poniedziałek, 18 września 2017

Gadanie #35 - Ściąganie

Internetowe stereotypy głoszą, że aby przetrwać szkołę, to należy ściągać od kujonów. Mi się udało to zrobić będąc właśnie jednym z tych zawsze przygotowanych, ale jak wiemy, stereotypy są krzywdzące i nie do końca pokazują prawdę, dlatego postaram się dzisiaj przedstawić Wam jak ściąganie wygląda z perspektywy tej osoby, która daje ściągać. 


Na samym wstępie muszę zaznaczyć, że ja ściągać nie potrafię. Każda próba oszukania szkolnego systemu przyprawiała mnie zawsze o palpitację serca, stresuje mnie to jak nic innego na świecie. Dlatego właśnie od zawsze łatwiej było mi po prostu opanować materiał. Dopiero na studiach zacząłem odrobinkę oszukiwać: jak miałem coś wyjątkowo głupiego do nauczenia, na przykład słówka na angielski, to drukowałem jej wkładałem do długopisu. Ale przyznam się, że dosięgła mnie sprawiedliwość i musiałem zapłacić za swoje zbrodnie. Na egzamin z angielskiego przygotowałem się jak mało kto - wydrukowałem sobie dwie kartki A4 słówek i wkleiłem je po wewnętrznej stronie koszuli. Przez półtorej godziny trwałem w stanie przedzawałowym, bo bałem się na te kartki spojrzeć. Oczywiście egzamin był jednym z tych, na których wszyscy ściągali i jak na moment zgasło światło, to cała sala wypełniła się błękitną poświatą smartfonowego blasku. W końcu jakoś się udało z niemałym trudem! Później okazało się, że cała sala świetnie się bawiła obserwując moje zmagania ze ściągami, najspokojniej w świecie spisując wszystko z telefonu. Egzamin zdałem.

Ale w czasach kiedy chodziłem jeszcze do szkoły sprawy miały się odrobinę inaczej. Ja zawsze byłem tego typu człowiekiem, który nie musiał długo przygotowywać się do szkoły. Odrabiałem lekcje i to właściwie było tyle. Tego co było na zajęciach byłem w stanie nauczyć się zawsze na luźnych lekcjach, których zawsze było dużo i których postanowiłem nie marnować na "nicnierobienie". Z tego też powodu wszyscy w podstawówce wiedzieli, że warto było usiąść koło mnie na sprawdzianie czy spisać zadanie domowe z matmy. Ja na ogół pozwalałem na to, aczkolwiek nie byłem z tego faktu jakoś szczególnie zadowolony.

Nie chodzi o to, że mam jakieś szczególne poczucie sprawiedliwości, że ściąganie jest złe, czy coś w tym rodzaju. Nie lubiłem tego, bo mimo wszystko to głupie zadanie z matmy, to był mój czas, moje 30 minut życia, aby to rozwiązać, więc dlaczego ktoś inny, kogo w sumie nawet nie lubię, dzięki mnie mógł zaoszczędzić czas i nawet dostać dobrą ocenę za darmo? To już mi się niezbyt podobało. Druga sprawa dotyczyła ściągania na sprawdzianach. Jak najbardziej mogę komuś pokazać, co mam na swojej kartce, ale niech ten ktoś się mnie przynajmniej nie pyta, co tam jest napisane... Ja mam takie szczęście, że w tej sytuacji na pewno dostałbym za to, że to ja ściągam, a do czegoś takiego nie mógłbym dopuścić.

Teraz sytuacja wygląda inaczej. Studia to współpraca. Każdy daje coś z siebie, wykonuje jakąś pracę, a potem wszyscy z niej korzystają. Wydaje mi się, że tak jest sprawiedliwie, bo nie mam już tych moralnych rozterek co kiedyś. I tego typu współpracę wszystkim serdecznie polecam. Nie tylko na studiach, ale właśnie w szkole. To nie jest przecież problem, aby podzielić się w grupie pracą, a potem wymienić wynikami, prawda? 

8 komentarzy:

  1. Slyszales o Leonardo da Vinci?
    A o tym że do patrolu trzeba pięciu policjantów. Jeden umie czytać, drugi pisać a pozostali to ochrona naukowcow? I gdzie Ci bliżej? ☺

    OdpowiedzUsuń
  2. ja mówiąc szczerze ściągać nie potrafiłam. Ale potrafiłam dawać ściągać. Nawet na maturze dyktowałam koledze wypracowanie z historii. Aż wstyd :)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam podobnie. Nawet jakbym chciała ściągać, to i tak bym nie potrafiła. Zupełnie. Zwłaszcza jak widzę ludzi robiących to tak... ostentacyjnie. Na sprawdzianach mogę liczyć telefony ludzi... a nauczyciel nic, to tak bardzo widać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie umiem ściągać, chociaż jeszcze w szkole mi się zdarzało, nieczęsto, bo to za duży stres. A na studiach, u mnie nie ma za bardzo na czym ściągać, bo większość egzaminów ustnych. Z tym, że trzeba się do nich jeszcze przygotować i to zdecydowanie może być praca grupowa. Nie wiem co bym zrobiła bez koleżanek, z którymi dzieliłam się notatkami. ;>

    OdpowiedzUsuń
  5. Ściąganie nie jest dla mnie. Wolę się katować nauką niż iść na łatwiznę. Trzeba sobie stawiać wysoko poprzeczkę, wymagać od siebie, gdyż to kształtuję charakter. Nie wiem jak to ze mną będzie na studiach, ale mam nadzieję, że obejdzie się bez ściągania.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nigdy nie próbowałem ściągać i nie ściągałem w szkole. Ode mnie też nikt nigdy nie ściągał. Nawet nie chcą zadań domowych a gdy sam nie zrobię sprawiedliwie dostaję brak zadania lub 1 :) Lubię się uczyć nowych rzeczy ale nudzi mnie jak na lekcji czy w zadaniu jest coś co już umiem i muszę na to marnować czas. Mama mówi, że przynajmniej sobie powtórzę i utrwalę ale ja tego nie lubię. A do studiów mam jeszcze dużo czasu :D - Bartek !

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie umiem, nie lubiłam, na maturze nawet ściągi w toalecie nie mogłam znaleźć...

    OdpowiedzUsuń
  8. Powinno się sprecyzować i rozróżnić jak rozumiemy ten wyraz. Coraz częściej oceniamy je negatywnie. Jeżeli jest to bezmyślne kopiowanie to pełna zgoda. Ale jeżeli przewidując jakie tematy bądź zadania mogą być na egzaminie bądź klasówce przygotuję sam sobie konspekt zawierający skondensowane treści, to powinno się potraktować to jako okoliczności łagodzące. Co najmniej 50 - 70 procent materiału weszło do głowy w czasie sporządzania ściągi.
    W trakcie ściągania często bywają sytuacje humorystyczne. Oto jedna z nich. Dogrywka egzaminu w Katedrze Wytrzymałości Materiałów. Wszyscy dostali zadania do rozwiązania. Jeden ze studentów prosi kolegę siedzącego za nim o pomoc. Ten podał mu arkusz z rozwiązaniem szepcząc - przepisz i zaraz oddaj. Niestety po chwili musiał pójść do toalety a na jego miejscu przysiadł prof.Leyko. Po szybkim odpisaniu delikwent walczący o trójkę oddaje nie odwracając się"ściągę" i mówi wychodź bo jak Leyko się dowie to nas obu za mordę wyrzuci. Profesor położył arkusz na inne i wyszedł. W czasie ustnej dogrywki dawca mający prawidłowo rozwiązane wszystkie zadania z marszu dostaje wpis 4. Drugi odpowiada ustnie ze zmiennym szczęście. W końcu Leyko wpisuje mu trójkę z minusem i mówi bierz pan indeks i uciekaj bo jak się dziekan o tym dowie to nas obu na zbitą mordę wyrzuci.
    Pozdrawiam klinowe piórko

    OdpowiedzUsuń