czwartek, 10 sierpnia 2017

Psychoanaliza #5 - Moje uzależnienia

Ponad rok nie było posta z tej serii, a przecież pisanie ich ma wręcz zbawienny wpływ na moją psychikę! Patrząc na statystyki, są to posty atrakcyjne również dla Was, z czego się bardzo cieszę! Nie owijając w bawełnę, dziś chciałbym wyznać Wam, od czego jestem uzależniony.


Wszyscy, nawet najlepsi, wykazują przywiązania do czegoś. Uzależnienia są złe, a jak wiadomo, aby z nimi walczyć, trzeba sobie przede wszystkim zdać sprawę z ich obecności. Dopiero wtedy, gdy uzmysłowimy sobie problem, możemy zacząć z nim walczyć. Ja wierzę, że moje uwolnienie od takich rzeczy, jakimi są moje uzależnienia przyniesie mi same pozytywne efekty, więc zaciskam zęby i staram się wyzbyć złych przyzwyczajeń. 

Dzisiaj przychodzę do Was z postem, w którym mówię co jest moim nałogiem. Skupiam się tu głównie na jedzeniu, ale wiadomo, że człowiek może uzależnić się praktycznie od wszystkiego. Jestem ciekawy Waszych opinii, czy uważacie moje nałogi za szkodliwe dla mnie czy też za czystą fanaberię? 


C z e k o l a d a

Miałem powiedzieć, że cukier, ale długo zastanawiałem się nad tą sprawą i w końcu stwierdziłem, że przecież bez cukru mogę się jak najbardziej obyć! To czekolada jest najskrytszym pragnieniem mego serca. Dzień bez czekolady jest dniem straconym. I nie żartuję sobie w tym momencie. Muszę zjeść minimum pasek czekolady dziennie, albo jestem na prawdziwym narkotykowym głodzie. Od jakiegoś czasu walczę z tym, więc i tak jestem w dobrej sytuacji, ale byłem już na takim etapie, że jadłem tabliczkę czekolady dziennie. 

Wracając do cukru, mam tu oczywiście na myśli sacharozę. Już kiedyś spotkałem się z twierdzeniem, że ludzie uzależniają się od niej, że nie mogą żyć bez słodyczy. Ja słodyczy praktycznie nie jem, jedynie czekoladę i mojego "głodu" nie jest w stanie zaspokoić nic innego, więc chyba słuszne było moje stwierdzenie, że to nie od cukru jestem uzależniony, tylko właśnie od niej. 

Czekolada nie jest zła, ale wszystko w nadmiarze szkodzi, dlatego postanowiłem doprowadzić do porządku ten mój mały nałóg...

A l k o h o l 

Zawsze wydawało mi się, że alkoholik to jest taki typowy żul spod marketu, który żebrze o kasę na flaszkę. Że alkoholik pije codziennie, w dużych ilościach, że śmierdzi wódą, zatacza się i śpi w rynsztoku. Ostatnio spojrzałem na sprawę szerzej i stwierdziłem, że mój obraz alkoholika jest bardzo złudny. Zadałem sobie pytanie, czy byłbym w stanie kompletnie zrezygnować z alkoholu. Moja odpowiedź brzmi NIE. Mogę ograniczyć, ale odstawić kompletnie nie potrafię. Wstyd się przyznać, normalnie... Ale w tej sprawie to chyba mało kto na świecie jest bez winy. 

Nie wyobrażam sobie wyjścia na plażę po jakimś trudnym egzaminie, aby wspólnie świętować, kiedy nie mógłbym wypić sobie piwka z wszystkimi. Nie wyobrażam sobie wesela czy sylwestra, na którym nie piłbym szampana z innymi gośćmi... Sprawy może błahe, sporadyczne. Niby każdy pije alkohol okazjonalnie. Ale na tym etapie mojego życia nie potrafiłbym z niego kategorycznie zrezygnować, co jest dla mnie przerażające. Możecie powiedzieć, że przesadzam, że zbyt dużo od siebie wymagam, ale przecież musimy od siebie wymagać.


M i ę s o 

Od dawna w moim domu znany jestem z tego, że nie przepadam za mięsem. Ograniczam się do drobiu, każde inne uważam, że śmierdzi trupem. Dlatego uznałem, że przejście na dietę wegetariańską nie stanowiłoby dla mnie problemu. Zrobiłem więc mały eksperyment, aby się o tym przekonać i kiedy to już drugiego dnia kręciłem się koło lodówki, myśląc o szynce, okazało się, że od mięsa również jestem uzależniony. 

Oczywiście kwestią dyskusyjną jest, czy mięso w ogóle możemy uznać jako przedmiot uzależnienia. Przecież nie powiemy, że oddychanie albo picie wody jest nałogiem, bo są to rzeczy niezbędne do życia. Wydaje mi się, że mięso niezbędne nie jest, więc jak najbardziej może być ono przedmiotem dzisiejszego wyznania.

3 komentarze:

  1. Czekolada, oj tak, czekooolada! Pod bardzo wieloma postaciami, generalnie słodkości - i kompletnie nie potrafię przestać jej uwielbiać. I muszę przyznać, że w żadnym stopniu tego nie kontroluję, ani nawet nie próbuję. :P

    Jednak moim największych nałogiem, uzależnieniem jest komputer. Komputer, Internet, ogólnie rzecz biorąc - technologia. Od dawna planuję wpis na ten temat, ale jednak to trudny temat. :D

    Dlatego wyrazy uznania, że napisałeś tutaj o swoich "słabościach". Najbardziej mam tutaj na myśli alkohol. Moje podejście do tego tematu jest raczej dość dziwne i raczej nie spotykam zbyt wielu osób o podobnym nastawieniu. Ale generalnie piję go baaardzo rzadko i muszę przyznać, że kompletnie nie podzielam takiego podejścia, że aby świętować, czy się bawić - trzeba się napić. Jednak osoby, które tego nie rozumieją i z wielką chęcią chciałyby zmienić nastawienie niepijących ludzi, naprawdę mnie drażnią. Ale tych jest na szczęście coraz mniej. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zastanawiam się nad tym mięsem - czy to uzależnienie, czy bardziej przyzwyczajenie? Uzależnienie to bardziej coś, nad czym straciliśmy kontrolę, bez czego nie możemy żyć, co robimy cały czas, chociaż czasem to nawet niezdrowe. Jeżeli ktoś całe życie jadł mięso, to trudno będzie mu się przestawić i to chyba dość naturalne. Co innego, jeśli nie może bez niego żyć, musi, musi je zjeść, choćby nie wiem co. Wtedy to na pewno uzależnienie. Ale może rzeczywiście można też używać tego pojęcia w stosunku do rzeczy, do których jesteśmy tak przyzwyczajeni, że nie możemy bez nich żyć?
    Dużo osób mówi, że jest uzależnionych od czekolady i zawsze traktowałam to raczej jako wyraz wielkiej miłości do tej słodkości (nawet nie czuję, kiedy rymuję), którą sama dzielę, bo czekoladę absolutnie uwielbiam, jednak okazuje się, że naprawdę można się od niej uzależnić. Bo o ile czekoladę bardzo lubię, to spokojnie mogę bez niej żyć, nie jem jej codziennie.
    Jest za to rzecz, od której jestem uzależniona na pewno - Internet. I to bardzo. Non stop coś sprawdzam, patrzę na pocztę, Facebooka, blogi, czasem nawet machinalnie, odruchowo. Zaczyna się od ,,sprawdzenia jednej rzeczy", a godzinę później orientuję się, ile czasu minęło i że miałam robić coś innego. Przez to czas przecieka mi przez palce, marnuję go. Do tego dochodzi pewien lęk, że coś stracę, coś przegapię, jeśli nie sprawdzę poczty, portali społecznościowych, bloga... zdaję sobie sprawę z tego uzależnienia, a to już pierwszy krok. Walczę z tym.

    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jestem ogólnie uzależniona od jedzenia - poczynając od oglądania produktów w sklepach, a kończąc na gotowaniu/pieczeniu i jedzeniu :) Bez mięsa nie wyobrażam sobie życia tak samo jak bez czekolady i innych łakoci, alkohol musi też być, bo chociaż nie piję go zbyt dużo to nie wyobrażam sobie niektórych dań bez podlewania ich winem, czy lampki wina do wołowiny ;)
    Jestem tak samo uzależniona jak Ty :)

    OdpowiedzUsuń