sobota, 14 października 2017

Polecam #59 - Colette

Zostałem przy czeskim kinie, lecz tym razem obejrzałem coś zupełnie innego. Można powiedzieć, że wyszedłem ze swojej strefy komfortu, bo ja nie lubię wojennych filmów, już kiedyś to chyba mówiłem. A dlaczego ich nie lubię? Bo mnie dołują. Ja wiem, że wojna to był straszny czas i nie muszę się dodatkowo w tej materii uświadamiać, a za każdym razem, kiedy obejrzę tego typu produkcję, to mam marny nastrój przez tydzień. 



W tym przypadku jednak było zupełnie inaczej! Colette bynajmniej nie wywołała u mnie przygnębienia, wręcz przeciwnie - radość! Ten film pokazuje, że nawet w takim strasznym miejscu jak obóz koncentracyjny może narodzić się miłość, a każda wojna kiedyś się kończy.


Auschwitz. Colette, belgijska żydówka przyjeżdża pociągiem. Od śmierci w komorze gazowej ratuje ją Vili, któremu od razu wpada w oko. Lecz jej uroda oczarowuje nie tylko młodego więźnia, lecz także Weisackera, oficera SS, który z ciężkich robót w kamieniołomach przenosi ją do łatwiejszego zajęcia przy rozpruwaniu płaszczy więźniów i szukania w nich poukrywanych kosztowności. Ale nie jest to film o dobrym Niemcu, wręcz przeciwnie - Colette musi okazywać oficerowi swoją wdzięczność jak tylko ten sobie zażyczy... 

W tym filmie okrucieństwo wojny ukazywane jest nad wyraz często - liczne są sceny przemocy, zabijania i psychicznego dręczenia ze strony Weisackera. Ale w miarę upływu czasu, na pierwszy plan coraz bardziej wysuwa się miłość, która rozkwitła pomiędzy Vilim i Colette. 


Film kończy się pozytywnie. Mogę o tym powiedzieć i nie jest to spoiler, ponieważ pierwsze sceny toczą się już jakiś czas po wojnie. Przynajmniej nie musiałem się bać, że główny bohater, którego losy śledzę nagle mi umrze, czego bardzo nie lubię. Poniekąd film sam funduje swojemu widzowi spoiler, ale tego typu zdradzenie faktów jest według mnie pozytywnym zjawiskiem.

Colette to produkcja, którą polecam każdemu. Jest to film o obozie koncentracyjnym, jednakże nie aż tak tragiczny, jak wiele tego typu obrazów. Miłość, która jest jego głównym wątkiem stanowi bardzo dużą pozytywną przeciwwagę do tego całego zła, które rozgrywa się wokół. Tworzy też wspaniały kontrast, który sprawia, że ten film pozostanie w pamięci na długo!

9 komentarzy:

  1. Jak obejrzałam Wybór Zofii to na długo miałam przesyt obozowymi historiami, ale jeżeli to film z pozytywnym zakończeniem to mogę się skusić;)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie filmy nie tyle mnie dołują, co długo tkwią pod czaszką, ale historie w nich opowiadane należą zarówno do pasjonujących, jak i tragicznych. Az strach pomyśleć, ile człowiek może wytrzymać w ekstremalnych warunkach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie widziałam tego filmu, ale obejrzę. Takie filmy bardzo poruszają i na długo zostają w pamięci. Nie jest to lekkie kino, ale warte zobaczenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie widziałam tego filmu, ale brzmi bardzo ciekawie. Cieszę się, że Ci się spodobał :)
    Dobrze, że ma pozytywne zakończenie, niestety wiele filmów podobnego typu kończy się tragicznie :(

    Cudownej niedzieli!
    http://coscudownego.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pewno obejrzę. Bardzo lubię tego typu filmy, chociaż ogromnie przeżywam te wszystkie sytuacje.
    A miłość? Jak widać jest to takie uczucie, którego nawet ekstremalnie skrajne sytuacje nie potrafią zniszczyć.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Słyszałam o tym filmie, ale jeszcze nie widziałam, lubię wojenne filmy, ale faktycznie potrafią zdołowac. Ten powinnam jednak zobaczyc☺

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie oglądam filmów o tematyce wojennej, a szczególnie obozowej, bo zbyt głęboko zapadają mi w pamięć i trudno mi się po nich od razu zebrać. Ciężko mi się do nich przekonać, ale może ten jest naprawdę inny i warto spróbować. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Brzmi ciekawie, ale wciąż ciężko. Prawdę mówiąc w tej tematyce to zdecydowanie wolę oglądać dokumenty niż fabułę, w której nie wiem co jest fikcją a co nie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie lubię filmów wojennych co powinno się kłócić z tym że lubię historię :P Nawet maturę z niej pisałam, a obie wojny to zawsze był mój konik. Mimo to wojenne filmy zawsze mnie wkurzały, bo ogólnie nie lubię filmów w których jest dużo zamieszania związanego z walką (dlatego nie mogłam znieść Władcy Pierścieni :P), wydaje mi się jednak, że ten film mógłby mi spasować. Zobaczymy ;)

    OdpowiedzUsuń