sobota, 23 września 2017

Polecam #56 - Miasto zaginionych dzieci

Ja mam bardzo wysublimowany gust filmowy, dlatego często bardzo długo szukam filmu do obejrzenia. W tym przypadku zaintrygował mnie tytuł. Przejrzałem szybko obsadę, same znajome twarze, a reżyser to Jean-Pierre Jenuet! Od razu wiedziałem, że spodoba mi się ten film :) 



Na platformie pośrodku morza, otoczonej polem minowym mieszka naukowiec wraz z klonami, z których jeden uważa się za oryginał, karlicą i mózgiem w akwarium. Mózg ma aparat fotograficzny zamiast oka, a jak ma migrenę, to wrzucają mu aspirynę do wody, w której się znajduje. Fabuła jest absurdalna: naukowiec cierpi na brak snów, dlatego porywa małe dzieci, aby z ich pomocą śnić. Pobliski port również jest miejscem pełnym osobliwości: złodziejski gang dzieciaków, na czele którego stoją bliźniaczki syjamskie zrośnięte nogą, sekta cyklopów z fajnymi steampunkowymi oczami, podstarzały cyrkowiec ze swoimi podstarzałymi pchłami i wreszcie przygłupi siłacz z jarmarku. Wszystko zaczyna się, gdy mały braciszek siłacza zostaje porwany, a on wraz z dziewczyną z gangu postanawiają go uratować. 


Konwencja tego filmu jest absolutnie przecudowna! Miasto jest ciemne, mokre, pełne schodów i zielonej wody, skąpane w pomarańczowym świetle lamp sodowych. W tle rozbrzmiewa złowroga cyrkowa muzyka, a ulicami przemyka dziewczynka w czerwonej sukience. Ten film ma ponad 20 lat, nie oczekujmy więc żadnych widowiskowych efektów, jednak wydaje mi się, że współcześnie trudno byłoby nakręcić coś równie magicznego! Każda scena jest tu perfekcyjnie dopracowana. Mnogość wątków, tajemnic i metafor potęgują mroczny, oniryczny nastrój. 


"Miasto zaginionych dzieci" to prawdziwa uczta dla oka. Film jest absolutnie psychodeliczny i naprawdę ryje banię, ale posiada również dużą dawkę humoru, czarnego oczywiście, także polecam go każdemu, kto tak jak ja, lubi takie kino! 


5 komentarzy:

  1. Chyba kiedyś komuś pisałeś, że nie masz Filmweba. A szkoda, byśmy się wymienili. Tak widzisz tylko jedną ostatnią stronkę moich ocen, ale zawsze coś. Zwłaszcza że dziś doszło mi świadome 10/10:
    http://www.filmweb.pl/user/Fenoloftaleina_mendoid/films
    Już od dawna unikam amerykańskich filmów. Nie lubię tendencji dla nich typowych. Ale to nie tak, że generalizuję, po kraju się filmu nie ocenia, ale ciągle tylko USA, USA, więc moja fascynacja kinem europejskim (Skandynawia górą) i azjatyckim związała się też z Francją. "Delikatesy" Twojego reżysera to cudo. Za to po tylu latach chciałam sobie odświeżyć "Amelię"... i jakoś wyłączyłam po kilku minutach.
    Widzę, że to coś podobnego właśnie do "Delikatesów", więc zapisuję na listę.
    Pozdrawiam,
    Fenoloftaleina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, w sumie to założyłem kiedyś konto na Filmwebie, ale jakoś nie jestem w tym systematyczny i mało filmów oceniam. Jedyne co z tego mam, to spam na mailu...

      Usuń
  2. Super propozycja filmowa dla mojej cioci :D Akurat dzisiaj na wieczór razem z wujkiem Jankiem planują obejrzeć jakiś film. Myślę, że jak im ten film zaproponuję to obejrzą ponieważ jest w ich stylu! Ja jestem jeszcze trochę za mały na taki film. :) Pozdrawiam -Bartek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba muszę go zobaczyć! moje klimaty :)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie widziałam tego filmu, ale tytuł i mnie zainteresował :) Wpisze na listę ,,do obejrzenia" :)

    OdpowiedzUsuń