piątek, 29 września 2017

Polecam #57 - Szkoła dla łobuzów

To już jest moje trzecie podejście do napisania recenzji tego filmu, bo wciąż nie mogę się po nim pozbierać emocjonalnie. Wszystko, co o nim napiszę, zawsze wydaje mi się niewystarczające. "Szkołę dla łobuzów" obejrzałem mniej więcej w tym samym czasie, kiedy oglądałem "Pana od muzyki", czyli już, ho ho, dawno temu. To był trudny film, bardzo smutny i pełen goryczy. Jest dużo przemocy fizycznej, psychicznej i ogólnie jest to najsmutniejszy film, jaki kiedykolwiek oglądałem. Czasem jednak warto takie produkcje obejrzeć, bo wydaje mi się, że uczą nas wrażliwości i współczucia dla innych.


Akcja filmu dzieje się w szkole, a raczej jest to zakład poprawczy dla chłopców, prowadzony przez księży. Pewnego dnia przybywa tam nowy nauczyciel, jednakże tu wszystko jest o wiele mniej kolorowe niż w "Panu od muzyki". Księża traktują dzieciaki okropnie. I w sumie "okropnie" to zbyt łagodne słowo. Film porusza kwestie naprawdę trudne, na przykład pedofilię. Bardzo szeroko omawiana jest też przemoc fizyczna, wręcz tortury, a jeden z uczących w tej szkole księży niezwykle się w nich lubuje.

Ja spotkałem się już z wieloma antagonistami, czy to w literaturze, czy w filmie. Nigdy tych postaci nie rozumiem i nie wiem dlaczego robią, to co robią. Wydają się one jakieś takie odległe, często działają z daleka, poprzez różnych wysłanników. Tu jest inaczej. Brat John jest złym człowiekiem i bardzo bezpośrednio tą swoją złość ukazuje. No i nie jest to postać z fantasy, tylko osoba jak najbardziej realistyczna, ksiądz! I jeszcze czyni to wszystko pod przykrywką pobożności... Iain Glen sprawdził się w tej roli znakomicie, choć nie wątpię, że wczucie się w taką postać było niezwykle trudne.

Najgorsze jednak w tym wszystkim są emocje. Film bardzo wyraźnie pokazuje, że te dzieciaki to nie tylko bezimienne ofiary. Każdy z nich ma jakąś historię, każdy chce móc się cieszyć, chce kochać i być kochanym. Tworzy się takie swoiste poczucie więzi z tym chłopcami, co sprawia, że wciąż mam przed oczami pełne okrucieństwa sceny.

Na koniec muszę powiedzieć, że jest to dzieło, na którym się płacze. I to nie raz, ale jak już się zacznie, to płacze się do samego końca i jeszcze długo potem. Ja oglądałem go przez cały dzień z przerwami, bo emocje, które mi towarzyszyły były ogromne. Film jest naprawdę bardzo mocny...

6 komentarzy:

  1. Bardzo zainteresował mnie ten film. Recenzja świetna i bardzo zachęca do obejrzenia. Nie lubię płakać na filmach, ale na niektórych się nie da, więc wtedy oglądam w samotności żeby nikt nie widział ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Obecnie chyba jak dla mnie temat zbyt ciężki... ale może kiedyś

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli tak silnie działa na emocje, to na pewno obejrzę :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. coś dla mnie, temat mi bliski, choć dużo emocji,ale to lubię;)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Chciałabym obejrzeć, bo bardzo zaciekawiło mnie to, co napisałeś, ale wynika też z tego, że nie dałabym rady. Niestety to raczej nie film na moje nerwy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Może kiedyś się zdecyduję obejrzeć taki film, na razie to dla mnie za ciężkie. Gdyby to była książka to już bym ją czytała, jakoś łatwiej mi znosić trudne książki niż trudne filmy.

    OdpowiedzUsuń