środa, 26 lipca 2017

Gadanie #34 - Dom rodzinny


Mam 21 lat, a od rodziców wyprowadziłem się w sumie 5 lat temu. Najpierw mieszkałem w internacie, potem w wynajmowanym mieszkaniu i wreszcie od roku jestem na swoim. Zawsze w swoim życiu dążyłem do jak największej niezależności. Z rodzicami układało mi się różnie, bardzo często nieciekawie, więc logiczne jest, że chciałem jak najszybciej się usamodzielnić. Piszę jednak tego posta, bo ostatnimi czasy w moim życiu pojawił się pewien moment zwrotny... 


W szkole średniej mieszkałem w internacie. Niby bez rodziców, ale jednak na weekendy zawsze przyjeżdżałem do domu. Powody zamieszkania w takim miejscu były różne, między innymi chęć poczucia jakby namiastki własnych czterech kątów, pierwsze naiwne próby usamodzielnienia się. Ale to jednak w domu rodzinnym miałem większość swoich rzeczy i tam tak naprawdę żyłem. Na pierwszym roku wiele się nie zmieniło: wynajmowałem mieszkanie w Głównym Mieście w Gdańsku i na weekendy wracałem do rodziców. Był to dziwny czas. Niby na swoim, ale jednak nie: wynajmowane mieszkanie to nie żaden cud - standardy są mocno średnie, nie można nic zmienić po swojemu, a przez te ciągłe powroty do rodziców Gdańsk nie zdążył zostać "moim miastem".

Dopiero od roku mam swoje mieszkanie w Gdańsku Oliwie i od tej pory wszystko się zmieniło: nie wracałem już tak często, wszystkie swoje rzeczy przewiozłem do Oliwy i zadomowiłem się tu na dobre. Było fajnie, mogłem sobie kupować różne rzeczy do domu, planować budżet i robić te wszystkie inne rzeczy, jakie robią dorośli ludzie w swoich domach. Co najważniejsze, miałem również czas, aby móc w końcu porządnie zwiedzić moje miasto i poznać jego historię. W domu rodzinnym czułem się jak gość. Wciąż miałem swój pokój, ale praktycznie nie wiedziałem już, co gdzie w moim domu jest. Tak jak wcześniej znałem wszystkie kąty zarówno w mieszkaniu, garażu i podwórku, tak teraz wszystko stało się dla mnie obce. Bardzo oddaliłem się od mojej rodziny. W sumie miałem to gdzieś, bo nigdy nie mieliśmy ze sobą wspólnego języka, lecz czegoś mi jednak w moim życiu brakowało. Wtedy jednak nie wiedziałem jeszcze czego...

Pierwszy moment refleksji nastąpił w weekend majowy. Miałem fajny plan zajęć, więc majówkę miałem bardzo długą. Zdążyłem spokojnie zwiedzić trochę Polski, a także mogłem spędzić w domu rodzinnym troszkę więcej dni - po raz pierwszy chyba od Bożego Narodzenia albo od poprzednich wakacji. I wiecie co? Było całkiem fajnie. Nie, no nie było super, ale jednak lepiej niż się spodziewałem. Po raz pierwszy dostrzegłem u moich rodziców jakąś inicjatywę, że oni jednak chcą naprawić ze mną swoje relacje. Ale potem przyszła sesja i wir pracy, więc kompletnie nie miałem czasu myśleć o swojej rodzinie, lecz nieubłaganie nadchodziły wakacje. Przyznam, że trochę ich się bałem, bo zamierzałem wrócić na ten okres do rodziców i kompletnie nie wiedziałem, co miałbym w domu rodzinnym robić.

Teraz kończy się lipiec. I jest nawet miło. Tu, w moim domu rodzinnym. Postanowiłem, że od października będę częściej się tu pojawiał, bo myślę, że warto. I to jest chyba właśnie ten czas, kiedy człowiek staje się naprawdę dorosły. Pamiętajcie o tym, że rodzina jest najważniejsza! 

5 komentarzy:

  1. Kupiłeś mieszkanie?

    Nie zazdroszczę sytuacji z rodzicami. Ale dobrze, że następuje zmiana, jestem pewna, że w przyszłości i Ty, i oni, żałowalibyście, że relacje wam się popsuły i nikt nie wykazał chęci aby to pozmieniać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Od kiedy zaczęłam czytać Twojego bloga, ciekawiło mnie dlaczego wybrałeś liceum z internatem. I to jeszcze takie. :D

    Umówmy się - mieć 21 lat i własne mieszkanie - można pozazdrościć. Wiele trzydziestoparolatków ma szansę tylko na mieszkanie z kredytem na drugą połowę życia. Ale to tylko luźna dygresja, moment kiedy zmienia się myślenie o rodzinnym domu - z Twojego domu - do domu, do którego zaglądasz... To bardzo ciekawe zjawisko, obserwuję je zresztą u swoich znajomych. To zresztą zdecydowanie dopiero przede mną.

    Na pewno o wiele łatwiej o takie podejście, gdy masz swoje mieszkanie i możesz urządzić je po swojemu. Gdy wynajmujesz też byłoby to możliwe, ale trzeba byłoby mieć przyzwoite warunki i posiedzieć tam dłużej niż jeden semestr.

    Przechodząc jednak do najważniejszego: fajnie, że udaje Ci się połączyć te dwa światy. Oby udało Ci się znaleźć złoty środek, bez popadania w skrajności. Wszystkiego dobrego, aby Wasze relacje coraz lepiej się układały! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sama chciałabym mieć taką możliwość jaką masz Ty. Czasem taka możliwość usamodzielnienia się pomaga człowiekowi rozwinąć skrzydła.
    Sytuacje rodzinne no cóż są różne, im dziecko starsze tym gorzej, bo rodzice jednak chcą zatrzymać swojego pisklaka jak najdłużej. Ta przerwa jak widzę dobrze Wam zrobiła, więc tego się trzymaj i powodzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ahh, mieszkanie w internacie. Pamiętam jakby to było wczoraj xD
    Też nie mam zbyt dobrych relacji z swoją rodziną, ale u mnie obustronnie dążymy do tego by były jeszcze gorsze...

    mlwdragon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Do tego wszystkiego samemu trzeba dojrzeć. Czas i dystans grają dużą rolę.
    Sama chciałabym spróbować życia na własną rękę i udowodnić co nieco sobie i innym.

    OdpowiedzUsuń