie to jest mi obojętne, czy podróżuję w wakacje czy w sezonie "niwakacyjnym". Ostatnio częściej zdarzało mi się wyjeżdżać właśnie w ciągu roku,w maju czy kwietniu i byłam bardzo zadowolona.
    U mnie też już "wakacje" - 30 czerwca miałam obronę i jestem licencjatem! Co do planów - zamierzamy wyjechać z chłopakiem do pracy do Holandii na rok, więc z wakacji nici, chociaż jak już będziemy w nowym miejscu to nie ukrywam, że mam nadzieję, że uda mi się coś pozwiedzać i zobaczyć :)
    Póki co - chwile wytchnienia, dużo wycieczek rowerowych, wesele przyjaciółki, a potem niestety - dorosłość.
    Życzę Ci udanych wakacji, miło Cię znów czytać!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ja się cieszę, że wracam na wakacje do domu. Jak pomyślę o tych wszystkich turystach, a jak sobie przypomnę, że jest jeszcze Jarmark Dominikański to odruch ucieczkowy włącza mi się od razu ^^
    Także rozumiem najlepiej zwiedzać, gdy samemu ma się na to ochotę i w najbardziej dogodnej dla siebie porze. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja akurat podróżuje najczęściej w wakacje. Czemu? Bo wtedy jest dużo czasu wolnego. Owszem w czasie roku mogę sobie wyjechac na weekend gdzieś, ale na więcej dni to już nie bardzo, bo w końcu będe miała nieobecności na zajęciach i tego raczej nie da się obskoczyć. Poza tym czasami ludzie nie mają po prostu czym się zająć na wakacjach, więc taki wyjazd to dobra opcja. W kwietniu, czy maju cięzko byłoby mi się zgrać ze znajomymi. Gdy ja mam wolne oni akurat coś wtedy zdają i muszą się uczyć, więc no cóż, kiepsko. Sama też nie lubię weekendu majowego. Pomijając fakt, że to jest święto wymyślone na siłę (moim zdaniem), to po prostu wolę sobie oszczędzić pieniądze na wakacje, bo jak wydam je wtedy, na wakacje już moze trochę być ich mało.

    OdpowiedzUsuń
  5. Również nie przepadam za letnimi wyjazdami. Niemiłosierny upał, za dużo ludu. Wolę z tym poczekać do jesieni, o ile w ogóle będę miała taką możliwość.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja chyba wolę wakacje na wyjazd krajowy. Nasze lato aż takie upalne nie jest, w sam raz. Zimą czy jesienią nie wyobrażam sobie spacerowania cały dzień, zaraz byłabym chora ;0 Na razie urlop będę mieć koniec lipca/poczatek sierpnia, to jeszcze praca i obowiązki mi w głowie;)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Cóż, ja jeżdżę na wakacje latem, bo chodzę do szkoły. A w ciągu roku szkolnego trudniej zorganizować jakiś wyjazd, więc zwykle wojaże mam właśnie w wakacje. Myślę, że ten ,,zwyczaj" wziął się między innymi właśnie z ułożenia roku szkolnego (i ze względu na ciepłe temperatury). Tak się przyjęło.
    Nie mniej jednak zgadzam się, że słabo jest zwiedzać w dzikim tłumie turystów i jechać wtedy, kiedy wszyscy. Z rodzicami często jeździmy do Włoch, bo bardzo lubimy ten kraj (w tym roku znowu) i raczej wolimy mniej odwiedzane przez zwiedzających miejsca, mniej znane, wciąż czekające na odkrycie, a naprawdę piękne. Na przykład lepiej niż słynną Florencję czy oblegane przez turystów Cinque Terre wspominam zabytkowe San Gimignano, wzgórze nad Cortoną z jakimś kościółkiem, skąd można było podziwiać niesamowity zachód słońca; kameralną, starą Lukkę bądź średniowieczne, ciche Anghiari. Raz na jeden dzień pojechaliśmy do Florencji i mimo że miasto przepiękne, to niestety nie udało nam się wejść do wielu miejsc, bo w kolejkach stały dzikie tłumy, a czekanie dwie, trzy godziny w trzydziestokilkustopniowym upale wydawało się niezbyt kuszącą opcją. Są takie miejsca, gdzie jeździ właśnie mnóstwo turystów i to oczywiście zrozumiałe, bo to piękne miejsca, ale po prostu czasem trudniej się zwiedza. Takie miejsca są zdecydowanie bardziej urokliwe poza sezonem. Do Florencji chciałabym kiedyś wrócić, wynieść więcej z tego pobytu niż katedra (skądinąd przepiękna) i spacer po mieście wśród dzikich tłumów.
    W naszej Polsce też najlepiej wspominam nie letnie, a zimowe wyjazdy do Krakowa - byłam dwukrotnie, raz w styczniu, podczas ferii, kiedyś większość osób jedzie w góry i oczarowało mnie miasto przykryte warstewką śniegu, spacer wśród kamieniczek, podczas gdy prószył śnieg był niezwykły; drugi w lutym, na dwa dni. Mniej ludzi, chłodno, klimatycznie.
    Również jestem z Gdańska i wiem, jak wygląda Długa latem... ale z drugiej strony zawsze cieszy, że turyści, również zagraniczni, odwiedzają to miasto, że zwiedzają, są zauroczeni. Jako mieszkanka zawsze jestem dumna, że podoba im się tu i że wracają. Jednak też nie lubię chodzić, kiedy są takie dzikie tłumy, podczas jarmarku to już w ogóle... podobnie plaża. Moim zdaniem morze najlepsze jest poza sezonem. Zima, jesień, wiosna. Wiem, wiem, nie można wtedy plażować, ale jest zwyczajnie piękniej. Poza tym, poza latem, kiedy wszędzie stoją parawany i leżą ręczniki, spacery wzdłuż brzegu są wspaniałe.
    A molo w Sopocie to w ogóle rozbój :/
    No i jeszcze - upał. Wada wyjazdów do ciepłych państw podczas sezonu. Tak jak Ty ciężko znoszę upały, zawsze muszę chować się do cienia.
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też czuję tę dumę, kiedy innym się w Gdańsku podoba :)

      Usuń
  8. Moje plany wakacyjne to brak planów :D
    Zresztą znasz mnie, jestem za nudną osobą by zrobić coś szalonego xD

    mlwdragon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Jej! Miło znów widzieć Twoje nowe posty i to z taką częstotliwością! Muszę przyznać, że ubolewam trochę, że z Dyskusyjniaka zniknął pewien post, był naprawdę bardzo fajny!

    Szczerze mówiąc w wakacje bardzo lubię siedzieć w domu, właśnie wtedy naprawdę odpoczywam. Chętnie pojechałabym gdzieś, gdy nie jest już tak gorąco i tłoczno. Upały to dla mnie prawdziwy koszmar.

    Informacja o cenie za wejście na molo naprawdę mnie zaskoczyła, a jeszcze bardziej ceną poza sezonem. Trudno uwierzyć, że tak nas załatwiają! :D

    Trudno jednak dziwić się, że większość ludzi wybiera lato na swoje podróże, w końcu wtedy studenci mają wolne, uczniowie wakacje i rodzice mogą wybrać się z nimi.

    A brak końcowej daty roku akademickiego i fakt, że u każdego wypada inaczej, uważam za duże niedopatrzenie. :D

    OdpowiedzUsuń